Visualizzazione post con etichetta Włochy. Mostra tutti i post
Visualizzazione post con etichetta Włochy. Mostra tutti i post

mercoledì 21 maggio 2014

Kampania we Włoszech: Przeklęte euro!

 KRYTYKA POLITYCZNA

 http://www.krytykapolityczna.pl/artykuly/wybory-europy/20140519/kampania-we-wloszech-przeklete-euro

„Jak wygramy wybory, to podrzemy pakt fiskalny przed nosem Merkel!”, obiecuje na wiecach Beppe Grillo, lider Ruchu Pięciu Gwiazd.
José Manuel Barroso, szef Komisji Europejskiej, wyraził opinię, że nadchodzące wybory do Parlamentu Europejskiego mogą zmienić się w „festiwal niechęci i zarzutów wobec Unii Europejskiej”. Włochy pod tym względem nie odbiegają od reszty UE, gdzie francuski Front Narodowy, Wolnościowa Partia Austrii, Duńska Partia Ludowa, Partia Niepodległości Zjednoczonego Królestwa w Wielkiej Brytanii, Jobbik czy grecki Złoty Świt i Syriza zdobywają coraz większe poparcie. We Włoszech co najmniej trzy partie, które mogą wejść do Europarlamentu, prowadzą kampanię w duchu eurosceptyzmu: Ruch Pięciu Gwiazd, Liga Północna i Inna Europa z Tsiprasem.


Zmiany, zmiany

Włoska scena polityczna zmieniła się diametralnie, mimo że ostatnie wybory parlamentarne odbyły się zaledwie rok temu, w lutym 2013.

Partia Demokratyczna ma nowego lidera, który od trzech miesięcy jest również premierem Włoch. Młody, zaledwie 39-letni Matteo Renzi uskrzydlił włoską lewicę demokratyczną, zyskującą coraz większe zaufanie i poparcie wyborców. Stał się nadzieją na realne, choć powolne zmiany i stabilizację kraju. Ci, którzy wierzą, że od euro nie ma odwrotu i że Włochy oraz Europa wyjdą wreszcie z kryzysu, w nadchodzących wyborach oddadzą głos właśnie na PD.

Prawica rządzona blisko dwadzieścia lat przez Silvia Berlusconiego jest dziś rozbita i zdezorientowana po tym, jak ostateczny wyrok za oszustwa podatkowe uniemożliwił magnatowi telewizyjnemu skorzystanie z czynnego prawa wyborczego. Zamiast kandydować na pierwszym miejscu listy wyborczej do Europarlamentu, 77-letni Berlusconi musi się teraz poddać resocjalizacji, pracując w domu opieki społecznej dla osób starszych.

Pośrodku pojawił się 66-letni Beppe Grillo i jego Ruch Pięciu Gwiazd. Tak jak przed rokiem w wyborach parlamentarnych, tak i w tych europejskich – partia komika, który stał się politykiem, stanowi największą niewiadomą. „Grillowcy” jak magnes przyciągają do siebie wszystkich niezadowolonych, sfrustrowanych, zdesperowanych – czyli zarówno lewicowych, jak i prawicowych wyborców, którzy mają dość kryzysu, tradycyjnej polityki zmieniającej tylko twarze, biurokratycznej Unii Europejskiej zmuszającej Włochów do zaciskania pasa i przypominającej o ich gigantycznym długu publicznym, a przede wszystkim euro. Wspólna europejska waluta stała się we Włoszech prawdziwym kozłem ofiarnym. Partia Grilla nie stoi po żadnej stronie sceny politycznej i także po wejściu do Parlamentu Europejskiego chce mieć wolne rące.

Typową prawicową antyeuropejską retorykę, i to w duchu ksenofobicznym, prezentuje już od lat Liga Północna. Liga należy w PE do frakcji Europa Wolności i Demokracji, której przewodzi znany brytyjski polityk Nigel Farage. Program Ligi, założonej przez Umberta Bossiego w 1989 roku, niewiele się zmienia, choć zmieniają się jej przywódcy – aktualnie jest nim Matteo Salvini. Partia deklaruje niechęć wobec traktatu lizbońskiego. Popiera włoskie ruchy secesjonistyczne, które chcą rozdziału Północy od Południa i utworzenia Wolnej Padanii, a od euro wolałaby własną padańską walutę. Liga walczy również z nielegalną imigracją. Cała jej kampania wyborcza opiera się na zatrzymaniu operacji humanitarnej Mare Nostrum, prowadzonej przez włoską Marynarkę Wojenną i mającą w praktyce na celu ratowanie imigrantów tonących w Cieśninie Sycylijskiej. Problem, z którym Unia Europejska pozostawiła nadal Włochy całkowicie same.

Prawdziwym fenomenem tych wyborów europejskich miała być Inna Europa z Tsiprasem – włoska lista popierająca kandydaturę greckiego polityka Aleksisa Tsiprasa na przewodniczącego Komisji Europejskiej. Inna Europa z Tsiprasem połączyła we Włoszech wszystkie ugrupowania skrajnie lewicowe, od byłych komunistów po radykalnych antyglobalistów oraz Zielonych. Lista wyborcza powstała 17 stycznia 2014 roku w konsekwencji listu otwartego opublikowanego w historycznej lewicowej gazecie „Il Manifesto”, podpisanego przez włoskich intelektualistów. Program polityczny Innej Europy przewiduje rewizję paktu fiskalnego i opodatkowanie transakcji finansowych, kładzie też nacisk na ekologię. Choć wystawiła znanych we Włoszech kandydatów (np. Barbarę Spinelli, Giulianę Sgrenę, Moniego Ovadię, Curzia Maltese, Lucę Casariniego) i otrzymała poparcie wielu osobistości ze świata polityki i kultury, włoscy lewicowi wyborcy preferują bardziej radykalnego Grillo.

Ostatecznie o sukcesie lub porażce włoskich eurosceptyków przesądzą niezdecydowani, którzy w ostatnim momencie pójdą do urn.


Zapowiada się niska frekwencja

Jednym z najpoważniejszych wskaźników eurosceptyzmu Włochów są sondaże dotyczące frekwencji w nadchodzących eurowyborach – może się ona wahać od 58% do 49%. Oznacza to, że blisko połowa mieszkańców Italii woli pojechać 25 maja za miasto, niż udać się do urn. Tak niskiego zainteresowania przyszłością UE jeszcze nigdy nie odnotowano.

Z kolei sondaże dotyczące preferencji wyborców mogą okazać się mylne, a w niektórych przypadkach nawet zgubne – zwłaszcza że są wykonywane przez różne instytuty badania opinii publicznej i ich wyniki różnią się od siebie. Według badań IPSOS, jednego z najbardziej popularnych włoskich instytutów, przeprowadzonego na dwa tygodnie przed wyborami (prawo włoskie przewiduje 14-dniową ciszę przedwyborczą), Partia Demokratyczna uzyskałaby 33,8%, Ruch Pięciu Gwiazd – 23%, Naprzód Włochy (nowa-stara partia Berlusconiego) – 19,5%, koalicja nowej centroprawicy, która opuściła Berlusconiego – 6,4%, Liga Północna – 5,5%, koalicja Prawicy Narodowej – 4%, a Inna Europa z Tsiprasem zaledwie 3%, co nie pozwoliłoby jej przekroczyć progu wyborczego. IPSOS szacuje, że Włochów, którzy nie zdecydowali jeszcze, na kogo zagłosują, jest 11,2%.

Tuż przed zamknięciem sondaży pojawiły się jednak też badania oceniające, że Partia Demokratyczna osiąga nawet 38%, oraz takie, które wskazywały, że Grillo dogania Renziego, a wręcz go prześciga. W tej sytuacji trudno się dziwić, że im bliżej wyborów, tym głośniej we Włoszech się krzyczy, obraża i wyśmiewa przeciwników.


Grillo idzie jak burza

„Jak wygramy wybory do Europarlamentu, to podrzemy pakt fiskalny przed nosem Merkel!”, obiecuje Beppe Grillo na każdym wiecu, odgrażając się, że Włochy wyjdą z unii walutowej i wprowadzą walutę narodową. „Skazańcy do więzienia, a nie do domu starców!” – tak z kolei lider Ruchu Pięciu Gwiazd wyzłośliwia się pod adresem Berlusconiego. Beppo nazywa go też „karłem politycznym”. Najwięcej jadu wypluwa jednak na obecnego premiera: „Renzi jest chory i niebezpieczny, jak wszyscy synowie bankierów i masonów. To dziecko Trojki”. To właśnie nowy „premier w krótkich spodenkach” – a nie stary „premier bunga-bunga” – stał się jego największym politycznym wrogiem.




Beppe Grillo (fot. Wikimedia Commons)

„Okropny potwór krąży po Europie. Kto miał z nim do czynienia, skończył w ubóstwie. Całe narody stały się dłużnikami jednego banku – EBC. Jak nie płacisz, zamiast bossa mafijnego haracz pobiera Trojka. Europa polityczna stała się koszmarem finansowym. O naszym życiu decydują inni. To Europa surrealistyczna, śmieszna, nie do zniesienia” – takie było przesłanie kilku płatnych przedstawień o Unii Europejskiej, które w kwietniu komik z Genui dał w największych włoskich miastach. W ten sposób rozpoczęła się kampania Ruchu Pięciu Gwiazd do Parlamentu Europejskiego. Towarzyszyły jej uliczne wiece, na których Grillo krzyczał już za darmo. Przyniosło to efekty – dziś ponad 40% Włochów uważa, że zbiednieli własnie przez euro i że powinni wrócić do waluty narodowej, aby odzyskać „niepodległość” finansową, która pozwoliłaby im drukować pieniądze, nie przejmując się inflacją i nadal zaciągać kredyty. Grillo nie jest jednak pierwszy – o wyjściu ze strefy euro zaczął mówić Berlusconi, wyczuwając nastroje swoich rodaków.

Nawyraźniej Włosi już nie pamiętają, jak sami wprowadzili euro – od 1 stycznia 2002 roku praktycznie zrównując z nową monetą stare 1000 lirów i podwajając ceny. Nikt też nie mówi o tym, że wielki włoski przemysł prywatny był przez lata finansowany przez państwo, które zadłużało w tym celu swoich obywateli. Włosi wolą przeklinać euro.


Renzi wiele obiecuje, ale czy dotrzyma słowa?

Najmłodszy szef rządu w historii Włoch też ma ostry język: „Grillo to populista i szakal demokracji! Berlusconi i Grillo to dwie strony tego samego medalu. Garstka eurosceptyków może wejść do PE, ale oprócz kilku happeningów nic nie zrobi".

Po raz pierwszy w Italii pojawił się lider lewicy, który potrafi sprostać Berlusconiemu pod względem medialnym. I nie tylko.

Matteo Renzi wiele obiecuje – na przykład podwyżkę 80 euro na miesiąc, która w dzień po wyborach ma trafić do kieszeni 10 milionów włoskich pracowników, a w przyszłości ma dotyczyć także osób zatrudnionych na umowy tymczasowe, umowy śmieciowe, emerytów, a nawet bezrobotnych. Skąd weźmie na to pieniądze i czy wystarczą one na pokrycie obietnic przedwyborczych – okaże się po wyborach. Batalia pomiędzy komikiem z Genui i „idiotą z Florencji” (jak Renziego nazywa ten pierwszy, używając neologizmu „ebetino di Firenze”), tocząca się najczęściej na Twitterze lub na blogu Beppe Grillo, dotyczy wielu włoskich problemów: od poważnych rozrób na stadionach i przed meczami piłkarskimi do nowej wielkiej afery korupcyjnej dotyczącej Expo 2015 w Mediolanie, w którą są zamieszani menadżerzy państwowej spółki kierującej pracami.



Matteo Renzi (fot. Il Fatto Quottidiano, CC, Flickr.com)


Nie można zrozumieć surrealistycznej atmosfery we Włoszech przed wyborami europejskimi, jeśli nie nie zrozumie się, jakiego dna sięgnął ten kraj w ostatnich latach. Co prawda agencje ratingowe Fitch i Moody's potwierdziły w ostatnich miesiącach, że recesja we Włoszech się skończyła, ale ISTAT – włoski główny urząd statystyczny – ochłodził 15 maja wszelki entuzjazm. W porównaniu z sytuacją sprzed sześciu lat włoskie PKB zmalało o 9,2%, a PKB per capita o 11,5% – czyli Włosi stali się ubożsi o 2900 euro na głowę, wracając do stanu zamożności z 1996 roku. Produkcja przemysłowa spadła o 24,6%, do poziomu z 1986. We Włoszech upadło 9 tysięcy przedsiębiorstw liczących ponad pięćdziesiąt lat działalności. Oznacza to, że jedna na cztery z historycznych firm musiała zwolnić pracowników. Przeciętna włoska rodzina wydaje na podstawowe potrzeby mniej o 5037 euro.

Bezrobotnych jest już 7,3 miliona – dwa razy więcej niż sześć lat temu. 53% młodych ludzi pracuje na umowach śmieciowych, a 42,3% w ogóle nie ma pracy. Podwoiła się również liczba ubogich, których jest dziś aż 4,8 mln.

Włochy pobiły absolutny rekord długu publicznego – wynosi on ponad 2 biliony euro i w pierwszym semestrze 2014 roku wzrósł do 130,8% PKB. Pomimo wysiłków nowego premiera, ocenianych pozytywnie w Brukseli, włoski rząd będzie miał trudności z ustaleniem deficytu budżetowego na poziomie 2,9%, zgodnie z wymogami Komisji Europejskiej i Europejskiego Banku Centralnego. Nie ma szans na to, aby Włochy spełniły wszystkie wymogi paktu fiskalnego. Premier Renzi chce go renegocjować, Grillo – zwyczajnie podrzeć.

Biedni Włosi przed eurowyborami powtarzają jedno: Maledetto euro!


Agnieszka Zakrzewicz – dziennikarka, mieszka w Rzymie. Nakładem wydawnictwa Czarna Owca ukazały się dwa tomy jej krytycznych rozmów o współczesnym Kościele katolickim, „Głosy spoza chóru” i „Watykański labirynt”.


Czytaj także:
Kampania w Hiszpanii: Nadejdzie Europejska Wiosna?

sabato 1 febbraio 2014

Postberluskonizm. Czy Włosi zostaną w samych majtkach?


Nie przejmując się zimnem i konwencjami, 4 stycznia 2014 roku, dość pokaźny tłum kobiet w samej bieliźnie ustawił się przed sklepem Desigual, na centralnej ulicy Rzymu - Via del Corso. Pierwsze sto osób, otrzymało ubrania gratisowo, reszta rzuciła się na obniżki. Nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego, skoro modowa firma zorganizowała podobne promocje w innych miastach świata: Nowy York, Tokio, Barcelona, Londyn, Berlin, Paryż, gdyby nie fakt, że event oddaje najlepiej aktualną ekonomiczną kondycję Włochów.

"Recesja we Włoszech skończyła się, ale jej efekty będą trwać jeszcze długo. Włochy w przyszłych miesiącach będą kroczyć po linie, ryzykując nadal upadek w przepaść. Będą w sytuacji, która przypomina bardziej niż etap post-kryzysowy, okres powojenny." - do takich konkluzji, w raporcie podsumowującym sześć lat kryzysu i opublikowanym w styczniu br., doszła Confindustria (Powszechna Konfederacja Przemysłu Włoskiego) – włoska organizacja pracodawców i przemysłowców działająca od 1910 roku i zrzeszająca 149 tysięcy przedsiębiorców, zatrudniających około 5,5 miliona pracowników.
Szkody jakie w słonecznej Italii przyniosła Wielka Recesja - trwająca od 2007 roku i zdaniem wielu ekonomistów oraz politologów gorsza od Wielkiego Kryzysu Gospodarczego z 1929-33 roku - można przyrównać jedynie do wojny.
W porównaniu z sytuacją sprzed sześciu lat włoskie PKB zmalało o 9,1%, a PKB per capita o 11,5% - czyli Włosi stali się ubożsi o 2.900 euro na głowę, wracając do stanu zamożności z 1996. Produkcja przemysłowa spadła o 24,6%, do poziomu z 1986. Przeciętna włoska rodzina wydaje mniej na podstawowe potrzeby o 5.037 euro, co równa się z zaniechaniem konsumpcji przez 7 tygodni w roku. Bezrobotnych jest już 7,3 miliona - dwa razy więcej niż 6 lat temu. 53% młodych ludzi pracuje na umowach śmieciowych, a 39% w ogóle nie ma pracy. Podwoiła się również liczba ubogich, których jest dziś aż 4,8 milionów.
W październiku 2013 roku, Włochy pobiły absolutny rekord negatywny państwowego długu publicznego - 2.085 miliardów euro i przewiduje się, że w pierwszym semestrze 2014 roku wzrośnie on do 130,8% PKB (o 7% więcej niż w tym samym okresie w 2012). Bez wątpienia w tym roku włoski rząd będzie miał trudności z utrzymaniem progu deficytowego na poziomie 2,9%, zgodnie z wymogami Komisji Europejskiej i Europejskiego Banku Centralnego.
Jak podał dziennik Wall Street Italia w okresie pomiędzy 2008 a 2012 we Włoszech upadło 9 tysięcy przedsiębiorstw liczących ponad 50 lat aktywności. Oznacza to, że jedna na cztery z historycznych firm musiała zakończyć działalność i zwolnić pracowników. Zgodnie z nową klasyfikacją Światowego Forum Ekonomicznego (World Economic Forum – szwajcarska fundacja non-profit znana z organizacji corocznej konferencji w Davos), Italia straciła konkurencyjność i spadła w tej dziedzinie na 49 pozycję na ich liście.
Włosi wpadli również w depresję. Zgodnie z ubiegłorocznym Raportem ONZ dotyczącym szczęśliwości na świecie - mieszkańcy pięknej Italii spadli na 45 mjejsce wśród obywateli zadowolonych z jakości swojego życia. Mimo wszystko jednak nadal wyprzedzają bardziej nieszczęśliwych Polaków, zajmujących 54 pozycję w oenzetowskiej klasyfikacji.

Ofiary kryzysu

Dziś Włochy to kraj gospodarczo zniszczony, tak jakby przeżył on wojnę. I choć pozornie nie widać setek, czy tysięcy zabitych w skutek działań militarnych - ofiar w ludziach nie brakuje. Samobójstwa popełniane z powodu bankructwa lub utraty pracy to najsmutniejsza statystyka, która obrazuje najlepiej rozmiary włoskiego kryzysu podczas Wielkiej Recesji.
Według badań prowadzonych przez Link Lab - laboratorium społeczno-ekonomiczne “Link Campus University”, w 2012 roku z powodów finansowych odebrało sobie życie 98 osób. Liczba ta wzrosła w 2013. Do października ub.r. (ostatni raport Link Lab), popełniło samobójstwo 119 osób i blisko połowa z nich to drobni przedsiębiorcy, którzy zbankrutowali lub nie mogli wyjść z długów. Szczególnie czarnym miesiącem był ubiegły marzec, gdy zabiło się 16 włoskich biznesmenów - w niektórych przypadkach nawet dwie osoby tego samego dnia. Okres ten przypadał na kolejny moment utraty stabilizacji politycznej Włoch - po upadku rządu Mario Montiego (grudzień 2012), który wprowadził rygorystyczną politykę oszczędnościową, jaka w zasadzie zdławiła włoską gospodarkę i przed utworzeniem rządu szerokiej koalicji kierowanego przez Enrica Lette (29 kwietnia 2013).
Głównym sposobem odbierania sobie życia z powodów finansowych jest powieszenie się - bardzo symboliczne w swojej wymowie. Niektórzy włoscy przedsiębiorcy strzelili sobie w głowę, jeszcze inni posunęli się do gestów tak rozpaczliwych, jak samopodpalenie. Większość przypadków odnotowano na północy kraju, w regionach wysoko uprzemysłowionych, które były do tej pory utożsamiane z dobrobytem i bogactwem.
We Włoszech rośnie również niepokojąco liczba osób, które decydują się na popełnienie samobójstwa po utracie pracy. Problem ten dotyka zwłaszcza ludzi pomiędzy 35-45 rokiem życia, którzy w tak trudnej sytuacji gospodarczej nie widzą już dla siebie przyszłości i boją się, że nie znajdą nowego zajęcia.
Tylko w pierwszym semestrze 2013 roku bankructwo ogłosiło 6.500 małych spółek i niestety biznes włoski upada w tym rytmie - ponad 1000 firm zamyka się co miesiąc.

Włochy zszarzały

Czy kryzys we Włoszech widać gołym okiem? Dla przeciętnego turysty być może słoneczna Italia jest zawsze piękna. Baczniejszy obserwator dostrzeże pewne symptomy degeneracji ekonomiczno-społecznej. Choć jeszcze dwa lata temu Silvio Berlusconi - jako premier - pytał się: "Gdzie ten kryzys? Skoro w każdą niedzielę restauracje są pełne, po luksusowe samochody trzeba stać w kolejce i trudno znaleźć miejsce w samolocie, bo Włosi bez przerwy jeżdżą na zagraniczne wakacje", w rzeczywistości coś namacalnie się zmieniło. Włochy zszarzały, posmutniały. Mieszkańcy pięknej Italii ubierają się skromniej, często sięgając po odzież używaną kupowaną na straganach i zaglądając do markowych sklepów tylko po rozpoczęciu obniżek. Luksus i marka w tym kraju jest zawsze w cenie - trudno się więc dziwić, że Włoszki są gotowe rozebrać się do majtek i stać na zimnie po ubrania Desigualu.
Zmieniły się także nawyki żywieniowe Włochów - od 2009 roku częściej kupują oni żywność w discountach, zastępując produkty markowe tymi tańszymi. W okresie Wielkiej Recesji aż o 22% spadła w Italii konsumpcja mięsa. Włosi kupują o 10% mniej produktów uważanych za podstawę diety śródziemnomorskiej: oliwa, ryby, warzywa, sery, owoce. Spadło spożycie napojów, w tym oczywiście wina i innych trunków alkoholowych, choć rodacy Berlusconiego nigdy w nich specjalnie nie gustowali. Nie dojadają i oszczędzają na jedzeniu zwłaszcza najbiedniejsi i ludzie starzy.
Jednego oczywiście "zjadacze makaronu" nie mogą sobie odmówić - niedzielnego, rodzinnego obiadu w restauracji. Ale i tu przyzwyczajenia zmodyfikował cienki portfel. Włosi wybierają tańsze restauracje, nawet "Chińczyka" i ograniczyli ilość jedzenia. Pod tym względem może kryzys wyjdzie im na zdrowie. Zresztą kuchnia włoska narodziła się z biedy - nic nie kosztuje mniej od pizzy i talerza spaghetti z sosem pomidorowym. Włosi potrafili jednak sprzedać swoje tanie przysmaki po wysokiej cenie na całym świecie.
Kolejny symptom degeneracji ekonomiczno-społecznej to degradacja historycznych centrów miejskich. Nawet w miastach turystycznych takich jak Rzym czy Florencja widać ogłoszenia "Sprzedam", "Wynajmę" wiszące na zasuniętych żaluzjach sklepów i na drzwiach wejściowych do kamienic. Ludzie chcą sprzedać mieszkania w centrum, by wyprowadzić się na peryferie lub pod miasto, gdzie życie jest tańsze. Ale i w wielu mniejszych miastach i małych miasteczkach, problem wyludnienia staje się coraz bardziej poważny, bo Włosi zaczęli masowo emigrować za granicę.
W coraz bardziej zaniedbanych centrach historycznych, na pięknych placach i na schodach zabytkowych kościołów oraz budowli, koczuje coraz więcej bezdomnych. I nie są to tylko polscy pijaczkowie, czy rumuńscy Cyganie. Wśród kloszardów żyjących na włoskich ulicach jest coraz więcej Włochów - starych i młodych.
Kryzys we Włoszech odczuwają również Polacy żyjący i pracujący tutaj. Opiekunkom zajmującym się starszymi i chorymi coraz trudniej jest znaleźć pracę, kiedy ją stracą. Większości Polek pracujących tu na tzw. "stałkach" (całodobowa opieka) czy sprzątających na godziny obniżono pensję. Kto chce tu jeszcze trochę popracować, akceptuje to, choć jest to już na progu opłacalności.
A Włosi? Emeryci, którzy mają zdrowie jadą przezimować do Indii, bo nie stać ich na życie we Włoszech, o wiele droższe od tego pod palmą na plaży w Goa. Młodzi wyjeżdżają do Londynu robić konkurencję na zmywaku Polakom i Bułgarom, a ci bardziej przedsiębiorczy wybierają Europę Wschodnią - bardzo chętnie właśnie Polskę - by założyć tu swój biznes. I bardzo sobie nasz kraj chwalą.

Przyczyny kryzysu

Czy aktualnej sytuacji we Włoszech jest winna tylko Wielka Recesja, która wybuchła w Stanach Zjednoczonych i niczym poważna choroba zakaźna zaraziła system ekonomiczny zjednoczonej Europy, atakując jej najsłabsze ogniwa? Nie. Państwa ekonomicznie chore były bardziej podatne na wirusy finansowe wolnego rynku niszczące ich gospodarkę. Do nich - oprócz Grecji, Hiszpanii i Portugalii, należą bez wątpienia Włochy, które w okresie powojennym, aż do 1987 roku, były piątą potęgą przemysłową świata po Stanach Zjednoczonych, Japonii, Niemczech i Francji.
Głównym problemem Italii jest kolosalny dług publiczny, który przekroczył już 2000 miliardów euro i wciąż rośnie. Dług ten rozrósł się właśnie w latach 80-tych ubiegłego wieku, gdy uprzemysłowione Włochy przeżywały swoją "złotą epokę". W okresie Pierwszej Republiki rządzonej na przemian przez chadeków Andreottiego i socjalistów Craxiego (a czasami nawet wspólnie). To w tym okresie, olbrzymie sumy z kasy państwowej były pompowane do zaprzyjaźnionych spółek prywatnych, wracając w części do partii politycznych pod postacią łapówek i czyniąc z przemysłu włoskiego giganta na glinianych nogach, niezdolnego później sprostać wyzwaniom globalizacji. Nadmierny dodruk pieniędzy doprowadził do galopującej inflacji, a ta w końcu do załamania ekonomiczno-politycznego Pierwszej Republiki.
Włochy, będące jednym z krajów założycieli Wspólnoty Europejskiej, do Unii Europejskiej w 1993 roku weszły już z poważnym obciążeniem w postaci swojego długu publicznego i słabości systemu gospodarczego. UE stała się dla tego kraju bronią obusieczną - z jednej strony wspólna moneta i struktury ponad państwowe broniły kraj przed skutkami dzikiej globalizacji, z drugiej ograniczały interwencjonizm państwowy i zmuszały wszystkie włoskie spółki do zdrowej konkurencji na terenie UE i na arenie międzynarodowej. Italia zaczęła tracić konkurencyjność w obliczu wolnego rynku. Brak reform strukturalnych i "moralnego" systemu państwa, podczas długiej, blisko dwudziestoletniej epoki Berlusconiego doprowadziło Włochy na skraj przepaści. Kuracja wstrząsowa ograniczająca się jedynie do cięć i oszczędności, zastosowana przez profesora Mario Montiego, wepchnęła kraj w niemal śmiertelną recesję. Dziś, za rządów Enrico Letty, wydaje się, że Italia z niej wychodzi. Nowy premier - choć daje zewnętrzne poczucie stabilności politycznej swojego państwa - nadal grzeszy całkowitą inercją, jeśli chodzi o reformy strukturalne.

Wszystkiemu winne euro?

"Od euro się umiera" - od lat powtarzał Włochom amerykański ekonomista i strateg Edward Luttwak, aż w końcu uwierzyli... W 2013 roku po raz pierwszy liczba obywateli przekonanych o tym, że ich kraj postąpił źle wchodząc do Strefy Euro i że powinien ją opuścić - zbliżyła się do 50%. Jeszcze w 2011 roku 80% Włochów było przekonanych o pozytywnym wpływie nowej monety na ich ekonomię, dziś aż 71% z nich uważa, że przez euro zbiednieli. Trudno się temu dziwić skoro gdy 1 stycznia 2002 roku, wspólna moneta europejska zastąpiła włoskie liry, co sprytniejsi Włosi zamiast zastosować oficjalny przelicznik (1,936 lirów = 1 euro) zastąpili 1000 lirów przez 1 euro, podwajając ceny niektórych produktów i usług oraz wzbogacając się kosztem innych współobywateli. Było to możliwe dzięki brakowi odpowiednich mechanizmów kontroli ze strony ówczesnego rządu.
Włochy nie były przygotowane do wejścia do Eurostrefy, a przynajmniej nie od razu.  Stąd pokusa, aby ją teraz opuścić, wrócić do własnej monety, odzyskać "suwerenność" bankową, dodrukowywać potrzebne pieniądze nie bacząc na inflację jak w starych dobrych czasach.
Jak wynika z pewnych niedyskrecji i spekulacji dziennikarskich już w 2011 roku premier Silvio Berlusconi, bez konsultacji z nikim, podjął tajne pertraktacje z innymi członkami Unii Europejskiej, aby umożliwić Włochom wyjście z Eurostrefy. Jak twierdzi włoska prawica - właśnie z tego powodu został zmuszony do dymisji, także pod wpływem polityki zagranicznej i zastąpiony przez "eurowiernego" Montiego. Dziś magnat telewizyjny,  - który pomimo definitywnego wyroku nie został jeszcze skazany na areszt domowy lub prace społeczne - nadal uprawia politykę, przyodziewając się w szaty największego eurosceptyka.
Także Beppe Grillo konkuruje z Berlusconim w eurosceptyzmie. W listopadzie ubiegłego roku, otwierając kampanię przedwyborczą Ruchu 5 Gwiazd do Parlamentu Europejskiego, przedstawił swój polityczny plan: opuszczenie Eurostrefy, powrót do lirów i stworzenie koalicji państw południowej Europy przeciwko dyktatowi niemieckiemu, zniesienie Fiscal compact, ustanowienie obligacji Eurobond i przyzwolenie na deficyt wyższy niż 3%. Grillo chce też ogłosić referendum, w którym Włosi wypowiedzą się czy są za, czy przeciw euro.
Dla zdrowo myślących Włochów wspólny, antyeuropejski front Berlusconiego i Grillo jest nowym horrorem. Także Europa przestrzega Włochy przed pochopną zmianą monety. Taki krok zdewaluowałby nowe liry przynajmniej o 40% w stosunku do euro, podnosząc jeszcze bardziej zadłużenie zarówno publiczne, jak i prywatne. Włoska klasa średnia zostałaby praktycznie zmieciona, stając się europejską biedotą. Obywatele żyjący dziś na skraju ubóstwa popadliby w nędzę. Tylko bogaci, którzy zabezpieczyli już gotówkę w walucie, w rajach podatkowych mogliby się wzbogacić w tej sytuacji i spać spokojnie. Reszta Włochów zostałaby w samych majtkach.

Agnieszka Zakrzewicz z Rzymu

Wszystkie procesy Silvia B.

Czy były włoski premier Silvio Berlusconi zostanie skazany również w procesie za korzystanie z prostytucji nieletnich i nadużycie urzędu? Nie wiadomo. Prokurator Ilda Boccassini zażądała sześciu lat więzienia i całkowitego zakazu piastowania funkcji publicznych. Wydanie wyroku sądu jest przewidziane na 24 czerwca. Z tego oskarżania 76-letni dziś Berlusconi zasiadający we włoskim Senacie, pewnie się wywinie. Ma za sobą ok. 30 postępowań sądowych w różnych sprawach, które w większości były umarzane z powodu przedawnienia; sześć nadal jest w toku. Aby uniknąć kary za pospolite przestępstwa, włoski polityk musi pozostać mężem stanu.

Berlusconi ma za sobą ok. 30 postępowań sądowych. Większość umorzono z powodu przedawnienia, sześć nadal jest w toku

Czy były włoski premier Silvio Berlusconi zostanie skazany również w procesie za korzystanie z prostytucji nieletnich i nadużycie urzędu? Nie wiadomo. Prokurator Ilda Boccassini zażądała sześciu lat więzienia i całkowitego zakazu piastowania funkcji publicznych. Wydanie wyroku sądu jest przewidziane na 24 czerwca. Aby uniknąć kary za pospolite przestępstwa, włoski polityk musi pozostać mężem stanu.

Pięć godzin oskarżenia


„Nie ma wątpliwości, że były premier Silvio Berlusconi uprawiał seks z nieletnią, wiedząc o tym. W jego posiadłości w Arcore funkcjonował „system prostytucji, zorganizowany, by zaspokoić jego życzenia“. Kłamstwem, o którym wiedziała policja już podczas zatrzymania nieletniej Karimy El Mahroug, córki imigrantów z Maroka, znanej jako Ruby, było jej pokrewieństwo z ówczesnym egipskim prezydentem Hosnim Mubarakiem. Niektórzy świadkowie zostali zmuszeni do składania fałszywych zeznań”, to kwintesencja oskarżeń prokurator Ildy Boccassini przedstawionych podczas procesu Rubygate, który trwa w Mediolanie od 15 lutego 2011 r. i właśnie zmierza ku końcowi.
W trwającej ponad pięć godzin mowie oskarżycielskiej prokurator stwierdziła również, że Ruby uprawiała prostytucję, zanim jeszcze zaczęła odwiedzać dom premiera, a za wieczory i całe noce spędzane w jego posiadłości otrzymywała pieniądze. Odrzuciła też linię obrony jego adwokatów Niccola Ghediniego i Pietra Longa utrzymujących, że bohaterka skandalu powiedziała Berlusconiemu, że ma 24 lata. To punkt centralny całego procesu.
Według tezy oskarżenia magnat telewizyjny był informowany o wszystkim przez swoich współpracowników i przyjaciół Emilia Fedego, Lele Morę i Nicolę Minetti, którzy zapraszali młode kobiety do jego domu i są sądzeni o stręczycielstwo w odrębnym, równoległym procesie. Emilio Fede, były dyrektor dziennika telewizyjnego TG4, poznał Karimę El Mahroug na konkursie piękności w 2009 r., gdzie podała swoje prawdziwe dane. W jednej z rozmów podsłuchanych w ramach śledztwa Fede powiedział, że Ruby ma 13 lat. Lele Mora, agent modelek i łowca talentów, skazany już za przestępstwa narkotykowe, podatkowe i umyślne bankructwo, dowiedział się, że Marokanka jest nieletnia od niej samej. Nicole Minetti, była higienistka dentystyczna Berlusconiego i radna regionu Lombardii z ramienia jego partii, której policja powierzyła imigrantkę zatrzymaną za kradzież w nocy z 27 na 28 maja 2010 r., wiedziała, ile Ruby ma lat już wtedy, gdy po raz pierwszy zaprosiła ją do willi w Arcore w lutym tamtego roku.

Negatywny mit

„Ruby, podobnie jak inne dziewczęta, które brały udział w domniemanych orgiach seksualnych w Arcore, robiła to w pogoni za negatywnym włoskim mitem: łatwe, szybkie pieniądze i szansa na pracę w show-biznesie, co gwarantowało im zbliżenie się do Berlusconiego”, powiedziała prokurator Ilda Boccassini na sali sądowej.
W „systemie prostytucji, zorganizowanym, by zaspokoić życzenia premiera“, brały udział zarówno profesjonalne prostytutki, często imigrantki, jak i dziewczyny z dobrych domów. O Karimie El Mahroug prokurator Boccassini powiedziała, że cechowało ją „orientalne cwaniactwo“. Ten nieszczęśliwy zwrot wywołał polemikę i oskarżenia o rasizm.
Wydaje się jednak, że były premier Włoch był w jakimś stopniu zafascynowany „orientalnym stylem“. Imponował mu były libijski dyktator Muammar Kaddafi, który – jak ujawnia szokująca książka reporterki „Le Monde“ Annick Cojean, pod tytułem „Les proies: Dans le Harem de Khadafi“ (tytuł polskiego przekładu „Kobiety Kaddafiego“) – gustował w nieletnich i w żonach afrykańskich polityków lub ambasadorów, uwodząc kobiety dzięki drogocennym darom lub porywając dziewczynki do swojego haremu w pałacu.
Również były premier Włoch miał swój „mały harem“. Włoski tygodnik „Oggi“ doliczył się 131 kobiet w jakimś stopniu związanych z Berlusconim. Faworytki mieszkały w prywatnych apartamentach magnata telewizyjnego przy ulicy Olgettina w Mediolanie, a jego księgowy Giuseppe Spinelli wypłacał im regularnie wysokie kieszonkowe. Gdy brały udział w bunga-bunga, premier obdarowywał je prezentami i kopertami, w których były banknoty najwyższego nominału. Przez ponad rok pisała o nich prasa, nazywając je „Olgettinami“ lub „Orgietkinkami“, złośliwie  parafrazując nazwę ulicy. Wśród wybranek Berlusconiego funkcjonowała struktura hierarchiczna – na czele stała Nicole Minetti, która organizowała dziewczyny i rozwiązywała problemy, jakich przysparzały.
Choć najbogatszy Włoch musiał skończyć z „eleganckimi kolacjami“ w swojej willi w Arcore, najwierniejsze Olgettine nadal mieszkają w jego prywatnych nieruchomościach i otrzymują miesięcznie wypłatę w wysokości 2,5 tys. euro. Nic więc dziwnego, że zeznając podczas mediolańskiego procesu, twierdziły, że na kolacjach u Berlusconiego wszyscy śpiewali, rozmawiali o piłce nożnej, opowiadali dowcipy i bawili się bardzo niewinnie, po czym rozchodzili się do domów.

Ruby wszystko popsuła

Jak utrzymuje Ilda Boccassini, opierając się na wynikach kontroli telefonu komórkowego nieletniej imigrantki marokańskiej, Karima spędziła w posiadłości Berlusconiego całe noce 20 i 21 lutego, 9 marca, 4 i 5 kwietnia, 24, 25 i 26 kwietnia oraz 1 i 2 maja 2010 r.
Kilka tygodni później El Mahroug została zatrzymana przez włoską policję, gdyż jej współlokatorka Katia Pasquino oskarżyła ją o kradzież pieniędzy i biżuterii. Również Katia, która nigdy nie brała udziału w imprezach u premiera, ujawniła publicznie to, co Ruby opowiadała jej o nich, oraz fakt, że nieletnia chwaliła się, że miała stosunki seksualne z premierem. Nieświadomie Pasquino przyczyniła się do wybuchu Rubygate i w konsekwencji do wytoczenia Berlusconiemu procesu.
Karima El Mahroug została zatrzymana 27 maja 2010 r., a ponieważ nie miała dokumentów, zabrano ją na komendę w celu ustalenia tożsamości oraz wieku. Po wykonaniu rutynowych czynności dyżurna prokurator ds. nieletnich Anna Maria Fiorillo, zaniepokojona oświadczeniem, że dziewczyna utrzymuje się z tańca brzucha, zadecydowała o wysłaniu jej do wspólnoty dla nieletnich imigrantów. Z powodu braku miejsca w odpowiedniej strukturze Ruby została zatrzymana na noc w komisariacie.
Kilka godzin później premier Silvio Berlusconi, który przebywał z oficjalną wizytą w Paryżu, zadzwonił do szefa policji w Mediolanie Pietra Ostuniego, naciskając na niego, aby Karima El Mahroug została natychmiast zwolniona, by uniknąć incydentu dyplomatycznego, gdyż jest krewną prezydenta Egiptu Hosniego Mubaraka, i została powierzona pod opiekę radnej regionu Lombardii z partii Lud Wolności. Po dwóch telefonach Berlusconiego nieletnia Marokanka opuściła komisariat w towarzystwie Nicole Minetti, która zamiast zająć się nią, odstawiła ją do domu brazylijskiej prostytutki Michelle Conceicao de Oliveira.
Zgodnie z tezą oskarżenia to właśnie brazylijska prostytutka zadzwoniła do włoskiego premiera i poinformowała go, że Ruby jest na posterunku (choć Berlusconi temu zaprzecza), a on – w obawie, że dziewczyna może ujawnić pikantne fakty i doprowadzić do skandalu – nadużył swojego urzędu, wywierając presję na policję w celu jej zwolnienia. „Berlusconi miał się czego obawiać, bo już wtedy było głośno o aferze dotyczącej jego rzekomych stosunków z inną nieletnią, Noemi Letizią. Zostały też opublikowane skandaliczne zdjęcia z dziewczynami w jego posiadłości Villa Certosa na Sardynii“, podkreślała Boccassini.

4 miliony za dwa miesiące

Jak na ironię, byłemu premierowi wytoczono proces na mocy zaostrzonych przepisów o ochronie nieletnich i walce z ich seksualnym wykorzystywaniem, jakie przyjął jego rząd w latach 2006 i 2008.
Ruby jednak zaprzecza, jakoby miała kiedykolwiek płatne stosunki seksualne z przeszło 70-letnim politykiem. 4 kwietnia protestowała przed trybunałem w Mediolanie, bo nie chciano jej wysłuchać jako świadka. Odczytała komunikat – zdaniem włoskiej prasy napisany przez adwokatów byłego premiera. Twierdziła, że wszystko sobie wymyśliła i przepraszała Berlusconiego. Mówiła, że jest narzędziem wykorzystanym do walki z nim oraz że złożyła wiele zeznań pod naciskiem śledczych. „Chcę opowiedzieć swoją prawdę. To jedyna prawda!“, powiedziała dziennikarzom. Dziewczyna jest już pełnoletnia, wyszła za mąż i urodziła córkę. Na pytanie w wywiadzie telewizyjnym, czy wysłałaby ją na elegancką kolację do domu Berlusconiego, Karima odpowiedziała stanowczo: „Nie!“.
Kiedy kilka miesięcy temu sąd chciał przesłuchać Marokankę na wniosek obrony, ta jednak wyjechała na wakacje do Meksyku. Zadowolono się więc jej zeznaniami z sierpnia 2010 r., które stały się podstawą do wszczęcia procesu. Ruby powiedziała wtedy, że Berlusconi wytłumaczył jej, iż „bunga-bunga to rytuał w haremie, który zapożyczył od swojego przyjaciela Kaddafiego, podczas którego nagie dziewczęta muszą sprawiać mu przyjemność fizyczną“. Zeznała, że Berlusconi wiedział, iż była nieletnia i że „on sam kazał jej mówić, iż jest spokrewniona z Mubarakiem, gdyż w ten sposób będzie mogła wytłumaczyć, skąd ma pieniądze, które on jej daje“.
Te słowa17-latki skłoniły prokuratorów Ildę Boccassini, Piera Forna i Antonia Sangermana do ich zweryfikowania oraz szukania nowych elementów poprzez podsłuchy, weryfikację billingów, przesłuchania świadków, sprawdzenie zapisków dziewczyny. Odnaleziono adnotacje Karimy: „4 mln euro od Berlusconiego w ciągu dwóch miesięcy“. W jednej z podsłuchanych rozmów telefonicznych dziewczyna mówiła: „Rozmawiałam z Silviem i powiedziałam mu, że chcę wyjść z tej historii za coś: 5 mln“.
Ruby została natomiast przesłuchana w procesie o stręczycielstwo przeciwko Fedemu, Morze i Minetti. Na wiele pytań odpowiadała jednak wymijająco: „Nie pamiętam“, „Opowiadałam głupoty, bajki“, „To tylko zbiegi okoliczności“. Zapytana o 4 mln, które rzekomo miała otrzymać od magnata telewizyjnego, odpowiedziała, że napisała to, aby chwalić się przed koleżankami, że po tym wszystkim zostanie bogata.
W takiej sytuacji – gdy bohaterka afery zaprzecza, że uprawiała seks z Berlusconim, a wszyscy inni świadkowie powołani przez jego obronę twierdzili, że w willi w Arcore odbywały się tylko „eleganckie kolacje“ – oskarżycielom będzie bardzo trudno udowodnić, że były premier korzystał z usług nieletniej prostytutki.

Kruczek ustawodawczy


Silvio Berlusconi był zawsze mistrzem w tworzeniu ustaw na miarę. Kiedy w nocy z 27 na 28 maja 2010 r. były premier dzwonił do szefa mediolańskiej policji, nowa ustawa antykorupcyjna wprowadzona przez Paolę Severino, minister sprawiedliwości w rządzie Maria Montiego, nie była jeszcze nawet w fazie embrionalnej. Dziś to największe zagrożenie dla procesu Rubygate. Ustawa Severino dzieli przestępstwo nadużycia urzędu na dwa rodzaje: poprzez przymus i przez współudział. Zgodnie z nią już nie tylko osoba nadużywająca władzy lub dokonująca korupcji jest winna. Odpowiedzialność prawna spada też na ofiarę nadużycia lub korupcji, która – jeżeli nie grożono jej – mogła przecież odmówić przyjęcia łapówki lub wykonania polecenia.
W świetle nowelizacji winni stają się także policjanci, którzy wypuścili Ruby z komendy pod nadzorem Minetti – a zgodnie z oskarżeniem prokurator Ildy Boccassini, dyżurni przełożeni wiedzieli dobrze, że Karima El Mahroug nie jest krewną Mubaraka, lecz jedynie nieletnią dziewczyną, którą jest zainteresowany premier.
W fazie tworzenia ustawy posłowie partii Berlusconiego zdołali włączyć do niej i przegłosować małą poprawkę – kruczek prawny powoduje, że jeżeli współudział w nadużyciu urzędu nie odbywał się pod przymusem i jego konsekwencją nie było uzyskanie korzyści, fakt nie jest karalny. Oskarżenie w stosunku do Berlusconiego może więc całkowicie upaść jeszcze przed wydaniem ostatecznego werdyktu.
Sąd ma prawo i zadanie interpretować oraz wdrażać poprawki wprowadzone do kodeksu karnego. Czy w przypadku Rubygate policjanci, którzy w maju 2010 r.
byli tylko ofiarami, od grudnia 2012 r., po wprowadzeniu ustawy Severino, stali się współwinni? W tej kwestii musi się wypowiedzieć sąd kasacyjny.
Oczywiście prawo nie działa wstecz, ale jedynie w tzw. przypadku malam partem, czyli na szkodę oskarżonego. Jeżeli jednak nowe normy kodeksu karnego są korzystne dla oskarżonego, muszą zostać aplikowane.
Nic więc dziwnego, że jeżeli chodzi o proces Rubygate, adwokaci Berlusconiego są spokojni i mają nadzieję, że ich klient zostanie uniewinniony lub proces zostanie umorzony. Dla obrońców Ghediniego i Longia cały proces to poważne nadużycie prywatności byłego premiera.


Nowe procesy na horyzoncie


Dziś już 76-letni Berlusconi zasiadający obecnie we włoskim Senacie, ma za sobą ok. 30 postępowań sądowych w różnych sprawach, które w większości były umarzane z powodu przedawnienia; sześć nadal jest w toku. Na początku maja Sąd Apelacyjny w Mediolanie utrzymał wyrok sądu niższej instancji, który w październiku skazał byłego włoskiego premiera na cztery lata więzienia za oszustwa fiskalne przy zakupie praw emisji do seriali telewizyjnych oraz filmów przez należący do Berlusconiego koncern Mediaset. Sprawa była odnogą innego słynnego procesu All Iberian. Transakcje odbywały się za pomocą fikcyjnych spółek i przy udziale amerykańskiego pośrednika, a większość z nich przechodziła przez raje podatkowe. Zgodnie z uzasadnieniem wyroku, Berlusconi dopuścił się oszustw podatkowych na ogromną skalę i jako właściciel Mediaset ukrył przed fiskusem co najmniej 20 mln euro. Adwokaci byłego premiera będą odwoływać się do Sądu Najwyższego. Lider Ludu Wolności ma zatem rok na definitywne rozwiązanie swoich nowych problemów z prawem. Mógłby ich uniknąć, zostając dożywotnim senatorem – co byłoby formą politycznego ułaskawienia polityka sądzonego już wielokrotnie za pospolite przestępstwa. Godność dożywotniego senatora powierza jednak prezydent Republiki pięciu obywatelom w uznaniu ich zasług dla kraju w sferze społecznej, naukowej, artystycznej lub literackiej. Za prezydentury Giorgia Napolitana Berlusconi nie ma żadnych szans na dożywotni immunitet parlamentarny. Nie pozostaje mu więc nic innego, jak doprowadzić do upadku rząd szerokiej koalicji Pdl-PD, kierowanego przez Enrica Letta, i próbować ponownie wygrać przedterminowe wybory. Nadal ma takie szanse, bo popiera go wciąż ponad 9 mln Włochów.
Tymczasem na horyzoncie widać już następne kłopoty z prawem. W lutym br. prokuratura w Neapolu otworzyła kolejne dochodzenie dotyczące korupcji i nielegalnego finansowania partii politycznych, w którym magnat telewizyjny jest oskarżony o przekupstwo senatora Sergia De Gregoria, któremu zaoferował 3 mln euro za przejście do swojej partii, i co w konsekwencji doprowadziło do upadku rządu Romana Prodiego, który utracił przewagę liczebną w Senacie. Neapolitańscy prokuratorzy żądają kolejnego procesu Berlusconiego.

Agnieszka Zakrzewicz



Tygodnik Przegląd - 23/2013

Ciao Berlusconi!

O dymisji Berlusconiego zdecydowali nie Włosi, lecz giełda. Jego odejście było konieczne nie tylko dla ratowania sytuacji gospodarczej Włoch, ale i dla pozostałych członków strefy euro. Przede wszystkim jednak premier Włoch padł ofiarą własnego, gigantycznego konfliktu interesów. Berlusconi premier szkodził Berlusconiemu biznesmenowi – to prawdziwy powód, dla którego Kajman zrezygnował.
Odejście Berlusconiego było konieczne dla ratowania nie tylko sytuacji gospodarczej Włoch,
ale też jego własnych biznesów



3332 dni i wystarczy

Gwizdy i okrzyki: „Ty pajacu!” towarzyszyły rezygnacji włoskiego prezesa Rady Ministrów Silvia Berlusconiego. Tysiące manifestantów śledziło znienawidzonego premiera całe sobotnie popołudnie, skandując bezustannie: „Dymisja! Dymisja!”. Chodzili za nim spod siedziby rządu w pałacu Chigi pod jego rzymską rezydencję w pałacu Grazioli, a wieczorem czekali pod Kwirynałem, gdzie urzęduje prezydent Giorgio Napolitano. Tu przybyła także orkiestra, która odegrała utwór „Alleluja” Georga Friedricha Händla. Gdy konwój samochodów Berlusconiego podjeżdżał pod pałac prezydencki, Włosi zaczęli obrzucać go drobniakami. Tak samo jak w 1993 r. Bettina Craxiego opuszczającego rzymski hotel Raphael na krótko przed ucieczką do Tunezji. Wtedy jednak wściekłość Włochów była jeszcze większa. „Gdy Włosi czują, że władza jest słaba, ujawniają swoją naturę szubieniczników“, komentował Giuliano Ferrara, dyrektor dziennika
„Il Foglio“ i wierny poplecznik telewizyjnego magnata.
Kiedy po 40-minutowej rozmowie premiera z prezydentem rzecznik ogłosił: „Prezes Rady Ministrów Silvio Berlusconi złożył rezygnację swojego rządu”, przed Kwirynałem podniósł się radosny krzyk i strzeliły korki szampanów. Włosi śpiewali hymn narodowy oraz piosenki partyzanckie, tańczyli i wznosili toasty, powiewały flagi narodowe, widać było małe transparenty z napisem: „Dziękujemy prezydentowi Napolitanowi!“.
Były premier opuścił Kwirynał tylnym wyjściem i tylnym wejściem wszedł do pałacu Grazioli. Nie miał odwagi stawić czoła kontestatorom.
Tak radosne i spontanicznie zorganizowane zabawy uliczne z udziałem wiwatujących tłumów odbyły się w Rzymie, gdy włoscy piłkarze wygrali mundial w 2006 r. Samochody i motorynki jeździły po mieście, trąbiąc. Przez całą noc pod rzymskim domem Kawalera (Il Cavaliere – jeden z przydomków Berlusconiego, pochodzący od przyznanego mu orderu Kawalera Pracy) biwakowali młodzi ludzie, tańcząc, śpiewając i wykrzykując wyzwiska pod adresem miliardera. Zabawa i happeningi trwały prawie do rana, pomimo zimnej nocy.
Era Berlusconiego zakończyła się oficjalnie w sobotę, 12 listopada 2011 r., o godzinie 21.43, po 3332 dniach sprawowania urzędu pierwszego ministra. Był premierem rządzącym najdłużej w dziejach Republiki Włoskiej. Od
27 marca 1994 r., kiedy to po wygranych wyborach po raz pierwszy został prezesem Rady Ministrów, minęło już prawie 18 lat.


Ofiara własnego konfliktu interesów


Do dymisji nie zmusiły Berlusconiego ani skandale obyczajowe z udziałem prostytutek i nieletnich, ani toczące się procesy, ani odejście starego koalicjanta Gianfranca Finiego. Mylą się także ci, którzy myślą, że przyczyną rezygnacji był ostateczny rozłam w partii Lud Wolności i „zdrada“ ośmiu deputowanych, którzy 8 listopada nie przegłosowali podsumowania budżetu państwa, pozbawiając rząd Berlusconiego większości kwalifikowanej.
Prawda jest niestety taka, że Silvio Berlusconi padł ofiarą własnego konfliktu interesów, gdyż jako niewiarygodny premier szkodził rodzinnym spółkom oraz własnym biznesom.
Już od dłuższego czasu rentowność włoskich obligacji biła negatywne rekordy. Dzień po ogłoszeniu decyzji Berlusconiego o podaniu się do dymisji po przegłosowaniu ustawy stabilizacyjnej (co miało trwać jeszcze dwa tygodnie), spread (różnica pomiędzy kursem kupna – wypłaty – a sprzedaży – spłaty – zaciągniętego zobowiązania kredytu walutowego) pomiędzy papierami Włoch i niemieckimi bundami osiągnął aż 7%, a koszt ubezpieczenia włoskiego długu sięgnął rekordowego poziomu 575 pkt bazowych. Była to najwyższa wartość od czasu wprowadzenia euro i wskazywała na to, że rynki europejskie nie mają już zamiaru dłużej czekać na zmianę rządu we Włoszech ani na reformy. Berlusconi stał się persona non grata. Tego samego dnia w Mediolanie główny indeks giełdowy tracił aż 5%, ustabilizował się później na –3,78%, po deklaracji prezydenta Napolitana: „Bardzo szybko powstanie nowy rząd lub będą wybory”. Największy spadek na giełdzie odnotowały jednak akcje spółek rodziny Berlusconich – 13,5% w ciągu tygodnia, czyli 410 mln euro (niemal tyle, ile spółka Berlusconich musiała zapłacić De Benedettiemu w wyniku procesu cywilnego dotyczącego wejścia w posiadanie, dzięki korupcji, wydawnictwa Mondadori.
Jak obliczyli wnikliwi przeciwnicy premiera, tylko jednego dnia dzieci Berlusconiego straciły na giełdzie 60 mln euro. Prawie 100 mln euro ubyło natomiast z kieszeni samego miliardera. Podobno właśnie wtedy odbyła się rozmowa telefoniczna między Kawalerem i jego wspólnikiem Enniem Dorisem, bankierem Mediolanum. „Jeżeli szybko nie podasz się do dymisji, nie będziesz miał co pozostawić w spadku!”, powiedział podobno Doris. Jak widać, ten argument przekonał Berlusconiego do akceptacji rządów przejściowych Maria Montiego, który ma uratować gospodarkę Włoch, a przy okazji także finanse Berlusconich.


Niewiarygodny


Odejście Berlusconiego wymusili więc nie obywatele, lecz giełda. Było to konieczne dla ratowania sytuacji ekonomicznej nie tylko Włoch, ale i pozostałych członków eurolandu. Kryzys w tym kraju ma znaczenie dla całej Europy, ponieważ włoska gospodarka jest trzecią pod względem wielkości i jej ratowanie byłoby zbyt kosztowne. Włoskie zadłużenie wynosi ok. 1,9 bln euro, co plasuje ten kraj na czwartym miejscu w niechlubnym rankingu najbardziej zadłużonych państw świata, a 40% obligacji jest w posiadaniu inwestorów zagranicznych, którzy w sytuacji niepewności politycznej i gospodarczej tego kraju zaczęli je wyprzedawać.
„Financial Times” napisał, że premierzy Włoch i Grecji – dwóch państw, od których zaczęły się problemy – mają ze sobą trzy rzeczy wspólne: obaj utrzymują się przy władzy niewielką większością, są skłóceni ze swoimi ministrami finansów i nie dotrzymują obietnic.
Już od kilku miesięcy widać było coraz wyraźniej, że premier Berlusconi nie radzi sobie z kryzysem i traci autorytet w kraju oraz poza jego granicami. Najpierw problemy z uchwaleniem cięć budżetowych w wysokości 45,5 mld euro, które miały zrównoważyć budżet włoski i zniwelować dług publiczny wynoszący 120%. Później kłopoty z odwołaniem Lorenza Biniego Smaghiego – włoskiego członka zarządu Europejskiego Banku Centralnego, który miał podać się do dymisji po nominacji Maria Draghiego na szefa EBC, co doprowadziło
do otwartego zatargu pomiędzy Berlusconim a prezydentem Francji Nicolasem Sarkozym. Pogorszenie stosunków z kanclerką Niemiec Angelą Merkel nastąpiło także przez niewybredne dowcipy pod jej adresem, ujawnione po opublikowaniu podsłuchów telefonicznych dotyczących kolejnych afer premiera. W końcu trudności z uchwaleniem pakietu ustaw antykryzysowych, które miałyby doprowadzić do uzdrowienia finansów publicznych i oddalenia groźby bankructwa kraju i których wcielenie w życie do 15 listopada br. szef włoskiego rządu obiecał unijnym partnerom w liście przedstawionym na październikowym szczycie UE w Brukseli.
Wszystko to spowodowało, że Berlusconi stał się niewiarygodny i niewygodny, zarówno we własnym kraju, jak i za granicą.
Nikt jednak nie spodziewał się, że finał nastąpi tak szybko i w miarę bezboleśnie. Wszyscy wyobrażali sobie, że odejście włoskiego miliardera z polityki będzie przypominało raczej końcową scenę filmu Nanniego Morettiego „Kajman” – czyli wojnę domową. Wróżono też, że magnat telewizyjny ucieknie z kraju jak Craxi, do swojej willi na Antiguę.


Spadek po Berlusconim


„Po niemal dwóch dekadach Silvio Berlusconi zostawia Włochy takimi, jakie zastał, gdy po raz pierwszy obejmował rządy w 1994 r. Jeżeli natomiast chodzi o jego sprawy prywatne i procesy – wszystko ma się o wiele lepiej. Bilans premiera jest mizerny. Nie dokonał rewolucji liberalnej, którą obiecywał. Podatki, które miał zmniejszyć, wzrastają, oczywiście dla tych, którzy je płacą. Przepaść pomiędzy bogatą i dynamiczną Północą a biednym i zacofanym Południem się pogłębiła. Rząd jest słaby i uzależniony od parlamentu. Telewizja państwowa jest nadal pod wpływami polityki, a prywatna nadal w rękach Berlusconiego”, pisał francuski dziennik „Le Monde”, podsumowując rządy włoskiego miliardera. Gazeta zadała też słuszne pytanie: dlaczego premier – tak popularny oraz dysponujący ogromnymi możliwościami i środkami – przez tyle lat nic nie zrobił? „Jego impotencja bierze się z konfliktu interesów. Silvio biznesmen ograniczał zawsze działanie Berlusconiego premiera”, brzmiała trafna odpowiedź.
Silvio Berlusconi przejdzie do historii jako premier playboy, król bunga bunga, kawalarz i autor sprośnych dowcipów. Włochom i nowemu prezesowi Rady Ministrów – Mariowi Montiemu, pozostawia w spadku poważny kryzys gospodarczy, z którego będzie bardzo trudno wyjść.
Profesor mediolańskiego Uniwersytetu im. Bocconiego, były komisarz europejski i od niedawna senator, ma twardy orzech do zgryzienia. Pierwsze zadanie to zmniejszyć zadłużenie publiczne, nakładając podatek majątkowy, wprowadzając komunalny podatek gruntowy (którego zniesienie umożliwiło Berlusconiemu wygranie wyborów) oraz przeprowadzając reformę fiskalną z trzema progami podatkowymi. Jeżeli to uspokoi Unię Europejską, Centralny Bank Europejski i giełdy, które niestety nadal szaleją, trzeba będzie przejść do reform strukturalnych, czyli podnieść wiek emerytalny dla wszystkich do 67 lat w 2020 r. To wymaga jednak zapewnienia ochrony socjalnej młodemu pokoleniu, które tworzy prekariat. Kolejnym punktem będzie liberalizacja mająca na celu podniesienie konkurencji w sektorze państwowym i dzięki temu obniżenie cen usług. Takie reformy powinny wyprowadzić włoską gospodarkę z zastoju. Na horyzoncie nowe cięcia budżetowe i zaciskanie pasa. Lacrime e sangue (łzy i krew) – oto motto postberluskonizmu.
Czy Super Mario i jego rząd technokratów podołają temu wszystkiemu? Trudno powiedzieć. Monti będzie musiał wprowadzić reformy, które Berlusconi obiecał na szczycie UE, a których nie chciała jego koalicja. Liga Północna rządząca do tej pory wraz z Ludem Wolności już przeszła do opozycji i nie poparła nowego rządu. Gabinet Montiego (w którym nie będzie polityków, lecz głównie profesorzy) jest uzależniony od włoskiego parlamentu, gdzie koalicja Berlusconiego nadal ma większość. Kawaler już oświadczył, że jeżeli coś nie będzie szło po jego myśli, „wyłączy prąd“.


Koniec wideokracji?


W 1994 r. Silvio Berlusconi rozpoczął rządy, zwracając się do narodu włoskiego z odezwą zarejestrowaną na wideo. „Włochy to kraj, który kocham. Tu są moje korzenie, moje nadzieje, moje horyzonty. Tu nauczyłem się, od życia i od mojego ojca, zawodu biznesmena. Tu narodziło się moje umiłowanie wolności”. Te znamienne słowa podbiły serca i umysły większości Włochów (choć przemówienie napisał najprawdopodobniej Giuliano Ferrara).
Także po złożeniu rezygnacji na Kwirynale były prezes Rady Ministrów pożegnał się odezwą zarejestrowaną na wideo, w której powtórzył stare i nowe obietnice. „Nie zostawię polityki, lecz podwoję moje wysiłki dla dobra kraju” – dla niektórych te słowa brzmiały złowrogo.
Co teraz zrobi 75-letni bogacz? Przecież nie przejdzie na emeryturę… Ustępując ze stanowiska premiera, Berlusconi pozbył się tarczy, która chroniła go przed procesami, choćby poprzez „uzasadnioną nieobecność ze względu na obowiązki instytucjonalne”. Teraz będzie musiał stawiać się regularnie na rozprawy w Mediolanie i w końcu zapadną wyroki, choć przed ewentualnym więzieniem będzie go chronił immunitet parlamentarny.
Kajman bardzo źle zniósł pożegnanie, jakie w sobotnią noc urządziło mu tysiące Włochów. Gdyby wiedział, że będą tak niewdzięczni za jego wielki gest dla dobra kraju, zastanowiłby się nad dymisjami. W niedzielę poprawił mu się humor, gdy na ulice Rzymu wylegli jego zwolennicy, śpiewający berluscoński hymn „Jakie to szczęście, że mamy Silvia!”.
Czy to naprawdę koniec berlusconizmu i wideokracji czy tylko krótka przerwa? – wszyscy zadają sobie to pytanie. „Finché non vedo non credo” („Nie uwierzę, jeśli nie zobaczę” ), skomentował sceptycznie laureat Nagrody Nobla Dario Fo, pytany przez hiszpański dziennik „El País”, czy Włochy uwolniły się już na dobre od Kajmana.
Addio czy arrivederci? (żegnaj czy do zobaczenia) – trudno powiedzieć. Na razie większość Włochów i kraje strefy euro powiedziały z ulgą: „Ciao, Berlusconi!“.

Agnieszka Zakrzewicz

Tygodnik Przegląd - 47/2011.
http://www.przeglad-tygodnik.pl/pl/artykul/ciao-berlusconi

Knebel po włosku


Od 1994 r. – czyli od momentu, w którym włoski premier Silvio Berlusconi rozpoczął karierę polityczną – Włochy stały się krajem permanentnego i nierozwiązywalnego konfliktu interesów, który odbija się na mediach. Rodzina Berlusconich jest właścicielem stacji telewizyjnej Mediaset mającej trzy kanały, wydawnictwa Mondadori oraz wielu gazet, które albo posiada, albo kontroluje wydawnictwo (np. Il Giornale, il Foglio, Panorama, Chi, Oggi, Focus, Cosmopolitan – łącznie 40 czasopism). Po objęciu przez Silvia Berlusconiego funkcji premiera – pod jego wpływ dostała się także włoska telewizja publiczna. Od lat premier wywiera presje na przychylnych mu dziennikarzy, obsadza Radę Krajową TV i redakcje dzienników swoimi ludźmi oraz walczy z niewygodnymi dziennikarzami, domagając się publicznie ich zwolnienia. Fenomen włoski jest godny omówienia, aby przyjrzeć się temu jak „miękka dyktatura“ – używając określenia Indro Montanelliego – zdobyła i konsoliduje władzę dzięki mediom.

Edykt bułgarski

zwany także „dyktatem z Sofii“, jest nazwą używaną w debacie politycznej Włoch, odnoszącą się do wystąpienia premiera Silvia Berusconiego z dnia 18 kwietnia 2002 r., podczas wizyty oficjalnej w stolicy Bułgarii. W czasie konferencji prasowej, Berlusconi oskarżył trzech dziennikarzy włoskich, którzy krytykowali jego politykę, o „posługiwanie się telewizją w sposób przestępczy“. Byli to Enzo Biagi, Michele Santoro i Daniele Luttazzi.
„Ten Biagi i ten… jak on się nazywa? Santoro… I ten trzeci Luttazzi – posługują się telewizją publiczną, utrzymywaną z pieniędzy nas wszystkich, w sposób przestępczy. Myślę że jest obowiązkiem nowego zarządu, aby coś takiego nie miało miejsca“ – tak brzmiały słowa Berlusconiego.
Wystąpienie nowego premiera zostało zinterpretowane przez opozycję oraz szeroką rzeszę społeczeństwa włoskiego jako wyrażenie osobistej antypatii oraz woli politycznej, aby te trzy osoby w telewizji nie pracowały. Trzech dziennikarzy zostało szybko usuniętych z RAI.

Enzo Biagi

wraz z Indro Montanellim jest uważany za nestora dziennikarstwa włoskiego. Urodzony w 1920 r., Enzo Biagi poświęcił mediom swoje życie. Został uznany za najpopularniejszego włoskiego dziennikarza XX wieku, piastował funkcję dyrektora wielu gazet, był autorem licznych książek i programów telewizyjnych. Pracował w RAI od 1961 r. Jego największym sukcesem stał się program „Fakt“, transmitowany od 1995 r. zaraz po wieczornym dzienniku telewizyjnym jedynki i mający najwyższą oglądalność.
Tuż przed majowymi wyborami w 2001 r., kiedy ważyły się losy powrotu Berlusconiego do władzy, znany toskański komik Roberto Benigni, w wywiadzie udzielonym Biagiemu w programie „Fakt“ skomentował ironicznie konflikt interesów magnata oraz „Umowę notarialną z Włochami“, którą przyszły premier podpisał w innym programie telewizyjnym „Drzwi w drzwi“. Nieco wcześniej - w marcu tego samego roku, Indro Montanelli podczas jednego ze swoich ostatnich wywiadów udzielonych przed śmiercią powiedział w programie Biagiego, że Berlusconi to wirus, który zaatakuje i zniszczy Włochy, i że jego rządy będą „miękką dyktaturą“ opartą na korupcji.
Po „edykcie bułgarskim“, nowy zarząd włoskiej telewizji państwowej nominowany z woli prawicowej partii Berlusconiego, która wygrała wybory, zdjął z anteny program „Fakt“. Biagi odszedł z telewizji w grudniu 2002 r. Kontynuował swoją pracę dziennikarską w gazetach „Corriere della sera”, „L’Espresso”, „La Repubblica” i innych mediach nie należących do rodziny Berlusconich. Spotkało go jeszcze kilka przykrości za krytykę premiera. Nestor włoskiego dziennikarstwa wrócił do telewizji dopiero po 5 latach, kiedy w 2006 r, wybory wygrała lewica. W jednym z pierwszych odcinków swojego nowego programu przeprowadził wywiad z Roberto Saviano – autorem „Gomorry“, na temat powiązań mafii z polityką. Niestety powrót na antenę trwał krótko – Biagi zmarł w wieku 87 lat w listopadzie 2007 r.

Daniele Luttazzi

rozpoczynając karierę telewizyjną był uważany za jednego z największych współczesnych satyryków włoskich. Jego program satyryczno-polityczny „Satyrykon“ cieszył się ogromnym powodzeniem i bił rekordy oglądalności, aż do odcinka, w którym to Luttazzi zaprosił do studia „niewygodnego dziennikarza” Marco Travaglio, aby porozmawiać o jego nowej książce „Zapach pieniędzy“, ujawniającej prawdziwe kulisy kariery finansowej Silvia Berlusconiego. Podczas programu, włoska opinia publiczna usłyszała po raz pierwszy to, co było sednem książki – a mianowicie historię o stajennym Berlusconiego – Vittorio Mangano, będącym członkiem mafii i o jego powiązaniach z Marcello Dell'Utrim – prawą ręką Berlusconiego.
Po „edykcie bułgarskim“ Luttazzi został oddalony z telewizji – oficjalnie jednak z innego powodu. Jego głównym grzechem miało być to, że powąchał na wizji majtki znanej aktorki Anny Falchi oraz symulował, że robi kupę.
 Przez wiele lat satyryk występował tylko w teatrze oraz realizował własne produkcje DVD rozprowadzane w drugim obiegu. Luttazzi wrócił do telewizji w 2007 r. z programem „Dekameron“. Niestety jego ostry język nie wytrzymał konfrontacji z telewizyjną poprawnością polityczną. W jednym z odcinków „Dekamerona“ powiedział: „że aby znieść wizję okropności wojny w Iraku, zamyka oczy i wyobraża sobie w jednej wannie Berlusconiego z Ferrarą (dyrektor prawicowego dziennika „Il Foglio” – przyp. aut.), którym sika na głowę Dell'Utri (senator i wspólnik Berlusconiego, skazany w pierwszej instancji za powiązania z mafią – przyp. aut) oraz sra w gardło Previtiemu (adwokat Berlusconiego skazany za korupcję)”. No cóż – należy zachować granice dobrego smaku, zwłaszcza na wizji..
Luttazzi pożegnał się z telewizją na zawsze. Swoim dowcipem wspomaga włoską lewicową prasę drugiego obiegu oraz media internetowe. Pisze dla nowo powstałej włoskiej gazety lewicowej „Il Fatto Quotidiano” (Fakt codzienny) http://www.ilfattoquotidiano.it/ oraz  wspiera popularny blog „Chiarelettere” (Jasne litery) http://www.chiarelettere.it/ założony przez Travaglia, Gomeza, Corriasa (także nowe prestiżowe wydawnictwo włoskie). 25 marca 2010 r. Luttazzi brał udział w przedsięwzięciu medialnym „RAI przez jedną noc“ zorganizowanym przez dziennikarzy włoskich jako protest przeciwko kneblowaniu mediów.
W swoim monologu Luttazzi przyrównał relację między Włochami a premierem Silvio Berlusconim do stosunku analnego i zakończył „edyktem bułgarskim“: „Ten Minzolini (dyrektor włoskiej jedynki – przyp. aut) i ten… jak on się nazywa? Masi (dyrektor RAI – przyp. aut)… I ten trzeci Berlusconi – posługują się telewizją publiczną, utrzymywaną z pieniędzy nas wszystkich, w sposób przestępczy“.

Michele Santoro

zaczął swoją karierę telewizyjną już jako człowiek lewicy, związany w młodości z włoską Partią Komunistyczną. W 1987 r. rozpoczął pracę dla trzeciego kanału telewizji publicznej od autorskiego programu „Samarcanda“, który odniósł olbrzymi sukces. Realizował kolejne programy „Czerwone i czarne“, „Na żywo“. Popularność Santoro była tak wielka, że w 1996 r. przeszedł do telewizji Berlusconiego – Mediaset, gdzie prowadził nowy program autorski „Moby Dick“. Niestety już wtedy zaczęły się pierwsze konflikty pomiędzy dziennikarzem chcącym zachować niezależność i magnatem telewizyjnym chcącym rządzić Włochami. W 1999 Santoro wrócił do telewizji publicznej z programem „Cyrk“, a w rok później rozpoczął nową serię „Zielony promień“. Wtedy na dobre zaczęły się problemy z Berusconim. Powodem był jeden z odcinków w marcu 2001 r., w którym Santoro mówił o książce Marco Travaglio i o powiązaniach Marcella Dell’Utrirgo z mafią. Prawicowa partia Forza Italia sześciokrotnie wystąpiła do zarządu telewizji publicznej o ukaranie dziennikarza i zamknięcie programu telewizyjnego. Santoro został zwolniony. Kandydował do Parlamentu Europejskiego i został wybrany na europarlamentarzystę. W 2005 r. zwrócił się do Sądu Pracy i  wytoczył proces telewizji o niezasadne zwolnienie z pracy, który wygrał. Sąd skazał telewizję publiczną na wypłacenie dziennikarzowi odszkodowania w wysokości 1.400.000 euro i przywrócenie go na wizję. Santoro wrócił do telewizji w 2006 r., po wyborach wygranych przez Romano Prodiego i rozpoczął nowy program „Rok Zero“. Stałymi współpracownikami dziennikarza są Marco Travaglio – autor wielu książek ujawniających afery aktualnego premiera, Vauro – znany rysownik o bardzo cierpkim dowcipie, Sandro Ruotolo – dziennikarz z Neapolu zajmujący się od lat problemami mafii.

Powrót Berlusconiego i nowe presje

Po upadku rządu Prodiego i przyśpieszonych wyborach w kwietniu 2008 r., w których Berlusconi zwycięża po raz trzeci, zaczynają się nowe presje na zarząd telewizji publicznej, aby zamknąć program. Michele Santoro otrzymuje etykietkę „dziennikarza niewygodnego“, który jest stronniczy. Wydaje się, że tematy jego programów przeszkadzają już wszystkim. Jeden z kontrowersyjnych odcinków „Roku Zero” był poświęcony emigrantom przetrzymywanym w obozach przejściowych, jak w więzieniu. W innym odcinku Santoro pokazał manifestacje organizowane przez włoskiego komika Beppe Grillo – pod wymownym skrótem V-Day (Vafanculo Day – czyli dzień, w którym politykom mówi się spierdalać!). W jeszcze innym - w styczniu 2009 r., podczas zaostrzenia się konfliktu izraelsko-palestyńskiego Santoro pokazał wojnę na Bliskim Wschodzie od strony ofiar palestyńskich, co wywołało protest ambasadora Izraela we Włoszech.
W marcu 2010 r. prokuratura w Trani otworzyła dochodzenie dotyczące podsłuchów rozmów telefonicznych pomiędzy premierem Silvio Berlusconim i dyrektorem RAI 1 - Augusto Minzolinim, podczas których szef rządu włoskiego domagał się zamknięcia programu „Rok Zero” i usunięcia niewygodnych dziennikarzy z telewizji.
Michele Santoro już dwa razy otrzymał listy z pociskami w środku – raz w czerwcu 2009 r. koperta była adresowana bezpośrednio na jego nazwisko, drugi raz na początku maja 2010 r. jego nazwisko znalazło się wśród osób (głównie prokuratorów Antymafii), którym grożono w liście skierowanym do redakcji dziennika „La Repubblica”.
20 maja 2010 r., po odcinku programu „Rok Zero” dotyczącego skandalu pedofilii w Kościele, podczas którego wypowiadały się publicznie ofiary księży pedofilii we Włoszech i na Malcie – Michele Santoro oznajmił, że odchodzi z telewizji, gdyż jest zbyt zmęczony ciągłą walką na barykadzie. Berlusconiemu pomimo wielu wieloletnich prób nie udało się jednak do końca zakneblować opozycji. Choć media niszowe nie mają i nie mogą mieć takiego wpływu na opinię publiczną jak program polityczny w telewizji – to jedność daje siłę. W ostatnim czasie powstała we Włoszech duża liczba mediów niezależnych (blogi, portale, serwisy społecznościowe), które konkurują z prasą drukowaną, a nawet z telewizją. Media te tworzą sieć przez którą wyraża się włoska opozycja w stosunku nie tylko do partii rządzącej i jej premiera, ale także do „dyktatury medialnej“ jaka panuje we Włoszech.

RAI przez jedną noc

czyli „raiperunanotte“ to tytuł jednorazowego programu wymyślonego przez Michele Santoro i zrealizowanego przez Krajową Federację Dziennikarzy Włoskich, który był fenomenalnym eksperymentem medialnym w skali Włoch, a także w skali światowej. Po wprowadzeniu cenzury prewentywnej przed wyborami regionalnymi we Włoszech, w kwietniu br. (Rada Nadzorcza Telewizji Włoskiej zawiesiła przez miesiąc wszystkie programy telewizyjne poświęcone polityce, tracąc na tym 7 mln euro) – dziennikarze włoscy postanowili obejść telewizję i partie, aby własnymi siłami stworzyć program telewizyjny, który po raz pierwszy nie będzie transmitowany przez kanały tradycyjne, lecz z wykorzystaniem Internetu oraz telewizji lokalnych i przy wsparciu serwisów społecznościowych.
W hali PalaDoza w Bolonii zostało odtworzone studio telewizyjne programu „Rok Zero”. Bilety na 5700 miejsc sprzedano w cenie symbolicznej po 2,5 euro. Przed halą i na wielu placach miejskich Włoch stanęły duże ekrany. Program powstał dzięki 50 tys. odbiorców RAI, którzy pokryli koszty produkcji. Dzięki telewizjom lokalnym oraz SKY TG24 (należącej do Ruperta Murdocha), Current Tv (należącej do All Gora), Rai News 24, Tv-Rete 7, YouDem Tv (telewizja włoskiej Partii Demokratycznej) – program cenzurowany przez telewizję publiczną obejrzało ponad 1 mln widzów. Blisko 300 tys. osób obejrzało go na żywo przez Internet, także dzięki portalom dzienników „La Repubblica” i „Corriere della sera”. Oglądalność osiągała od 15 do 35 procent shere.  Fragmenty programu były pokazywane przez wiele telewizji świata – w tym przez CNN i BBC. Szacuje się, że pod względem oglądalności program osiągnął piąte miejsce w historii mediów światowych i uplasował się na pierwszym miejscu w Europie. Dziś Santoro prowadzi swój program autorski „Servizio Pubblico” (Serwis Publiczny) na kanale La7 – w telewizji prywatnej, do której przeszła większość „niewygodnych” włoskich dziennikarzy. Program narodził się właśnie z tego eksperymentu medialnego.


Fakt codzienny

od 23 września 2009 r. wychodzi we Włoszech nowy dziennik lewicowy „Il Fatto Quoidiano”. Pojawienie się gazety na rynku było poprzedzone długim okresem przygotowań i prób w Internecie. Dziennik narodził się w zasadzie z blogu osobistego Marco Travaglio „Przed faktem“ oraz z blogu „Chce wysiąść“. Wybór nazwy gazety to odwołanie się do najlepszej tradycji dziennikarstwa włoskiego i pokłon w kierunku Enzo Biagiego oraz jego autorskiego programu „Fakt“, podczas gdy logo gazety – dziecko z megafonem – zostało zainspirowane logiem dziennika „Voce“ (Głos), założonego przez Indro Montanelliego, którego Travaglio był uczniem i współpracownikiem. Od lutego 2010 r. gazeta ma także niedzielny dodatek satyryczny „Misfatti“. Redaktorem naczelnym jest Antonio Padellaro – były wieloletni szef lewicowego dziennika „L’Unità”. Walter Veltroni, który na krótko został liderem włoskiej Partii Demokratycznej, inspirując się Barakiem Obamą dokonał wielu zmian, które później okazały się nieszczęśliwe dla włoskiej lewicy, prowadząc ją do klęski wyborczej.  W ramach demokratyzacji partii i przesuwaniu ciężaru politycznego z lewej ku centrum – Veltroni zmienił dyrektora dziennika „L’Unità” powierzając to stanowisko kobiecie Concettcie De Gregorio. Wielu dziennikarzy odeszło wtedy z historycznej lewicowej gazety włoskiej i stworzyło wspólnie „Il Fatto Quotidiano“.

Agnieszka Zakrzewicz