sabato 1 febbraio 2014

CNOTY PREMIERA Rozmowa z Marco Travaglio, współautorem książki „Nazywają go niekaralny”.


„NAZYWAJĄ GO NIEKARALNY” to tytuł książki, która zasługuje na przedstwienie polskim czytelnikom z dwóch powodów: postać głównego bohatera i postacie autorów. Bohaterem jest włoski magnat telewizyjny i premier Włoch – Silvio Berlusconi. Autorami są dwaj niewygodni, młodzi dziennikarze włoscy – Marco Travaglio i Peter Gomez. Zgromadzili na swoim koncie już tyle procesów o zniesławienie Berlusconiego i jego wspólników, że jeżeli je przegrają – nie wypłacą się do końca życia.
„Nazywają go niekaralny” jest pozycją szczególną pod kilkoma względami. Przede wszystkim to część druga słynnej książki „Grzeczni chłopcy”, która wywołała we Włoszech duże zamieszanie, gdyż z precyzją notariusza przedstawiała czytelnikom najważniejsze dokumenty dotyczące dwóch procesów o korupcję - tzw. „IMI-SIR, lodo Mondadori”, w których zostali skazani adwokaci Berlusconiego. Tym razem autorzy zajęli się drugim, najcięższym procesem o korupcję – tzw. SME, w którym przed sądem, w towarzystwie własnych adwokatów, stanął sam premier.
Szczególna jest właśnie ta nowa metoda dziennikarska, polegająca na docieraniu do dowodów procesowych: zeznań, podsłuchów, operacji bankowych i przedstawianiu ich szerokiej publiczności w postaci książki, tak aby ludzie mogli sami wyrobić sobie zdanie o przekrętach i polityce. Niestety oficjalna informacja nie zawsze spełnia swoją rolę... Książki Travaglio i Gomeza stały się także tekstem teatralnym. Włoscy aktorzy zrzeszeni w „Teatrze obywatelskim” czytają akta procesów podczas spektaklów na ulicach włoskich miast.
„Nazywają go niekaralny” zawiera zeznania biznesmena De Benedettiego, byłych premierów Włoch - Romana Prodiego i Giuliana Amato oraz świadka korupcji - Stefani Ariosto. Czytelnik może w niej przeczytać treść rozmów oskarżonych, podsłuchanych przez policję oraz oskarżenia prokuratora Ildy Boccassini i motywacje wysokich wyroków, jakich żąda dla skorumpowanych. Jest również jedyne spontaniczne zeznanie premiera Berlusconiego, w którym niewygodni dziennikarze doliczyli się 85 kłamstw. Książka ma na okładce długi podtytuł: „Prawdziwa historia afery SME i wszystko to, co Berlusconi ukrywa przed Włochami i przed Europą”. Jest ona dedykowana „wszystkim przedstawicielom prawa i dzennikarzom, którzy mają zdrowy kręgosłup”. Na jednej z pierwszych stron znajduje się cytat nestora dziennikarstwa włoskiego Indra Montanelliego: „Berlusconi ma skłonność do kłamstwa. Jest największym kupcem świata i prawdę pojmuje w sposób bardzo subiektywny: prawda to to, co mówi on. Nic nie wychodzi mu tak dobrze, jak rola ofiary i prześladowanego. „Chiangne e fotte” (płacze i robi w konia) – mówią w Neapolu o typach takich jak on. I będzie to robił przez pięć lat, rządząc tak jak potrafi: poprzez kłamstwo i korupcję”.

--------------------------------------------------------------------------------


Rozmowa z Marco Travaglio, współautorem książki „Nazywają go niekaralny”.

- Kłopoty z prawem aktualnego premiera Włoch ciągną się już długo i jakoś nie mogą zakończyć. Od czego się zaczęły?

- Od zeznań Stefanii Ariosto, w lutym 1995 roku, zaraz po upadku pierwszego rządu Berlusconiego. Była ona przyjaciółką Francesco Dottiego – szefa klubu parlamentarnego partii Forza Italia. Prokuratura mediolańska na samym początku nie wierzyła jej, myśląc że jest to prowokacja. Zastanawiała się również jak sprawdzi fakty mające miejsce w latach 80-tych – zwłaszcza, że kobieta oświadczyła, iż nie ma kontaktów z Cezarym Previti od 1989 roku. Prokurator Ilda Boccassini decyduje się rozpocząć śledztwo, ponieważ jest to jej obowiązkiem i rozpoczyna je używając metod walki z mafią. Dzięki podsłuchom okazuje się, że osoby, o których opowiada Ariosto są zażyłymi przyjaciółmi, spotykają się nadal i w sposób podejrzany – tzn. w mejscach sekretnych, ukrywając się przed innymi i używając psełdonimów podczas rozmów telefonicznych. Tak, jak to robi zwykle przestępczość zorganizowana - nie jak adwokaci i prokuratorzy, którzy powinni z nią walczyć. Okazuje się również, że przynajmniej pięciu wśród sędziów i prokuratorów rzymskich ma konta poza granicami kraju, i że konta te mają coś wspólnego z zagranicznymi kontami trzech adwokatów Previtiego, Acampory i Pacifico. Rozpoczyna się proces, którego dowody początkowo znajdują się w jednej, słynnej teczce 9520, założonej przez prokurator Boccassini. Potem zostaje on podzielony na trzy oddzielne: IMI-SIR, Lodo Mondadori, SME. Ten ostatni - w którym oskarżonym jest również Berlusconi - miał zakończyć się, lecz został zawieszony ze względu na wprowadzony właśnie immunitet dla premiera.

- Wszyscy oskarżeni, Berlusconi i cała prawica włoska twierdzi, że w działaniach włoskiej prokuratury nastąpiły nadłużycia i że procesy mają wymiar polityczny.

- Jednym z punktów newralgicznych jest podsłuchana rozmowa w barze, kiedy to sędzia Squillante odkrył, że jest oskarżony i rozmawiał o tym ze swoim kolegą Misianim. O dochodzeniu jednak nie powinni byli nic wiedzieć, gdyż było ono sekretne – wiedzą jednak wiele. Squillante bał się, że postawiono mu zarzut o udział w organizacji mafijnej (dziwne jak takie rzeczy mogą przychodzić do głowy uczciwemu sędziemu?). Misiani uspakajał go jednak, że nie jest to udział w organizacji przestępczej, lecz zwykła korupcja. Squillante był z tego zadowolony, bo to w sumie nic groźnego. Rozmawiali również o miliardach ulokowanych na kontach zagranicznych, które sędzia otworzył także na swoich synów. O faktach tych opinia publiczna dowiedziała się dopiero rok później.
Polemika na temat, czy rejestracja tej rozmowy jest prawdziwa, czy też podsłuch ten został „sfabrykowany” przez policję jest zwyczajnie śmieszna. Manipulacje o jakie się oskarża wymiar sprawiedliwości są jedynie efektem „wyczyszczenia” taśmy z hałasów, bo w barze było wiele osób.

- Również zeznania świadka korupcji próbowano podważyć robiąc ze Stefanii Ariosto zwykłą mitomankę. Obserwatorom zewnętrznym trudno jest zrozumieć jakie zarzuty stawia się Berlusconiemu i jego adwokatom. O co chodzi w tach procesach?

- Według prokuratora, sędzia Squillante otrzymywał pieniądze od spółek mających siedzibę w Mediolanie poprzez adwokatów Previtiego i Pacifico, aby dokonać działań sprzecznych z etyką i obowiązkami profesjonalnymi. Był opłacany, aby świadczyć usługi w interesie płacących. Kiedy prokuratura decyduje o areszcie i zostają zaaresztowani Squillante i Pacifico, Previti i Berlusconi są deputowanymi, więc odpowiadają z wolnej stopy. Później zarzuty postawione Berlusconiemu uległy przedawnieniu.
Zeznania Stefani Ariosto posłużyły odkryciu korupcji w Trybunale w Rzymie, śledztwo jednak potoczyło się dalej gdyż dokumenty, które przyszły ze Szwajcarii były mocniejsze od jej słów - co dowodzi, że nie jest mitomanką. Pozostawało wyjaśnić, czy pieniąadze te, pochodzące od spółek Fininvest (należącej do Berlusconiego) i SIR (należącej do biznesmena naftowego Rovelliego, przyjaciela Andreottiego) były darowiznami lub prezentami, czy też zapłatą za korzystne werdykty sądowe. Prokuratura znajduje trzy podejrzane wyroki: 1) Lodo Mondadori (wyrok, który w 1991 r., odebrał Benedettiemu największe włoskie wydawnictwo, oddając je w ręce Berlusconiego i czyniąc z niego najpotężniejszego magnata medialnego); 2) IMI-SIR (wyrok na niekorzyść banku publicznego, faworyzująca spółkę prywatną i przyznająca jej rekordowe odszkodowanie w wysokości 1000 miliardów lirów, które wyszły z kieszeni podatników, i przeszły do kieszeni biznesmena naftowego); 3) SME (wyrok na niekorzyść De Benedettiego, który wystąpił przeciwko holdingowi IRI, gdyż ten wycofał się z kontraktu wstępnego i sprzedał spółkę spożywczą innym biznesmenom, jakim przewodził Berlusconi).
Proces IMI-SIR i Lodo Mondadori zakończył się w kwietniu 2003 roku, wysokimi karami dla wszystkich oskarżonych (oprócz sędzeiego Verde), proces SME próbuje się zakończyć z wielkim trudem i może po wykluczeniu z niego najwaśniejszego oskarżonego – premiera Berlusconiego, uda się go zakończyć za kilka lat...

- Czy przypadkiem za tymi wszystkimi procesami nie kryje się wojna między Berlusconim i De Benedettim, w jakiej wszystkie chwyty są dozwolone?

- Lodo Mondadori – czyli spór między De Benedettim i Berlusconim trwał przez lata, aż do 1991 roku, kiedy to sąd zdecydował się anulować werdykt przyznający kolosa prasowego De Benedettiemu i oddać go w ręce Berlusconiego. Wtedy to, niemal cała włoska prasa: La Repubblica, L'Espresso, Panorama, Epoca i 14 dzienników lokalnych staje się własnością Berlusconiego, który posiada już 3 kanały telewizyjne. Wyrok anulujący jest wydany przez sędziego Vittoria Mettę, który w zamian otrzymuje 400 milionów lirów w gotówce od tajemniczego dawcy i wykorzystuje je, aby kupić sobie dom. Sędzia tłumaczy się później, że pieniądze są spadkiem, jaki zostawił mu jeden z bliskich przyjaciół. Nie ma jednak żadnych śladów finansowych po takim spadku, są natomiast ślady po przelewie jaki został dokonany w Szwajcarii przez Fininvest na konto jej adwokata Pacifico, który to z kolei przywiózł pieniądze do Włoch i oddał je nieznanemu powiernikowi. Prokuratura podejrzewa, iż jest to właśnie sędzia Metta.
Najbardzej niesamowitym zbiegiem okoliczności w tej sprawie jest długość procesu. Jeżeli wyrok anulujący nie nadejdzie do 31 stycznia 1991 r., wydawnictwo Mondadori zostanie w rękach De Benedettiego. Wszyscy spodziewali się właśnie tego, gdyż jeszcze 14 stycznia sędziowie debatowali nad wyrokiem i znając powolność sprawiedliwości włoskiej, zdeponowanie wyroku pisemnego powinno trwać długo. Tymczasem sędzia Metta pobija rekord szybkości i już następnego dnia deponuje 160 stron napisanych odręcznie, tak aby werdykt był prawomocny. Nawet Balzak nie byłby w stanie napisać 160 stron ręcznie w ciągu jednej nocy...

© AGNIESZKA ZAKRZEWICZ, 2003








Sprawa SME zaczęła się w 1985 r., kiedy to Romano Prodi był prezesem państwowego przedsiębiorstwa IRI, decydującego o prywatyzacji holdingowej spółki SME, działającej w sektorze przetwórstwa owocowo-warzywnego. 51% udziałów miało pójść dla De Benedettiego (właściciel tygodnika „L’Espresso i dziennika „La Repubblika”), reszta dla banku Mediobanca. Cena prywatyzacji 497 mln lirów.
Ówczesny premier Craxi nie zgodził się na operację, powodowany głęboką antypatią żywioną do De Benedettiego, gdyż jego prasa szkalowała go. Nową ofertę zakupu SME za 600 mld lirów, wysunęło trzech biznesmenów: Berlusconi, Barilla, Ferrero. Decyzją rządu spółka została wystawiona na licytację.
De Benedetti odwołał się do sądu, aby ten nakazał respektowanie zobowiązań przed kontraktowych. Sąd jednak nie uznał jego słusznych roszczeń. Po 18 latach, wyrok stał się powodem procesu w Mediolanie. Zdaniem oskarżycieli, berluskońskie papugi „załatwiły” go z sędzią Filippo Verde. Proces rozpoczął się na podstawie zeznań Stefanii Ariosto – kobiety, która zeznawała w procesie „IMI-SIR, lodo Mondadori”. Po dwudziestu latach i dzęki ustawom „ad personam”, premier Berlusconi wyszedł z afery czysty jak łza. Nie wykluczone jednak, że do więzienia trafi w końcu jego adwokat, który zagroził, że w takiej sytuacji będzie sypał...

Nessun commento:

Posta un commento

Nota. Solo i membri di questo blog possono postare un commento.