Visualizzazione post con etichetta skandale seksualne premiera. Mostra tutti i post
Visualizzazione post con etichetta skandale seksualne premiera. Mostra tutti i post

sabato 1 febbraio 2014

Wszystkie procesy Silvia B.

Czy były włoski premier Silvio Berlusconi zostanie skazany również w procesie za korzystanie z prostytucji nieletnich i nadużycie urzędu? Nie wiadomo. Prokurator Ilda Boccassini zażądała sześciu lat więzienia i całkowitego zakazu piastowania funkcji publicznych. Wydanie wyroku sądu jest przewidziane na 24 czerwca. Z tego oskarżania 76-letni dziś Berlusconi zasiadający we włoskim Senacie, pewnie się wywinie. Ma za sobą ok. 30 postępowań sądowych w różnych sprawach, które w większości były umarzane z powodu przedawnienia; sześć nadal jest w toku. Aby uniknąć kary za pospolite przestępstwa, włoski polityk musi pozostać mężem stanu.

Berlusconi ma za sobą ok. 30 postępowań sądowych. Większość umorzono z powodu przedawnienia, sześć nadal jest w toku

Czy były włoski premier Silvio Berlusconi zostanie skazany również w procesie za korzystanie z prostytucji nieletnich i nadużycie urzędu? Nie wiadomo. Prokurator Ilda Boccassini zażądała sześciu lat więzienia i całkowitego zakazu piastowania funkcji publicznych. Wydanie wyroku sądu jest przewidziane na 24 czerwca. Aby uniknąć kary za pospolite przestępstwa, włoski polityk musi pozostać mężem stanu.

Pięć godzin oskarżenia


„Nie ma wątpliwości, że były premier Silvio Berlusconi uprawiał seks z nieletnią, wiedząc o tym. W jego posiadłości w Arcore funkcjonował „system prostytucji, zorganizowany, by zaspokoić jego życzenia“. Kłamstwem, o którym wiedziała policja już podczas zatrzymania nieletniej Karimy El Mahroug, córki imigrantów z Maroka, znanej jako Ruby, było jej pokrewieństwo z ówczesnym egipskim prezydentem Hosnim Mubarakiem. Niektórzy świadkowie zostali zmuszeni do składania fałszywych zeznań”, to kwintesencja oskarżeń prokurator Ildy Boccassini przedstawionych podczas procesu Rubygate, który trwa w Mediolanie od 15 lutego 2011 r. i właśnie zmierza ku końcowi.
W trwającej ponad pięć godzin mowie oskarżycielskiej prokurator stwierdziła również, że Ruby uprawiała prostytucję, zanim jeszcze zaczęła odwiedzać dom premiera, a za wieczory i całe noce spędzane w jego posiadłości otrzymywała pieniądze. Odrzuciła też linię obrony jego adwokatów Niccola Ghediniego i Pietra Longa utrzymujących, że bohaterka skandalu powiedziała Berlusconiemu, że ma 24 lata. To punkt centralny całego procesu.
Według tezy oskarżenia magnat telewizyjny był informowany o wszystkim przez swoich współpracowników i przyjaciół Emilia Fedego, Lele Morę i Nicolę Minetti, którzy zapraszali młode kobiety do jego domu i są sądzeni o stręczycielstwo w odrębnym, równoległym procesie. Emilio Fede, były dyrektor dziennika telewizyjnego TG4, poznał Karimę El Mahroug na konkursie piękności w 2009 r., gdzie podała swoje prawdziwe dane. W jednej z rozmów podsłuchanych w ramach śledztwa Fede powiedział, że Ruby ma 13 lat. Lele Mora, agent modelek i łowca talentów, skazany już za przestępstwa narkotykowe, podatkowe i umyślne bankructwo, dowiedział się, że Marokanka jest nieletnia od niej samej. Nicole Minetti, była higienistka dentystyczna Berlusconiego i radna regionu Lombardii z ramienia jego partii, której policja powierzyła imigrantkę zatrzymaną za kradzież w nocy z 27 na 28 maja 2010 r., wiedziała, ile Ruby ma lat już wtedy, gdy po raz pierwszy zaprosiła ją do willi w Arcore w lutym tamtego roku.

Negatywny mit

„Ruby, podobnie jak inne dziewczęta, które brały udział w domniemanych orgiach seksualnych w Arcore, robiła to w pogoni za negatywnym włoskim mitem: łatwe, szybkie pieniądze i szansa na pracę w show-biznesie, co gwarantowało im zbliżenie się do Berlusconiego”, powiedziała prokurator Ilda Boccassini na sali sądowej.
W „systemie prostytucji, zorganizowanym, by zaspokoić życzenia premiera“, brały udział zarówno profesjonalne prostytutki, często imigrantki, jak i dziewczyny z dobrych domów. O Karimie El Mahroug prokurator Boccassini powiedziała, że cechowało ją „orientalne cwaniactwo“. Ten nieszczęśliwy zwrot wywołał polemikę i oskarżenia o rasizm.
Wydaje się jednak, że były premier Włoch był w jakimś stopniu zafascynowany „orientalnym stylem“. Imponował mu były libijski dyktator Muammar Kaddafi, który – jak ujawnia szokująca książka reporterki „Le Monde“ Annick Cojean, pod tytułem „Les proies: Dans le Harem de Khadafi“ (tytuł polskiego przekładu „Kobiety Kaddafiego“) – gustował w nieletnich i w żonach afrykańskich polityków lub ambasadorów, uwodząc kobiety dzięki drogocennym darom lub porywając dziewczynki do swojego haremu w pałacu.
Również były premier Włoch miał swój „mały harem“. Włoski tygodnik „Oggi“ doliczył się 131 kobiet w jakimś stopniu związanych z Berlusconim. Faworytki mieszkały w prywatnych apartamentach magnata telewizyjnego przy ulicy Olgettina w Mediolanie, a jego księgowy Giuseppe Spinelli wypłacał im regularnie wysokie kieszonkowe. Gdy brały udział w bunga-bunga, premier obdarowywał je prezentami i kopertami, w których były banknoty najwyższego nominału. Przez ponad rok pisała o nich prasa, nazywając je „Olgettinami“ lub „Orgietkinkami“, złośliwie  parafrazując nazwę ulicy. Wśród wybranek Berlusconiego funkcjonowała struktura hierarchiczna – na czele stała Nicole Minetti, która organizowała dziewczyny i rozwiązywała problemy, jakich przysparzały.
Choć najbogatszy Włoch musiał skończyć z „eleganckimi kolacjami“ w swojej willi w Arcore, najwierniejsze Olgettine nadal mieszkają w jego prywatnych nieruchomościach i otrzymują miesięcznie wypłatę w wysokości 2,5 tys. euro. Nic więc dziwnego, że zeznając podczas mediolańskiego procesu, twierdziły, że na kolacjach u Berlusconiego wszyscy śpiewali, rozmawiali o piłce nożnej, opowiadali dowcipy i bawili się bardzo niewinnie, po czym rozchodzili się do domów.

Ruby wszystko popsuła

Jak utrzymuje Ilda Boccassini, opierając się na wynikach kontroli telefonu komórkowego nieletniej imigrantki marokańskiej, Karima spędziła w posiadłości Berlusconiego całe noce 20 i 21 lutego, 9 marca, 4 i 5 kwietnia, 24, 25 i 26 kwietnia oraz 1 i 2 maja 2010 r.
Kilka tygodni później El Mahroug została zatrzymana przez włoską policję, gdyż jej współlokatorka Katia Pasquino oskarżyła ją o kradzież pieniędzy i biżuterii. Również Katia, która nigdy nie brała udziału w imprezach u premiera, ujawniła publicznie to, co Ruby opowiadała jej o nich, oraz fakt, że nieletnia chwaliła się, że miała stosunki seksualne z premierem. Nieświadomie Pasquino przyczyniła się do wybuchu Rubygate i w konsekwencji do wytoczenia Berlusconiemu procesu.
Karima El Mahroug została zatrzymana 27 maja 2010 r., a ponieważ nie miała dokumentów, zabrano ją na komendę w celu ustalenia tożsamości oraz wieku. Po wykonaniu rutynowych czynności dyżurna prokurator ds. nieletnich Anna Maria Fiorillo, zaniepokojona oświadczeniem, że dziewczyna utrzymuje się z tańca brzucha, zadecydowała o wysłaniu jej do wspólnoty dla nieletnich imigrantów. Z powodu braku miejsca w odpowiedniej strukturze Ruby została zatrzymana na noc w komisariacie.
Kilka godzin później premier Silvio Berlusconi, który przebywał z oficjalną wizytą w Paryżu, zadzwonił do szefa policji w Mediolanie Pietra Ostuniego, naciskając na niego, aby Karima El Mahroug została natychmiast zwolniona, by uniknąć incydentu dyplomatycznego, gdyż jest krewną prezydenta Egiptu Hosniego Mubaraka, i została powierzona pod opiekę radnej regionu Lombardii z partii Lud Wolności. Po dwóch telefonach Berlusconiego nieletnia Marokanka opuściła komisariat w towarzystwie Nicole Minetti, która zamiast zająć się nią, odstawiła ją do domu brazylijskiej prostytutki Michelle Conceicao de Oliveira.
Zgodnie z tezą oskarżenia to właśnie brazylijska prostytutka zadzwoniła do włoskiego premiera i poinformowała go, że Ruby jest na posterunku (choć Berlusconi temu zaprzecza), a on – w obawie, że dziewczyna może ujawnić pikantne fakty i doprowadzić do skandalu – nadużył swojego urzędu, wywierając presję na policję w celu jej zwolnienia. „Berlusconi miał się czego obawiać, bo już wtedy było głośno o aferze dotyczącej jego rzekomych stosunków z inną nieletnią, Noemi Letizią. Zostały też opublikowane skandaliczne zdjęcia z dziewczynami w jego posiadłości Villa Certosa na Sardynii“, podkreślała Boccassini.

4 miliony za dwa miesiące

Jak na ironię, byłemu premierowi wytoczono proces na mocy zaostrzonych przepisów o ochronie nieletnich i walce z ich seksualnym wykorzystywaniem, jakie przyjął jego rząd w latach 2006 i 2008.
Ruby jednak zaprzecza, jakoby miała kiedykolwiek płatne stosunki seksualne z przeszło 70-letnim politykiem. 4 kwietnia protestowała przed trybunałem w Mediolanie, bo nie chciano jej wysłuchać jako świadka. Odczytała komunikat – zdaniem włoskiej prasy napisany przez adwokatów byłego premiera. Twierdziła, że wszystko sobie wymyśliła i przepraszała Berlusconiego. Mówiła, że jest narzędziem wykorzystanym do walki z nim oraz że złożyła wiele zeznań pod naciskiem śledczych. „Chcę opowiedzieć swoją prawdę. To jedyna prawda!“, powiedziała dziennikarzom. Dziewczyna jest już pełnoletnia, wyszła za mąż i urodziła córkę. Na pytanie w wywiadzie telewizyjnym, czy wysłałaby ją na elegancką kolację do domu Berlusconiego, Karima odpowiedziała stanowczo: „Nie!“.
Kiedy kilka miesięcy temu sąd chciał przesłuchać Marokankę na wniosek obrony, ta jednak wyjechała na wakacje do Meksyku. Zadowolono się więc jej zeznaniami z sierpnia 2010 r., które stały się podstawą do wszczęcia procesu. Ruby powiedziała wtedy, że Berlusconi wytłumaczył jej, iż „bunga-bunga to rytuał w haremie, który zapożyczył od swojego przyjaciela Kaddafiego, podczas którego nagie dziewczęta muszą sprawiać mu przyjemność fizyczną“. Zeznała, że Berlusconi wiedział, iż była nieletnia i że „on sam kazał jej mówić, iż jest spokrewniona z Mubarakiem, gdyż w ten sposób będzie mogła wytłumaczyć, skąd ma pieniądze, które on jej daje“.
Te słowa17-latki skłoniły prokuratorów Ildę Boccassini, Piera Forna i Antonia Sangermana do ich zweryfikowania oraz szukania nowych elementów poprzez podsłuchy, weryfikację billingów, przesłuchania świadków, sprawdzenie zapisków dziewczyny. Odnaleziono adnotacje Karimy: „4 mln euro od Berlusconiego w ciągu dwóch miesięcy“. W jednej z podsłuchanych rozmów telefonicznych dziewczyna mówiła: „Rozmawiałam z Silviem i powiedziałam mu, że chcę wyjść z tej historii za coś: 5 mln“.
Ruby została natomiast przesłuchana w procesie o stręczycielstwo przeciwko Fedemu, Morze i Minetti. Na wiele pytań odpowiadała jednak wymijająco: „Nie pamiętam“, „Opowiadałam głupoty, bajki“, „To tylko zbiegi okoliczności“. Zapytana o 4 mln, które rzekomo miała otrzymać od magnata telewizyjnego, odpowiedziała, że napisała to, aby chwalić się przed koleżankami, że po tym wszystkim zostanie bogata.
W takiej sytuacji – gdy bohaterka afery zaprzecza, że uprawiała seks z Berlusconim, a wszyscy inni świadkowie powołani przez jego obronę twierdzili, że w willi w Arcore odbywały się tylko „eleganckie kolacje“ – oskarżycielom będzie bardzo trudno udowodnić, że były premier korzystał z usług nieletniej prostytutki.

Kruczek ustawodawczy


Silvio Berlusconi był zawsze mistrzem w tworzeniu ustaw na miarę. Kiedy w nocy z 27 na 28 maja 2010 r. były premier dzwonił do szefa mediolańskiej policji, nowa ustawa antykorupcyjna wprowadzona przez Paolę Severino, minister sprawiedliwości w rządzie Maria Montiego, nie była jeszcze nawet w fazie embrionalnej. Dziś to największe zagrożenie dla procesu Rubygate. Ustawa Severino dzieli przestępstwo nadużycia urzędu na dwa rodzaje: poprzez przymus i przez współudział. Zgodnie z nią już nie tylko osoba nadużywająca władzy lub dokonująca korupcji jest winna. Odpowiedzialność prawna spada też na ofiarę nadużycia lub korupcji, która – jeżeli nie grożono jej – mogła przecież odmówić przyjęcia łapówki lub wykonania polecenia.
W świetle nowelizacji winni stają się także policjanci, którzy wypuścili Ruby z komendy pod nadzorem Minetti – a zgodnie z oskarżeniem prokurator Ildy Boccassini, dyżurni przełożeni wiedzieli dobrze, że Karima El Mahroug nie jest krewną Mubaraka, lecz jedynie nieletnią dziewczyną, którą jest zainteresowany premier.
W fazie tworzenia ustawy posłowie partii Berlusconiego zdołali włączyć do niej i przegłosować małą poprawkę – kruczek prawny powoduje, że jeżeli współudział w nadużyciu urzędu nie odbywał się pod przymusem i jego konsekwencją nie było uzyskanie korzyści, fakt nie jest karalny. Oskarżenie w stosunku do Berlusconiego może więc całkowicie upaść jeszcze przed wydaniem ostatecznego werdyktu.
Sąd ma prawo i zadanie interpretować oraz wdrażać poprawki wprowadzone do kodeksu karnego. Czy w przypadku Rubygate policjanci, którzy w maju 2010 r.
byli tylko ofiarami, od grudnia 2012 r., po wprowadzeniu ustawy Severino, stali się współwinni? W tej kwestii musi się wypowiedzieć sąd kasacyjny.
Oczywiście prawo nie działa wstecz, ale jedynie w tzw. przypadku malam partem, czyli na szkodę oskarżonego. Jeżeli jednak nowe normy kodeksu karnego są korzystne dla oskarżonego, muszą zostać aplikowane.
Nic więc dziwnego, że jeżeli chodzi o proces Rubygate, adwokaci Berlusconiego są spokojni i mają nadzieję, że ich klient zostanie uniewinniony lub proces zostanie umorzony. Dla obrońców Ghediniego i Longia cały proces to poważne nadużycie prywatności byłego premiera.


Nowe procesy na horyzoncie


Dziś już 76-letni Berlusconi zasiadający obecnie we włoskim Senacie, ma za sobą ok. 30 postępowań sądowych w różnych sprawach, które w większości były umarzane z powodu przedawnienia; sześć nadal jest w toku. Na początku maja Sąd Apelacyjny w Mediolanie utrzymał wyrok sądu niższej instancji, który w październiku skazał byłego włoskiego premiera na cztery lata więzienia za oszustwa fiskalne przy zakupie praw emisji do seriali telewizyjnych oraz filmów przez należący do Berlusconiego koncern Mediaset. Sprawa była odnogą innego słynnego procesu All Iberian. Transakcje odbywały się za pomocą fikcyjnych spółek i przy udziale amerykańskiego pośrednika, a większość z nich przechodziła przez raje podatkowe. Zgodnie z uzasadnieniem wyroku, Berlusconi dopuścił się oszustw podatkowych na ogromną skalę i jako właściciel Mediaset ukrył przed fiskusem co najmniej 20 mln euro. Adwokaci byłego premiera będą odwoływać się do Sądu Najwyższego. Lider Ludu Wolności ma zatem rok na definitywne rozwiązanie swoich nowych problemów z prawem. Mógłby ich uniknąć, zostając dożywotnim senatorem – co byłoby formą politycznego ułaskawienia polityka sądzonego już wielokrotnie za pospolite przestępstwa. Godność dożywotniego senatora powierza jednak prezydent Republiki pięciu obywatelom w uznaniu ich zasług dla kraju w sferze społecznej, naukowej, artystycznej lub literackiej. Za prezydentury Giorgia Napolitana Berlusconi nie ma żadnych szans na dożywotni immunitet parlamentarny. Nie pozostaje mu więc nic innego, jak doprowadzić do upadku rząd szerokiej koalicji Pdl-PD, kierowanego przez Enrica Letta, i próbować ponownie wygrać przedterminowe wybory. Nadal ma takie szanse, bo popiera go wciąż ponad 9 mln Włochów.
Tymczasem na horyzoncie widać już następne kłopoty z prawem. W lutym br. prokuratura w Neapolu otworzyła kolejne dochodzenie dotyczące korupcji i nielegalnego finansowania partii politycznych, w którym magnat telewizyjny jest oskarżony o przekupstwo senatora Sergia De Gregoria, któremu zaoferował 3 mln euro za przejście do swojej partii, i co w konsekwencji doprowadziło do upadku rządu Romana Prodiego, który utracił przewagę liczebną w Senacie. Neapolitańscy prokuratorzy żądają kolejnego procesu Berlusconiego.

Agnieszka Zakrzewicz



Tygodnik Przegląd - 23/2013

Ciao Berlusconi!

O dymisji Berlusconiego zdecydowali nie Włosi, lecz giełda. Jego odejście było konieczne nie tylko dla ratowania sytuacji gospodarczej Włoch, ale i dla pozostałych członków strefy euro. Przede wszystkim jednak premier Włoch padł ofiarą własnego, gigantycznego konfliktu interesów. Berlusconi premier szkodził Berlusconiemu biznesmenowi – to prawdziwy powód, dla którego Kajman zrezygnował.
Odejście Berlusconiego było konieczne dla ratowania nie tylko sytuacji gospodarczej Włoch,
ale też jego własnych biznesów



3332 dni i wystarczy

Gwizdy i okrzyki: „Ty pajacu!” towarzyszyły rezygnacji włoskiego prezesa Rady Ministrów Silvia Berlusconiego. Tysiące manifestantów śledziło znienawidzonego premiera całe sobotnie popołudnie, skandując bezustannie: „Dymisja! Dymisja!”. Chodzili za nim spod siedziby rządu w pałacu Chigi pod jego rzymską rezydencję w pałacu Grazioli, a wieczorem czekali pod Kwirynałem, gdzie urzęduje prezydent Giorgio Napolitano. Tu przybyła także orkiestra, która odegrała utwór „Alleluja” Georga Friedricha Händla. Gdy konwój samochodów Berlusconiego podjeżdżał pod pałac prezydencki, Włosi zaczęli obrzucać go drobniakami. Tak samo jak w 1993 r. Bettina Craxiego opuszczającego rzymski hotel Raphael na krótko przed ucieczką do Tunezji. Wtedy jednak wściekłość Włochów była jeszcze większa. „Gdy Włosi czują, że władza jest słaba, ujawniają swoją naturę szubieniczników“, komentował Giuliano Ferrara, dyrektor dziennika
„Il Foglio“ i wierny poplecznik telewizyjnego magnata.
Kiedy po 40-minutowej rozmowie premiera z prezydentem rzecznik ogłosił: „Prezes Rady Ministrów Silvio Berlusconi złożył rezygnację swojego rządu”, przed Kwirynałem podniósł się radosny krzyk i strzeliły korki szampanów. Włosi śpiewali hymn narodowy oraz piosenki partyzanckie, tańczyli i wznosili toasty, powiewały flagi narodowe, widać było małe transparenty z napisem: „Dziękujemy prezydentowi Napolitanowi!“.
Były premier opuścił Kwirynał tylnym wyjściem i tylnym wejściem wszedł do pałacu Grazioli. Nie miał odwagi stawić czoła kontestatorom.
Tak radosne i spontanicznie zorganizowane zabawy uliczne z udziałem wiwatujących tłumów odbyły się w Rzymie, gdy włoscy piłkarze wygrali mundial w 2006 r. Samochody i motorynki jeździły po mieście, trąbiąc. Przez całą noc pod rzymskim domem Kawalera (Il Cavaliere – jeden z przydomków Berlusconiego, pochodzący od przyznanego mu orderu Kawalera Pracy) biwakowali młodzi ludzie, tańcząc, śpiewając i wykrzykując wyzwiska pod adresem miliardera. Zabawa i happeningi trwały prawie do rana, pomimo zimnej nocy.
Era Berlusconiego zakończyła się oficjalnie w sobotę, 12 listopada 2011 r., o godzinie 21.43, po 3332 dniach sprawowania urzędu pierwszego ministra. Był premierem rządzącym najdłużej w dziejach Republiki Włoskiej. Od
27 marca 1994 r., kiedy to po wygranych wyborach po raz pierwszy został prezesem Rady Ministrów, minęło już prawie 18 lat.


Ofiara własnego konfliktu interesów


Do dymisji nie zmusiły Berlusconiego ani skandale obyczajowe z udziałem prostytutek i nieletnich, ani toczące się procesy, ani odejście starego koalicjanta Gianfranca Finiego. Mylą się także ci, którzy myślą, że przyczyną rezygnacji był ostateczny rozłam w partii Lud Wolności i „zdrada“ ośmiu deputowanych, którzy 8 listopada nie przegłosowali podsumowania budżetu państwa, pozbawiając rząd Berlusconiego większości kwalifikowanej.
Prawda jest niestety taka, że Silvio Berlusconi padł ofiarą własnego konfliktu interesów, gdyż jako niewiarygodny premier szkodził rodzinnym spółkom oraz własnym biznesom.
Już od dłuższego czasu rentowność włoskich obligacji biła negatywne rekordy. Dzień po ogłoszeniu decyzji Berlusconiego o podaniu się do dymisji po przegłosowaniu ustawy stabilizacyjnej (co miało trwać jeszcze dwa tygodnie), spread (różnica pomiędzy kursem kupna – wypłaty – a sprzedaży – spłaty – zaciągniętego zobowiązania kredytu walutowego) pomiędzy papierami Włoch i niemieckimi bundami osiągnął aż 7%, a koszt ubezpieczenia włoskiego długu sięgnął rekordowego poziomu 575 pkt bazowych. Była to najwyższa wartość od czasu wprowadzenia euro i wskazywała na to, że rynki europejskie nie mają już zamiaru dłużej czekać na zmianę rządu we Włoszech ani na reformy. Berlusconi stał się persona non grata. Tego samego dnia w Mediolanie główny indeks giełdowy tracił aż 5%, ustabilizował się później na –3,78%, po deklaracji prezydenta Napolitana: „Bardzo szybko powstanie nowy rząd lub będą wybory”. Największy spadek na giełdzie odnotowały jednak akcje spółek rodziny Berlusconich – 13,5% w ciągu tygodnia, czyli 410 mln euro (niemal tyle, ile spółka Berlusconich musiała zapłacić De Benedettiemu w wyniku procesu cywilnego dotyczącego wejścia w posiadanie, dzięki korupcji, wydawnictwa Mondadori.
Jak obliczyli wnikliwi przeciwnicy premiera, tylko jednego dnia dzieci Berlusconiego straciły na giełdzie 60 mln euro. Prawie 100 mln euro ubyło natomiast z kieszeni samego miliardera. Podobno właśnie wtedy odbyła się rozmowa telefoniczna między Kawalerem i jego wspólnikiem Enniem Dorisem, bankierem Mediolanum. „Jeżeli szybko nie podasz się do dymisji, nie będziesz miał co pozostawić w spadku!”, powiedział podobno Doris. Jak widać, ten argument przekonał Berlusconiego do akceptacji rządów przejściowych Maria Montiego, który ma uratować gospodarkę Włoch, a przy okazji także finanse Berlusconich.


Niewiarygodny


Odejście Berlusconiego wymusili więc nie obywatele, lecz giełda. Było to konieczne dla ratowania sytuacji ekonomicznej nie tylko Włoch, ale i pozostałych członków eurolandu. Kryzys w tym kraju ma znaczenie dla całej Europy, ponieważ włoska gospodarka jest trzecią pod względem wielkości i jej ratowanie byłoby zbyt kosztowne. Włoskie zadłużenie wynosi ok. 1,9 bln euro, co plasuje ten kraj na czwartym miejscu w niechlubnym rankingu najbardziej zadłużonych państw świata, a 40% obligacji jest w posiadaniu inwestorów zagranicznych, którzy w sytuacji niepewności politycznej i gospodarczej tego kraju zaczęli je wyprzedawać.
„Financial Times” napisał, że premierzy Włoch i Grecji – dwóch państw, od których zaczęły się problemy – mają ze sobą trzy rzeczy wspólne: obaj utrzymują się przy władzy niewielką większością, są skłóceni ze swoimi ministrami finansów i nie dotrzymują obietnic.
Już od kilku miesięcy widać było coraz wyraźniej, że premier Berlusconi nie radzi sobie z kryzysem i traci autorytet w kraju oraz poza jego granicami. Najpierw problemy z uchwaleniem cięć budżetowych w wysokości 45,5 mld euro, które miały zrównoważyć budżet włoski i zniwelować dług publiczny wynoszący 120%. Później kłopoty z odwołaniem Lorenza Biniego Smaghiego – włoskiego członka zarządu Europejskiego Banku Centralnego, który miał podać się do dymisji po nominacji Maria Draghiego na szefa EBC, co doprowadziło
do otwartego zatargu pomiędzy Berlusconim a prezydentem Francji Nicolasem Sarkozym. Pogorszenie stosunków z kanclerką Niemiec Angelą Merkel nastąpiło także przez niewybredne dowcipy pod jej adresem, ujawnione po opublikowaniu podsłuchów telefonicznych dotyczących kolejnych afer premiera. W końcu trudności z uchwaleniem pakietu ustaw antykryzysowych, które miałyby doprowadzić do uzdrowienia finansów publicznych i oddalenia groźby bankructwa kraju i których wcielenie w życie do 15 listopada br. szef włoskiego rządu obiecał unijnym partnerom w liście przedstawionym na październikowym szczycie UE w Brukseli.
Wszystko to spowodowało, że Berlusconi stał się niewiarygodny i niewygodny, zarówno we własnym kraju, jak i za granicą.
Nikt jednak nie spodziewał się, że finał nastąpi tak szybko i w miarę bezboleśnie. Wszyscy wyobrażali sobie, że odejście włoskiego miliardera z polityki będzie przypominało raczej końcową scenę filmu Nanniego Morettiego „Kajman” – czyli wojnę domową. Wróżono też, że magnat telewizyjny ucieknie z kraju jak Craxi, do swojej willi na Antiguę.


Spadek po Berlusconim


„Po niemal dwóch dekadach Silvio Berlusconi zostawia Włochy takimi, jakie zastał, gdy po raz pierwszy obejmował rządy w 1994 r. Jeżeli natomiast chodzi o jego sprawy prywatne i procesy – wszystko ma się o wiele lepiej. Bilans premiera jest mizerny. Nie dokonał rewolucji liberalnej, którą obiecywał. Podatki, które miał zmniejszyć, wzrastają, oczywiście dla tych, którzy je płacą. Przepaść pomiędzy bogatą i dynamiczną Północą a biednym i zacofanym Południem się pogłębiła. Rząd jest słaby i uzależniony od parlamentu. Telewizja państwowa jest nadal pod wpływami polityki, a prywatna nadal w rękach Berlusconiego”, pisał francuski dziennik „Le Monde”, podsumowując rządy włoskiego miliardera. Gazeta zadała też słuszne pytanie: dlaczego premier – tak popularny oraz dysponujący ogromnymi możliwościami i środkami – przez tyle lat nic nie zrobił? „Jego impotencja bierze się z konfliktu interesów. Silvio biznesmen ograniczał zawsze działanie Berlusconiego premiera”, brzmiała trafna odpowiedź.
Silvio Berlusconi przejdzie do historii jako premier playboy, król bunga bunga, kawalarz i autor sprośnych dowcipów. Włochom i nowemu prezesowi Rady Ministrów – Mariowi Montiemu, pozostawia w spadku poważny kryzys gospodarczy, z którego będzie bardzo trudno wyjść.
Profesor mediolańskiego Uniwersytetu im. Bocconiego, były komisarz europejski i od niedawna senator, ma twardy orzech do zgryzienia. Pierwsze zadanie to zmniejszyć zadłużenie publiczne, nakładając podatek majątkowy, wprowadzając komunalny podatek gruntowy (którego zniesienie umożliwiło Berlusconiemu wygranie wyborów) oraz przeprowadzając reformę fiskalną z trzema progami podatkowymi. Jeżeli to uspokoi Unię Europejską, Centralny Bank Europejski i giełdy, które niestety nadal szaleją, trzeba będzie przejść do reform strukturalnych, czyli podnieść wiek emerytalny dla wszystkich do 67 lat w 2020 r. To wymaga jednak zapewnienia ochrony socjalnej młodemu pokoleniu, które tworzy prekariat. Kolejnym punktem będzie liberalizacja mająca na celu podniesienie konkurencji w sektorze państwowym i dzięki temu obniżenie cen usług. Takie reformy powinny wyprowadzić włoską gospodarkę z zastoju. Na horyzoncie nowe cięcia budżetowe i zaciskanie pasa. Lacrime e sangue (łzy i krew) – oto motto postberluskonizmu.
Czy Super Mario i jego rząd technokratów podołają temu wszystkiemu? Trudno powiedzieć. Monti będzie musiał wprowadzić reformy, które Berlusconi obiecał na szczycie UE, a których nie chciała jego koalicja. Liga Północna rządząca do tej pory wraz z Ludem Wolności już przeszła do opozycji i nie poparła nowego rządu. Gabinet Montiego (w którym nie będzie polityków, lecz głównie profesorzy) jest uzależniony od włoskiego parlamentu, gdzie koalicja Berlusconiego nadal ma większość. Kawaler już oświadczył, że jeżeli coś nie będzie szło po jego myśli, „wyłączy prąd“.


Koniec wideokracji?


W 1994 r. Silvio Berlusconi rozpoczął rządy, zwracając się do narodu włoskiego z odezwą zarejestrowaną na wideo. „Włochy to kraj, który kocham. Tu są moje korzenie, moje nadzieje, moje horyzonty. Tu nauczyłem się, od życia i od mojego ojca, zawodu biznesmena. Tu narodziło się moje umiłowanie wolności”. Te znamienne słowa podbiły serca i umysły większości Włochów (choć przemówienie napisał najprawdopodobniej Giuliano Ferrara).
Także po złożeniu rezygnacji na Kwirynale były prezes Rady Ministrów pożegnał się odezwą zarejestrowaną na wideo, w której powtórzył stare i nowe obietnice. „Nie zostawię polityki, lecz podwoję moje wysiłki dla dobra kraju” – dla niektórych te słowa brzmiały złowrogo.
Co teraz zrobi 75-letni bogacz? Przecież nie przejdzie na emeryturę… Ustępując ze stanowiska premiera, Berlusconi pozbył się tarczy, która chroniła go przed procesami, choćby poprzez „uzasadnioną nieobecność ze względu na obowiązki instytucjonalne”. Teraz będzie musiał stawiać się regularnie na rozprawy w Mediolanie i w końcu zapadną wyroki, choć przed ewentualnym więzieniem będzie go chronił immunitet parlamentarny.
Kajman bardzo źle zniósł pożegnanie, jakie w sobotnią noc urządziło mu tysiące Włochów. Gdyby wiedział, że będą tak niewdzięczni za jego wielki gest dla dobra kraju, zastanowiłby się nad dymisjami. W niedzielę poprawił mu się humor, gdy na ulice Rzymu wylegli jego zwolennicy, śpiewający berluscoński hymn „Jakie to szczęście, że mamy Silvia!”.
Czy to naprawdę koniec berlusconizmu i wideokracji czy tylko krótka przerwa? – wszyscy zadają sobie to pytanie. „Finché non vedo non credo” („Nie uwierzę, jeśli nie zobaczę” ), skomentował sceptycznie laureat Nagrody Nobla Dario Fo, pytany przez hiszpański dziennik „El País”, czy Włochy uwolniły się już na dobre od Kajmana.
Addio czy arrivederci? (żegnaj czy do zobaczenia) – trudno powiedzieć. Na razie większość Włochów i kraje strefy euro powiedziały z ulgą: „Ciao, Berlusconi!“.

Agnieszka Zakrzewicz

Tygodnik Przegląd - 47/2011.
http://www.przeglad-tygodnik.pl/pl/artykul/ciao-berlusconi

Kurwokracja – według Paolo Guzzantiego

To tytuł książki Paolo Guzzantiego („Mignottocrazia" Aliberti editore, 2010), jakże trafny i proroczy, widząc, że dzieło ukazało się przed ostatnim skandalem premiera Silvio Berlusconiego, i kataloguje tylko jego niektóre sekscesy. Guzzanti jest ojcem dwojga niezwykle utalentowanych i wybitnych dzieci-artystów Sabiny i Corrado (nieocenionych mistrzów satyry politycznej).
Włoski dziennikarz i pisarz zaczynał jako lewicowy intelektualista, ale później uwierzył w liberalną rewolucję Berlusconiego i wszedł do parlamentu jako poseł jego partii. Niestety jego kariera polityczna zakończyła się niechlubnie. Paolo Guzzanti był przewodniczącym komisji parlamentarnej zajmującej się ustaleniem, kto w okresie zimnej wojny szpiegował dla KGB, a jego głównym informatorem był Mario Scaramella — Włoch zamieszany w sprawę Aleksandra Litwinienki. Zdaje się, że szukano haków na Prodiego...
Wracając jednak do pouczającej lektury „Kurwokracji" — Guzzanti opowiada w niej jak podczas jednego z kongresów Forza Italia, Berlusconi po zejściu z trybuny podszedł do niego i zapytał: „Widziałeś jaka laska przeszła koło ciebie? Klepnąłeś ją przynajmniej w d...?" Przy innej okazji prawicowy lider Włoch wyjawił autorowi książki swój wielki projekt polityczny: „osłabić, a później wyeliminować całą klasę polityczną kraju i zastąpić ją młodymi, pięknymi panienkami". Wydaje się to absurdalne... Berlusconi jednak swój projekt zaczął wdrażać w życie. Na jednym z przedostatnich kongresów Ludu Wolności przed rozłamem i odejściem Gianfranco Finiego, w pierwszych sześciu rzędach, zamiast liderów partii, siedziały młode panienki i śpiewały partyjny hymn: „Jakie to szczęście, że mamy Silvia!"
Guinness dla premiera
Trudno się już doliczyć procesów i dochodzeń ciążących na Berlusconim, ale na pewno to rekord godny Księgi Guinnessa. Jedni twierdzą, że jest ich 16, inni, że przynajmniej 25. Premier Włoch był już oskarżany niemal o wszystko: korupcja, przekręty
finansowe, mafia, współudział w zamachach,
oszukiwanie fiskusa, przemyt narkotyków, łapówki,  nielegalne finansowanie partii politycznych...  Aktualnie Berlusconiemu grozi 5 procesów. Jak do tej pory najbogatszy Włoch uniknął wyroków skazujących. W niektórych procesach został
uniewinniony, inne uległy przedawnieniu, niektóre zarzucane przestępstwa zostały objęte amnestią — przede wszystkim jednak, od kiedy Silvio Berlusconi wszedł do polityki, udało mu się przeforsować kilka ustaw ad personam, które chroniły go przed sędziami i pozwalały nie stawiać się w sądach. Dwie ustawy (tzw. „lodo schifani" i "lodo Alfano"), zawieszały wszelkie procesy w stosunku do najwyższych przedstawicieli państwa na okres trwania ich kadencji. Obie ustawy, które były tarczą Berlusconiego przez jakiś czas, niestety zostały uznane za niekonstytucyjne, gdyż łamały zasadę równości wszystkich obywateli wobec prawa. Został wymyślony kolejny kruczek prawny: „uzasadniona nieobecność", który pozwalał włoskiemu premierowi nie stawiać się w sądzie, ze względu na zajęcia związane z pracą rządu: posiedzenia Rady Ministrów, obrady Parlamentu, wizyty zagraniczne, itp. Praktycznie premier nie miał czasu być sądzony, gdyż był zawsze zajęty. Również i ta ustawa została w części uznana przez Trybunał Konstytucyjny za niezgodną z konstytucją w dniu 13 stycznia 2011 r. Dzień później na Pana B., jak grom z jasnego nieba, spadły nowe oskarżenia: korzystanie z usług nieletniej prostytutki oraz wymuszenie na urzędnikach państwowych.
Bratanica Mubaraka
Skandale seksualne Berlusconiego też trudno policzyć — ten chyba jednak jest najgrubszy. Pierwsza bomba wybuchła pod koniec października ub.r., choć wszystko zaczęło się 27 maja 2010 r., kiedy to szef policji w Mediolanie Pietro Ostuni otrzymał w środku nocy telefon z gabinetu premiera, z nakazem, by zwolnić „bratanicę Mubaraka" (prezydenta Egiptu). Zaledwie siedemnastoletnia Marokanka Karima Mahroug, pseudonim „Ruby", została zatrzymana przez policję, gdyż jej współlokatorka, brazylijska prostytutka, oskarżyła ją o kradzież 3 tys. euro i biżuterii. Ponieważ dziewczyna była niepełnoletnia i zgodnie z prawem powinna być zatrzymana lub oddana do domu pomocy społecznej, premier przysłał osobę, która miała się nią zaopiekować. Była nią Nicole Minetti — była higienistka stomatologiczna Berlusconiego, która najpierw próbowała zrobić karierę w jego telewizji jako subretka, a później dostała się do samorządu regionu Lombardii, startując z zamkniętej listy premiera. Po odebraniu siedemnastolatki, była higienistka zostawiła ją pod opieką brazylijskiej prostytutki Michele Coincecao, która to zresztą zawiadomiła włoskiego szefa Rady Ministrów, dzwoniąc na jego prywatny numer komórkowy. Wymuszenie na urzędnikach państwowych — to jeden z zarzutów jaki mediolańska prokuratura postawiła Berlusconiemu.
Bunga-bunga i Ulica Orgietki
Wydawało się, że sprawa ucichnie po interwencji ministra sprawiedliwości Roberto Maroniego w parlamencie, który zapewniał, że premier nie popełnił żadnego wykroczenia. Tymczasem prokuratura w Mediolanie (ta sama, która w latach 90-tych zainicjowała „Czyste ręce") prowadziła śledztwo, kontrolując telefony wszystkich panienek Berlusconiego. Prokuratorzy przekazali komisji parlamentarnej kilkaset stron zawierających wyciągi telefoniczne podsłuchiwanych rozmów, z prośbą o autoryzację nakazu przeszukania biura Giuseppe Spinelli - osobistego kasjera Berlusconiego. Te oczywiście dostały się do prasy.
Na podstawie podsłuchów wygląda na to, że premier Włoch organizował dość często kolacje w swojej willi wArcore (prywatne posiadłości premiera są uznawane za obiekty rządowe), zapraszając na nie młode i piękne dziewczyny różnej narodowości. Obdarzał je klejnotami mniejszej lub większej wartości, wybierając najczęściej ozdoby w formie motyli, a także dawał im różne sumy pieniędzy. Po kolacji, na której Berlusconi czasami śpiewał i prawił komplementy swoim wybrankom, wszyscy przechodzili do sali będącej skrzyżowaniem prive i dyskoteki, gdzie paliło się nastrojowe czerwone światło i znajdowała się rura do lap dance. Tu odbywał się rytuał zwany „bunga-bunga". Dziewczyny rozbierały się, tańczyły prawie nagie, eksponując piersi (najczęściej po interwencji chirurgicznej), często udając stosunki lesbijskie i przymilając się do gospodarza domu. W garderobach w prive, znajdowały się seksowne stroje pielęgniarek i policjantek, wktóre przebierały się eskort, gdyż Berlusconi uwielbiał gry erotyczne, podczas których go badano lub aresztowano. Później premier wybierał sobie jedną lub dwie, które zostawały na noc i szły z nim na górę do sypialni. Jak wynika z podsłuchów i zeznań — eskort rywalizowały ze sobą, aby zostać faworytką wieczoru. Jedna z prostytutek — Nadia Macre, która przyznaje się oficjalnie do swojego zawodu, opowiedziała, że pewnego razu Berlusconi odbył stosunek seksualny z przynajmniej pięcioma dziewczynami. Niezły rekord jak na 75-letniego pana. Fakt wydaje się „fizycznie" nieprawdopodobny i eskort nie jest wiarygodna także co do innych faktów. Organizacją haremu premiera zajmował się Emilio Fede - jeden z dyrektorów telewizji Berlusconiego (który wybierał dziewczyny na konkursach piękności i na próbach w TV) oraz Lele Mora — znany agent show biznesu, zamieszany już w podobne afery.
Premier gościł niektóre wybranki w apartamentach w wybudowanym przez siebie luksusowym osiedlu mieszkaniowym Milano 2. Pieniądze na czynsz, sprzątaczkę oraz zakupy wypłacał kasjer Spinelli, oczywiście autoryzowany przez szefa. Apartamenty goszczące „pupy Berluski" znajdowały się przy via Olgettina, którą media przechrzciły już na via Orgettina — Ulicę Orgietki.
Nad wszystkim czuwała higienistka Nicole Minetti, która w ramach pracy radnej lomardzkiego samorządu, organizowała dziewczyny, opłacała ich rachunki, rozwiązywała nieprzyjemne sytuacje wynikające z rywalizacji wybranek w haremie i sama brała czynny udział w „bunga-bunga".
Nicole Minetti, Lele Mora i Emilio Fede są oskarżeni o stręczycielstwo. W aferę jest zamieszanych 10 dziewczyn.
Seks z nieletnimi i łóżko Putina
Choć to rząd Berlusconiego zaostrzył niedawno ustawę o prostytucji i Silvio Berlusconi padł niejako ofiarą samego siebie, to nierząd we własnym domu nie jest jeszcze wykroczeniem we Włoszech. Premierowi Włoch zarzuca się jednak seks z nieletnią prostytutką marokańską Karimą Mahroug, za co grozi kara od 6 do 12 lat więzienia. Choć Ruby, która niedawno osiągnęła pełnoletniość, zaprzecza publicznie, że miała stosunki seksualne z Panem B. i jej opowieści o relacjach z premierem są niejasne, to jednak prokuratorzy są przekonani na podstawie lokalizacji jej telefonu, że nieletnia była w rezydencji Berlusconiego w 2010 r. przynajmniej 6 razy, pozostając także na noc: 14 lutego w Walentynki, 4-5 kwietnia w Wielkanoc, 24- 25 i 26 kwietnia, 1 maja. Co ciekawe, w nocy z 24 na 25 kwietnia w prywatnej rezydencji Berlusconiego spał także premier Rosji Władimir Putin. Panowie podpisywali jakiś kontrakt energetyczny — do końca nie wiadomo, czy pół-prywatnie, czy pół-państwowo. Być może właśnie takie okazje miała na myśli dyplomacja amerykańska donosząc do Waszyngtonu o „dzikich nocach" premiera Włoch i zażyłej przyjaźni z premierem Rosji, w dokumentach opublikowanych przez WikiLeaks.
Prokuratorzy włoscy muszą jednak jeszcze udowodnić prostytucję z nieletnią, pod warunkiem oczywiście, że premier stanie kiedyś przed sądem. Jak na razie jednak, choć nie chroni go już żadna tarcza ustawowa i pierwsze przesłuchanie było wyznaczone w weekend 21-23 stycznia, adwokaci Berlusconiego zdecydowali, że nie pojawi się on na nim, kwestionując kompetencje terytorialne mediolańskiego trybunału. Chcą aby premier był sądzony przez komisję sejmową. Czy jednak „bunga-bunga" to afera państwowa? Jak widać włoskiemu sułtanowi nie ma czego zazdrościć w obecnej sytuacji, zwłaszcza, że zdaje się, iż Ruby za milczenie zażądała 5 milionów euro, a z rejestru finansowego, jaki policja znalazła w jej domu wynika, że otrzymała 4,5 miliony. Mowa jest srebrem, a milczenie złotem...
To nie pierwsza wpadka premiera Włoch z nastolatką i z prostytutkami. W 2009 r., Berlusconi był podejrzewany o romans z siedemnastoletnią neapolitanką Letizią Noemi — historia, która stała się jedną z przyczyn rozwodu z żoną Veronicą Lario. Nieletnią premierowi przedstawił Emilio Fede. Już wtedy była żona alarmowała, że lider Ludu Wolności obsadził listy wyborcze subretkami. „Mój mąż jest chory", „Nie mogę żyć z mężczyzną, który bywa z nieletnimi" — tak Lario tłumaczyła w komunikacie dla agencji prasowej ANSA swoją decyzję o rozwodzie, dodając: „Ktoś napisał, że wszystko to służy rozrywce imperatora. Podzielam to zdanie. To, o czym czytamy w gazetach jest gnojem. Wszystko w imię władzy. Dziewice, które oddają się smokowi, aby zdobyć sukces i rozgłos. I nie wiadomo dlaczego — cały kraj pozwala na wszystko imperatorowi i wszystko mu wybacza..."
Już w 2008 r. wybuchł jeden skandal dotyczący rekrutacji prostytutek dla premiera, na imprezki w jego rezydencjach w rzymskim Pałacu Grazioli i w willi Certosa na Sardynii. Bohaterką była wtedy Patrizia D'Addario — eskort z Apulii, która opowiedziała o ekscesach seksualnych w wielkim matrymonialnym łożu, jakie Putin podarował Berlusconiemu i które stoi w jego sypialni w willi na Sardynii. Teraz prostytutka z Apulii ma zamiar rozpocząć karierę polityczną.
Jest także trzecia niepełnoletnia, oprócz Noemi i Ruby, którą włoska prokuratura wskazuje wśród wybranek imperatora. To brazylijska prostytutka Iris Berardi, która uczestniczyła w „bunga- bunga" organizowanych w willi premiera.
Kto jest bez grzechu niech pierwszy rzuci kamień...
Z poprzednich skandali seksualnych udało się wywinąć włoskiemu sułtanowi, ale jak widać Berlusconi jest niereformowalny. Silvio nie ma zamiaru podać się do dymisji i atakuje jak zwykle sędziów włoskich, twierdząc, że „czerwone togi" chcą dokonać zamachu stanu. Przekonuje Włochów, że to kolejny skandal medialny, który rozdmuchała wroga prasa i telewizja, i jak zwykle udaje świętego...
Pod koniec ubiegłego roku, premier przetrwał poważny kryzys parlamentarny kupując zaufanie kilku posłów. Pomiędzy jednym a drugim „bunga-bunga" znalazł też czas na obiad z watykańskim sekretarzem stanu kard. Tarcisio Bertone. Cel był prosty: w przypadku przedterminowych wyborów, oderwać katolików Cassiniego od laickiej prawicy Finiego i pomóc wygrać Berlusconiemu. Jednak w sprawie „Ruby-gate" zarówno Watykan, sam papież, a także Konferencja Episkopatu Włoch skrytykowały mocno włoskiego premiera, przypominając obowiązki wynikające z włoskiej konstytucji: „kto pełni funkcje publiczne musi prowadzić godne życie". Umberto Bossi — lider Ligi Północnej odpowiedział najwyższym głowom Kościoła: „Łatwo im mówić..." — co miało znaczyć „kto jest bez grzechu, niech pierwszy rzuci kamień" i przypomnieć, że Watykan powinien zająć się swoimi aferami pedofilskimi.
Najnowszy skandal seksualny premiera Włoch obiegł media całego świata. Zagraniczna prasa dziwiła się jednak nie Berlusconiemu, lecz Włochom... Popularność Berlusconiego nie spada i utrzymuje się na poziomie 31%. Więc jeśli odbyłyby się przedterminowe wybory lider Ludu Wolności pewnie je znowu wygra... Czemu się jednak dziwić, skoro w machistowskim włoskim społeczeństwie nadal panuje przekonanie, że "lepiej robić bunga-bunga niż być pedałem" — jak to ujął trafnie jeden z prawicowych polityków Maurizio Gasparri. Większość młodych dziewczyn wolałaby „bunga-bunga" z premierem, niż miesiąc ciężkiej pracy. Większość rodziców nie miałaby nic przeciwko temu, aby ich córka (nawet niepełnoletnia) była narzeczoną imperatora...
Cały kraj pozwala na wszystko imperatorowi i wszystko mu wybacza... Dlaczego? Bo Berlusconi skorumpował Włochów!
Szkoda, że Paolo Guzzanti przejrzał na oczy tak późno, ale nie można mu odmówić ostrości widzenia — to jest „kurwokracja" i nie da się tego nazwać inaczej...
Agnieszka Zakrzewicz

Dlaczego Watykan popiera Berlusconiego?


prawa cywilnego katolickiej moralności wystarczyły, by hierarchowie puścili w niepamięć skandale premiera

Wolność oznacza możliwość wychowywania własnych dzieci zgodnie z własną wolą – a to znaczy nie być zmuszanym do posyłania ich do szkoły państwowej, gdzie uczą nauczyciele mający idee odmienne od tych, jakie mają rodzice – powiedział premier Włoch Silvio Berlusconi 26 lutego 2011 r. na kongresie ruchu Chrześcijan Reformatorów w Rzymie. Był bardzo bezpośredni w zapewnieniach skierowanych nie tyle do uczestników kongresu, ile do Watykanu: – Dopóki ja będę rządził, związki cywilne nie zostaną uznane i nie będzie adopcji dla rodzin jednoosobowych. Dodał także – Zaprosiłbym was wszystkich na bunga bunga, ale rozczarowalibyście się!

Pozory gniewu

Krótko trwał rozwód Silvia Berlusconiego z hierarchią kościelną. Jak na prawdziwy mariaż przystało – wystarczyły objawy skruchy, obietnice i odpowiednie prezenty, aby grzechy zostały odpuszczone. Można było się tego spodziewać. Watykan zawsze popierał mniejszych lub większych dyktatorów, a oni zawsze zabiegali o jego względy. W tego typu związkach chodzi przecież nie o miłość, lecz o interesy...
– Stolica Apostolska śledzi z uwagą i ogromnym zaniepokojeniem to, co się dzieje we Włoszech – mówił zaledwie kilka tygodni temu, kiedy wybuchł nowy skandal seksualny premiera, watykański sekretarz stanu kard. Tarcisio Bertone. – Niech społeczeństwo włoskie i instytucje publiczne odnajdą swoją duszę! – apelował sam papież Benedykt XVI. Interweniował też kard. Angelo Bagnasco, przewodniczący Konferencji Episkopatu Włoch, dając do zrozumienia, że kredyt Berlusconiego już się wyczerpał. Watykański dziennik „L’Osservatore Romano” opublikował w całości komunikat prezydenta Republiki Włoskiej Giorgia Napolitana, który wyrażał zażenowanie zaistniałą sytuacją. Katolickie tygodniki „Avvenire” i „Famiglia Cristiana” posunęły się znacznie dalej i oprócz artykułów krytycznych wobec premiera zamieściły także głosy katolickich czytelników, którzy byli zbulwersowani skandalami Berlusconiego i domagali się jego dymisji.
Przez chwilę wydawało się, że Watykan i włoska hierarchia kościelna naprawdę odwróciły się od grzesznego premiera i przeniosą poparcie polityczne na trzeci biegun – czyli nową koalicję centroprawicową – umiarkowaną i katolicką. Trzeci biegun powstał we Włoszech zaledwie kilka miesięcy temu, gdy Gianfranco Fini odszedł z Ludu Wolności i stworzył własną partię Przyszłość i Wolność dla Włoch, która weszła w koalicję z Unią na rzecz Centrum, partią Piera Ferdinanda Casiniego, oraz z Sojuszem dla Włoch Francesca Rutellego. To właśnie Pier Ferdinando Casini powinien być boskim pomazańcem, gdyż jest jedynym naturalnym spadkobiercą włoskiej Partii Chrześcijańsko-Demokratycznej, która z błogosławieństwem Watykanu rządziła Włochami przez niemal pół wieku. Tak się jednak nie stało. Berlusconi szybko wrócił do łask. Umberto Bossi, lider Ligi Północnej, przypomniał, że papież powinien się zająć skandalami pedofilskimi w Kościele, a ambasadorowie Ludu Wolności użyli bardziej przekonujących argumentów – rząd włoski mógłby nie dotrzymać obietnic, które złożył.

Nowe traktaty laterańskie

Traktaty laterańskie zostały zawarte 11 lutego 1929 r. Ich nazwa pochodzi od bazyliki na Lateranie, gdzie je podpisano. Stolicę Apostolską reprezentował wówczas sekretarz stanu kard. Pietro Gasparri. W imieniu Włoch podpis składał premier Benito Mussolini. Dzięki traktatom państwo Watykan uzyskało niepodległość. Powierzchnię Watykanu określono na 44 ha, a papieża uznano za osobę świętą. Mussolini, zdający sobie sprawę z władzy i autorytetu papieża Piusa XI, postanowił nawiązać z nim porozumienie, by przez jego przychylność zwiększyć poparcie wśród społeczeństwa. Traktaty laterańskie składały się z trzech dokumentów: traktatu niepodległości, konkordatu i konwencji finansowej. Przewidywały zniesienie podatków i opłat celnych obowiązujących Watykan oraz odszkodowanie w wysokości blisko 2 mld lirów za szkody finansowe, jakie papież poniósł po upadku Państwa Kościelnego. Państwo włoskie przyjęło kościelne normy dotyczące ślubów i rozwodów oraz zwolniło księży z odbywania służby wojskowej. Katolicyzm został uznany za religię państwową, co znalazło odzwierciedlenie przede wszystkim w systemie szkolnictwa, gdyż wprowadzono religię do szkół.
W tym roku 82. rocznica traktatów laterańskich była obchodzona mniej hucznie, ale miała równie duży ciężar dla Włoch. Niewskazane było, aby watykański sekretarz stanu afiszował się z grzesznym premierem Włoch, dlatego spotkanie odbyło się niemal w tajemnicy 18 lutego 2011 r., w ambasadzie włoskiej przy Stolicy Apostolskiej (Villa Borromeo), i poprzedzało uroczystości oficjalne z udziałem prezydenta, ministrów i kardynałów. Trwało krótko, bo kard. Bertone był bardzo rzeczowy – poprosił Silvia Berlusconiego, aby ustawa o testamencie biologicznym, która zabrania przerywania życia w stanie wegetatywnym (przypadek Eluany Englaro), została przegłosowana przez włoski parlament jak najszybciej. A także: aby państwo włoskie, które dokonuje cięć finansowych w każdej dziedzinie – łącznie z kulturą i służbą zdrowia – przekazało olbrzymie dofinansowanie prywatnym szkołom katolickim, aby natychmiast został rozwiązany spór pomiędzy Rzymskim Uniwersytetem Katolickim, kliniką Gemelli i regionem Lacjum, dotyczący dofinansowań, aby we Włoszech nie pozwalano singlom adoptować dzieci, niezależnie od tego, że kilka dni wcześniej Sąd Kasacyjny ustalił, iż jest to zgodne z włoskim prawem, wreszcie aby Włochy przeciwstawiały się wszystkim próbom usunięcia symboli religijnych z miejsc publicznych (zarówno w przypadku procesu Lautsi v. Italia w Strasburgu, jak i w przypadku procesu sędziego Luigiego Tostiego, w którym wyrok wkrótce zapadnie we Włoszech).

Interesy ponad wszystko

To nie było pierwsze spotkanie pomiędzy premierem Włoch i sekretarzem stanu Stolicy Apostolskiej w ostatnim czasie. Zaledwie 10 grudnia 2010 r., w momencie największego kryzysu parlamentarnego, gdy wydawało się, że rząd Berlusconiego upadnie, w przepięknej rzymskiej Willi Boromeusza doszło do spotkania na wspólnym obiedzie połowy włoskich ministrów (Letta, Bonaiuti, Frattini, Tremonti, Alfano, Bondi, Fazio, Fitto, Romani, Gelmini) i dziewięciu nowo nominowanych włoskich kardynałów. Znany z hojności Silvio Berlusconi podarował każdemu kardynałowi drogocenny krzyż, aby nosił go na piersi, a w przemówieniu wspomniał o tym, że dzięki osobistej przyjaźni z Władimirem Putinem stara się, aby papież Benedykt XVI pojechał do Moskwy. Choć skandal seksualny, który zaprowadził szefa włoskiego rządu przed sąd za korzystanie z usług nieletniej prostytutki Ruby, jeszcze wtedy nie wybuchł, Berlusconi miał już na sumieniu aferę z prostytutkami, które przyjmował w swoich pałacach i willach, oraz podejrzenie o relację seksualną z nieletnią Letizią, która doprowadziła go do rozwodu z drugą żoną.
Kard. Bertonemu, który przewodniczył delegacji watykańskiej, wcale to nie przeszkadzało. Obiad przebiegł w niezwykle przyjaznej atmosferze i choć Watykan oficjalnie nigdy nie wtrąca się do polityki włoskiej – przesłanie było jasne. Gdyby premier został zdymisjonowany przez parlament i miałyby się odbyć wybory, Watykan poprze go oficjalnie jako swojego kandydata. Pozornie spokojny Berlusconi już wtedy przygotowywał się do kampanii przedwyborczej – ofiarował watykańskiemu sekretarzowi stanu 60 mln euro pochodzących z podatku 8/1000, który Włosi płacą na cele religijne, przeznaczając fundusze na renowację kościołów, zakonów, pałaców i inne potrzeby kościelne.
Trudno odmawiać takiemu sprzymierzeńcowi, nawet jeżeli ciężko grzeszy. Z drugiej strony, Watykan nie bardzo ma w czym wybierać – nie postawi na włoską chadecję, bo Casini – katolik z krwi i kości – jest liderem zbyt słabym, nie poprze Finiego, bo to nie tylko rozwodnik żyjący w konkubinacie, ale i lider, który ma zamiar budować włoską prawicę europejską – czyli laicką. Z włoską lewicą na pewno się nie sprzymierzy, gdyż tu od jakiegoś czasu pierwsze skrzypce gra Nichi Vendola, gubernator gej z Apulii, a nawet gdyby lewica wystawiła jako kandydatkę stuprocentową katoliczkę Rosy Bindi, to i tak nie będzie można jej ufać. Rosy jest z tych katolików, którzy co niedzielę idą na mszę, ale nie mają nic przeciwko homoseksualizmowi. Jedynie Berlusconi jest gwarantem moralności watykańskiej.

Moralność – rzecz względna

„Jak było do przewidzenia, Berlusconi uregulował zobowiązania wobec hierarchii katolickiej w zamian za przymknięcie oczu na nieustające łamanie zasad moralności publicznej i prywatnej. Kto miał nadzieję, że oburzenie manifestowane przez prasę katolicką, przez niektórych kardynałów, a przede wszystkim przez większość włoskich katolików w stosunku do prywatnych i publicznych zachowań Berlusconiego osłabi poparcie hierarchii, mylił się. Dwóch aktorów w tej grze – Berlusconi i hierarchia katolicka – jest do siebie podobnych, jeżeli chodzi o stopień cynizmu politycznego”, pisała Chiara Saraceno w dzienniku „La Repubblica” (27.02.2011), komentując wystąpienie premiera na kongresie Chrześcijan Reformatorów.
Moralność ma we Włoszech podwójne znaczenie, zwłaszcza ta katolicka. To nic, że premier staje przed sądem za korzystanie z usług nieletniej prostytutki – ważne, że propaguje jedynie słuszne wartości chrześcijańskie, takie jak rodzina heteroseksualna nastawiona na prokreację.
Dlaczego hierarchia katolicka od lat preferuje Berlusconiego i wybrała go na uprzywilejowanego interlokutora, nawet gdy Włochami rządził Romano Prodi – katolicki profesor, który przestrzegał dosłownie każdego z dziesięciu przykazań? W przeszłości przecież Kościół napiętnował otwarcie tych, którzy „wywołują publiczne zgorszenie” – zarówno rozwodników, jak i prostytutki. Jak tłumaczył Antonio Gibelli na łamach dziennika „Corriere della Sera” (30.01.2011), aby to zrozumieć, trzeba się cofnąć w czasie i zastanowić nad specyfiką Włoch, przytłoczonych zawsze ciężarem Watykanu. Po zakończeniu wojny, przegranej przez Mussoliniego, który przywrócił suwerenność państwa kościelnego, hierarchia katolicka nie chciała interweniować bezpośrednio w politykę kraju. Manipulowała społeczeństwem, kryjąc się za tarczą z krzyżem – symbolem włoskiej Demokracji Chrześcijańskiej, która od 1942 do 1994 r. zawsze wchodziła w skład koalicji rządzącej krajem. Nie było to trudne – biorąc pod uwagę widmo komunizmu, które nieustannie wisiało nad Włochami w okresie zimnej wojny. Dlatego tak długo udawało się opóźniać modernizację kraju, utrzymując restrykcyjną ustawę aborcyjną i zakaz rozwodów (ustawa o rozwodzie została przyjęta dopiero w 1970 r., a referendum dotyczące ustawy aborcyjnej odbyło się dopiero w 1981 r.). Po zniknięciu włoskiej chadecji, zamieszanej w skandale korupcyjne pierwszej republiki, Watykan stracił zaufanego partnera i rozpoczął własną grę polityczną, zawierając pakty ze wszystkimi, którzy objęli rządy. Berlusconi oferował najwięcej – o wiele więcej niż Prodi – i rządził o wiele dłużej. Oto dlaczego hierarchia postawiła i nadal stawia na Berlusconiego, który w zamian za poparcie wyborcze dał Kościołowi olbrzymie przywileje ekonomiczne i oddał mu całkowitą kontrolę nad moralnością społeczną, oczywiście zgodną z kanonami watykańskimi. Zniesienie podatku od nieruchomości kościelnych, dofinansowanie dla prywatnych szkół i szpitali katolickich, przywileje dla nauczycieli religii opłacanych przez państwo, pieniądze podatników na renowację budynków kościelnych, a ponadto: uniemożliwienie obywatelom włoskim zawierania związków partnerskich, uniemożliwienie adopcji singlom, brak ustawy o dyskryminacji na tle seksualnym, która chroniłaby homoseksualistów przed przemocą, brak ustawy o testamencie biologicznym zezwalającej na świadomą eutanazję, utrudnienie dostępu do środków antykoncepcyjnych oraz uniemożliwianie na wszelkie sposoby aborcji
(np. poprzez propagowanie wolności sumienia lekarzy, mogących odmówić wykonania zabiegu, albo przez ograniczenie dostępu do pigułki wczesnoporonnej i pigułki aborcyjnej RU 486), ograniczenie edukacji seksualnej, ograniczenie stosowania metody in vitro... To wszystko jest ceną, jaką włoskie społeczeństwo płaci za poparcie Watykanu dla Berlusconiego.

Giełda odpustowa

Jak w czasach Szymona Maga powraca świętokupstwo i otwiera się giełda odpustowa. „Kościół Ratzingera, Bertonego i Bagnasca wraca do symonii i odbiera swoją należność, powróciliśmy do czasów, gdy sprzedawano odpuszczenie grzechów – czyli do średniowiecza”, pisał Paolo Flores D'Arcais w magazynie „MicroMega”.
„Istnieje możliwość nastawienia rządu na realizację niepodważalnych celów katolickich: życia, rodziny, wolności w wyborze szkół prywatnych. Niemoralność rządzącego nie niszczy dobrobytu i wolności całego narodu, natomiast ataki na świętość życia i rodziny dewastują życie społeczne. Moralność polityka jest oceniana pozytywnie, jeżeli angażuje się on w czynienie wspólnego dobra – czyli gwarantowanie dobrobytu społeczeństwu i pełnej wolności Kościołowi katolickiemu”, mówił bp Luigi Negri, jeden z najważniejszych eksponentów Konferencji Episkopatu Włoch, w wywiadzie dla dziennika „La Stampa”.
Silvio Berlusconi, który odkupił swoje winy, płacąc sowicie, może nawet przyjmować komunię świętą. Jak tłumaczył abp Rino Fisichella, Berlusconi po drugim rozwodzie powrócił na łono Koścoła. Jego pierwszy ślub był kościelny, drugi natomiast stwarzał problemy, bo był cywilny. Zgodnie z nauką Kościoła premier jako rozwodnik powtórnie ożeniony nie mógł uczestniczyć w sakramencie Eucharystii. Teraz jako rozwodnik, który korzysta z usług prostytutek, także nieletnich, może przyjmować spokojnie „ciało Chrystusa” – wystarczy, że się wyspowiada.
„Jak to możliwe, że w XXI w. 75-letni mężczyzna płacący za seks młodym kobietom, które mogłyby być jego córkami, ma prawo dyktować mi moralność i ograniczać moją wolność osobistą oraz szczęście, zabraniając mi zawarcia związku partnerskiego z osobą, którą kocham, i adoptowania dzieci – tylko dlatego, że jestem gejem? Kto jest bardziej zdeprawowany – on czy ja?”, pisał na forum internetowym pewien włoski obywatel.

Agnieszka Zakrzewicz, Tygodnik Przegląd - 13/2011



Cena poparcia Watykanu dla Berlusconiego
  • zniesienie podatku od nieruchomości kościelnych,
  • dofinansowanie prywatnych szkół i szpitali katolickich,
  • przywileje dla nauczycieli religii opłacanych przez państwo,
  • państwowe środki na renowację budynków kościelnych, a także
  • uniemożliwienie zawierania związków partnerskich,
  • uniemożliwienie adopcji singlom,
  • brak ustawy o dyskryminacji na tle seksualnym,
  • uniemożliwianie aborcji,
  • utrudnianie dostępu do środków antykoncepcyjnych,
  • ograniczenie dostępu do pigułki wczesnoporonnej i pigułki aborcyjnej RU 486,
  • ograniczenie edukacji seksualnej,
  • ograniczenie stosowania metody in vitro
  • brak ustawy o testamencie biologicznym, zezwalającej na świadomą eutanazję,
  • blokowanie procesów dotyczących usunięcia symboli religijnych z miejsc publicznych lub wprowadzenia innych symboli obok krzyża (menora lub 112. sura Koranu).

Na czym polegał rytuał "bunga-bunga"?


Władza, pieniądze i seks zawsze łączą się we Włoszech. Meglio comandare che fottere (Lepiej rządzić niż piep… się) – to słynne i często powtarzane powiedzenie przypisuje się Benito Mussoliniemu. Czy Silvio Berlusconi jest tego samego zadania? – zastanawiają się Włosi po seksaferach premiera.

 
Włoskie bordello…

W Mediolanie zakończyło się postępowanie przygotowawcze w procesie "Ruby Gate“, w którym o stręczycielstwo są oskarżeni bliscy przyjaciele premiera: Lele Mora - słynny agent włoskich VIP-ów, Emilio Fede - dyrektor dziennika telewizyjnego TG4 w Mediaset oraz Nicole Minetti - była higienistka stomatologiczna Berlusconiego, która najpierw próbowała zrobić karierę w jego telewizji jako subretka, a później dostała się do samorządu regionu Lombardii, startując z zamkniętej listy. Trzej oskarżeni nie byli obecni na rozprawie.
Prokuratorom Piero Forno i Antonio Sangermano wystarczyło 40 minut, aby wysunąć poważne oskarżenia i przekonać sąd o słuszności rozpoczęcia procesu.

Nicole Minetti została zdefiniowana jako "administratorka burdelu", która zajmowała się całą logistyką „systemu mającego na celu dostarczanie dziewczyn chętnych do prostytuowania się“ premierowi Włoch Silvio Berlusconiemu. Lele Mora zajmował się ich wyszukiwaniem i rekrutacją, a Emilio Fede oceniał dziewczyny, biorąc pod uwagę zarówno ich aspekt estetyczny, jaki i gotowość do uprawiania seksu z 75-letnim politykiem.

Dla mediolańskich prokuratorów w willi w Arcore - czyli w domu włoskiego szefa rządu miał miejsce "handel seksem oraz upokarzanie godności kobiet".

Jawna prostytucja

Od kwietnia toczy się już postępowanie dotyczące tej samej afery, w którym Berlusconi jest oskarżony o korzystanie z usług nieletniej prostytutki oraz o nadużycie urzędu. Bohaterką skandalu seksualnego, od której proces bierze nazwę „Ruby Gate“ jest Karima Mahroug, pseudonim “Ruby”. Szefa rządu osądzą za to, że kilkakrotnie miał z nią stosunki seksualne, gdy była jeszcze nieletnia.

Ruby została zatrzymana przez policję w maju 2010 r., gdyż jej współlokatorka – brazylijska prostytutka - oskarżyła ją o kradzież. Berlusconi dzwonił wtedy na posterunek, nakazując by zwolniono nieletnią złodziejkę, gdyż jest ona kuzynką prezydenta Egiptu Hosni Mubaraka. Stąd oskarżenie o nadużycie urzędu. Kazał ją oddać pod opiekę Nicole Minetti.

Kto przyprowadził Berlusconiemu nieletnią marokańską prostytutkę? Na razie nie wiadomo, bo trójka wspólników, którzy będą odpowiadać za stręczycielstwo już obwinia się wzajemnie. Zaledwie dziesięć dni temu odbyła się kolejna rozprawa premiera. Prokurator Ilda Boccassini mówiła: “Jest oczywiste, że w rezydencji premiera w Arcore miała miejsce jawna prostytucja“. Następna rozprawa Berlusconiego odbędzie się 18 lipca.

Legendarne buga-bung

Na podstawie podsłuchów ustalono, że premier Włoch organizował często kolacje w swojej willi w Arcore, zapraszając na nie młode i piękne dziewczyny, które rekrutowali właśnie Mora i Fede. Obdarzał je klejnotami, wybierając najczęściej ozdoby w formie motyli, a także dawał im duże sumy pieniędzy. Po kolacji, wszyscy przechodzili do sali będącej skrzyżowaniem prive i dyskoteki, gdzie paliło się nastrojowe światło i znajdowała się rura do lap dance (taniec na rurze).

Tam odbywał się rytuał zwany „bunga-bunga“. Dziewczyny rozbierały się, tańczyły udając stosunki lesbijskie i przymilając się do gospodarza domu. W garderobach w prive, znajdowały się seksowne stroje pielęgniarek i policjantek, w które przebierały się escort (inaczej prostytutka), gdyż Berlusconi lubi gry erotyczne, podczas których jest badany lub aresztowany. Później premier wybierał sobie jedną lub dwie, aby zostały na noc. Escort rywalizowały ze sobą aby być faworytką wieczoru.

Nad wszystkim czuwała radna lombardzkiego samorządu Nicole Minetti, która organizowała dziewczyny, opłacała ich rachunki, rozwiązywała nieprzyjemne sytuacje wynikające z rywalizacji wybranek w haremie i sama brała czynny udział w „bunga-bunga“.

Skłonności premiera

To nie pierwsza wpadka premiera Włoch z nastolatką i z prostytutkami. W 2009 r., Berlusconi był podejrzewany o romans z siedemnastoletnią neapolitanką Letizią Noemi – historia była jedną z przyczyn rozwodu z żoną Veronicą Lario. Premierowi przedstawił ją Emilio Fede. Oprócz Noemi i Ruby, jest także trzecia niepełnoletnia, którą włoska prokuratura wskazała wśród wybranek – brazylijska prostytutka Iris Berardi.
"Mój mąż jest chory", "Nie mogę żyć z mężczyzną, który bywa z nieletnimi" - tak Lario tłumaczyła w komunikacie dla agencji prasowej ANSA swoją decyzję o rozwodzie, dodając: „Ktoś napisał, że wszystko to służy rozrywce imperatora. Podzielam to zdanie. To, o czym czytamy w gazetach jest gnojem. Wszystko w imię władzy. Dziewice, które oddają się smokowi, aby zdobyć sukces i rozgłos. I nie wiadomo dlaczego – cały kraj pozwala na wszystko imperatorowi i wszystko mu wybacza…“

Już w 2008 r. wybuchł skandal dotyczący rekrutacji prostytutek dla premiera, na imprezy w jego rezydencjach w rzymskim Pałacu Grazioli i w willi Certosa na sardynii. Bohaterką była wtedy Patrizia D’Addario – escort z Apulii, która opowiedziała o ekscesach seksualnych w wielkim matrymonialnym łożu, jakie Putin podarował Berlusconiemu i które stoi w jego sypialni.

Pomimo skandalu i procesów, wydaje się że
Silvio Berlusconi nie zaprzestał uprawiać „bunga-bunga“. Tak wynika z rozmów telefonicznych pomiędzy jego przyjaciółmi, którzy martwią się już, że premier jest naprawdę chory.

Dwie dziewczyny przeciwko premierowi

Chiara Danese i Ambra Battilana, które na przyjęcie u Berlusconiego zaprosił Emilio Fede, po ich udziale w konkursie piękności Miss Piemonte zdecydowały się dochodzić roszczeń cywilnych od premiera i jego wspólników.

Wyszły wstrząśnięte po kolacji w Arcore i opowiedziały o „bunga-bunga“ w prokuraturze, potwierdzając fakty ustalone na podstawie podsłuchów telefonicznych. Akcja cywilna pogarsza sytuację oskarżonych.

Nie wiadomo czy także Ruby nie zdecyduje się na dochodzenie roszczeń cywilnych. Na razie w procesie przeciwko premierowi młoda Marokanka nie zdecydowała się na podjęcie akcji cywilnej, jej adwokat Egidio Verzini oznajmił jednak, że zastanawia się nad tym krokiem.

Pornografia z nieletnią

Tymczasem narzeczony Ruby - Luca Risso, który ma zamiar się z nią ożenić, gdyż oczekują dziecka, został oskarżony o pornografię z udziałem nieletniej.

Risso jest właścicielem znanej dyskoteki Fellini w Genui, gdzie Karima brała udział w spektaklu hard, na kilka dni przed ukończeniem 18 lat. Film zrobiony telefonem komórkowym, który uwiecznił seksualne ekscesy Ruby i obiegł cały świat kompromitując włoskiego premiera, jest dowodem oskarżenia.

Przyjaciel premiera w więzieniu

Już od ponad tygodnia jeden z oskarżonych w procesie Ruby Gate – Lele Mora siedzi w więzieniu. Agent włoskich VIP-ów został aresztowany przez Gwardię Finansową za bankructwo w wysokości 8 mln euro swojej firmy Lm Management, która promowała celebrytów. Prokuratura obawiała się, że Mora może uciec do Szwajcarii, gdzie jest rezydentem i gdzie najprawdopodobniej ukrył pieniądze.

Część pieniędzy ok 1 mln 400 tys. euro pożyczył mu premier Silvio Berlusconi, za wstawiennictwem przyjaciela i pośrednika Emilia Fede, który wziął za to swoją działkę. Nie do końca więc wiadomo czy były to zwykła pożyczka czy może jakaś forma rozliczenia za „bunga-bunga“.

Lele Mora już od dłuższego czasu ma problemy z prawem – bankructwo i oskarżenie o stręczycielstwo to jedynie czubek lodowej góry. Król włoskich celebrytów był już zamieszany w aferę „Vallettopoli“, wraz ze swoim byłym kochankiem Fabriziem Coroną. Szantaż, prostytucja, stręczycielstwo i narkotyki to składniki tamtej historii, z udziałem wielu włoskich VIP-ów.

Kto z kim przestaje takim się staje...

Z Rzymu dla Wirtualnej Polski
Agnieszka Zakrzewicz