sabato 1 febbraio 2014

Kurwokracja – według Paolo Guzzantiego

To tytuł książki Paolo Guzzantiego („Mignottocrazia" Aliberti editore, 2010), jakże trafny i proroczy, widząc, że dzieło ukazało się przed ostatnim skandalem premiera Silvio Berlusconiego, i kataloguje tylko jego niektóre sekscesy. Guzzanti jest ojcem dwojga niezwykle utalentowanych i wybitnych dzieci-artystów Sabiny i Corrado (nieocenionych mistrzów satyry politycznej).
Włoski dziennikarz i pisarz zaczynał jako lewicowy intelektualista, ale później uwierzył w liberalną rewolucję Berlusconiego i wszedł do parlamentu jako poseł jego partii. Niestety jego kariera polityczna zakończyła się niechlubnie. Paolo Guzzanti był przewodniczącym komisji parlamentarnej zajmującej się ustaleniem, kto w okresie zimnej wojny szpiegował dla KGB, a jego głównym informatorem był Mario Scaramella — Włoch zamieszany w sprawę Aleksandra Litwinienki. Zdaje się, że szukano haków na Prodiego...
Wracając jednak do pouczającej lektury „Kurwokracji" — Guzzanti opowiada w niej jak podczas jednego z kongresów Forza Italia, Berlusconi po zejściu z trybuny podszedł do niego i zapytał: „Widziałeś jaka laska przeszła koło ciebie? Klepnąłeś ją przynajmniej w d...?" Przy innej okazji prawicowy lider Włoch wyjawił autorowi książki swój wielki projekt polityczny: „osłabić, a później wyeliminować całą klasę polityczną kraju i zastąpić ją młodymi, pięknymi panienkami". Wydaje się to absurdalne... Berlusconi jednak swój projekt zaczął wdrażać w życie. Na jednym z przedostatnich kongresów Ludu Wolności przed rozłamem i odejściem Gianfranco Finiego, w pierwszych sześciu rzędach, zamiast liderów partii, siedziały młode panienki i śpiewały partyjny hymn: „Jakie to szczęście, że mamy Silvia!"
Guinness dla premiera
Trudno się już doliczyć procesów i dochodzeń ciążących na Berlusconim, ale na pewno to rekord godny Księgi Guinnessa. Jedni twierdzą, że jest ich 16, inni, że przynajmniej 25. Premier Włoch był już oskarżany niemal o wszystko: korupcja, przekręty
finansowe, mafia, współudział w zamachach,
oszukiwanie fiskusa, przemyt narkotyków, łapówki,  nielegalne finansowanie partii politycznych...  Aktualnie Berlusconiemu grozi 5 procesów. Jak do tej pory najbogatszy Włoch uniknął wyroków skazujących. W niektórych procesach został
uniewinniony, inne uległy przedawnieniu, niektóre zarzucane przestępstwa zostały objęte amnestią — przede wszystkim jednak, od kiedy Silvio Berlusconi wszedł do polityki, udało mu się przeforsować kilka ustaw ad personam, które chroniły go przed sędziami i pozwalały nie stawiać się w sądach. Dwie ustawy (tzw. „lodo schifani" i "lodo Alfano"), zawieszały wszelkie procesy w stosunku do najwyższych przedstawicieli państwa na okres trwania ich kadencji. Obie ustawy, które były tarczą Berlusconiego przez jakiś czas, niestety zostały uznane za niekonstytucyjne, gdyż łamały zasadę równości wszystkich obywateli wobec prawa. Został wymyślony kolejny kruczek prawny: „uzasadniona nieobecność", który pozwalał włoskiemu premierowi nie stawiać się w sądzie, ze względu na zajęcia związane z pracą rządu: posiedzenia Rady Ministrów, obrady Parlamentu, wizyty zagraniczne, itp. Praktycznie premier nie miał czasu być sądzony, gdyż był zawsze zajęty. Również i ta ustawa została w części uznana przez Trybunał Konstytucyjny za niezgodną z konstytucją w dniu 13 stycznia 2011 r. Dzień później na Pana B., jak grom z jasnego nieba, spadły nowe oskarżenia: korzystanie z usług nieletniej prostytutki oraz wymuszenie na urzędnikach państwowych.
Bratanica Mubaraka
Skandale seksualne Berlusconiego też trudno policzyć — ten chyba jednak jest najgrubszy. Pierwsza bomba wybuchła pod koniec października ub.r., choć wszystko zaczęło się 27 maja 2010 r., kiedy to szef policji w Mediolanie Pietro Ostuni otrzymał w środku nocy telefon z gabinetu premiera, z nakazem, by zwolnić „bratanicę Mubaraka" (prezydenta Egiptu). Zaledwie siedemnastoletnia Marokanka Karima Mahroug, pseudonim „Ruby", została zatrzymana przez policję, gdyż jej współlokatorka, brazylijska prostytutka, oskarżyła ją o kradzież 3 tys. euro i biżuterii. Ponieważ dziewczyna była niepełnoletnia i zgodnie z prawem powinna być zatrzymana lub oddana do domu pomocy społecznej, premier przysłał osobę, która miała się nią zaopiekować. Była nią Nicole Minetti — była higienistka stomatologiczna Berlusconiego, która najpierw próbowała zrobić karierę w jego telewizji jako subretka, a później dostała się do samorządu regionu Lombardii, startując z zamkniętej listy premiera. Po odebraniu siedemnastolatki, była higienistka zostawiła ją pod opieką brazylijskiej prostytutki Michele Coincecao, która to zresztą zawiadomiła włoskiego szefa Rady Ministrów, dzwoniąc na jego prywatny numer komórkowy. Wymuszenie na urzędnikach państwowych — to jeden z zarzutów jaki mediolańska prokuratura postawiła Berlusconiemu.
Bunga-bunga i Ulica Orgietki
Wydawało się, że sprawa ucichnie po interwencji ministra sprawiedliwości Roberto Maroniego w parlamencie, który zapewniał, że premier nie popełnił żadnego wykroczenia. Tymczasem prokuratura w Mediolanie (ta sama, która w latach 90-tych zainicjowała „Czyste ręce") prowadziła śledztwo, kontrolując telefony wszystkich panienek Berlusconiego. Prokuratorzy przekazali komisji parlamentarnej kilkaset stron zawierających wyciągi telefoniczne podsłuchiwanych rozmów, z prośbą o autoryzację nakazu przeszukania biura Giuseppe Spinelli - osobistego kasjera Berlusconiego. Te oczywiście dostały się do prasy.
Na podstawie podsłuchów wygląda na to, że premier Włoch organizował dość często kolacje w swojej willi wArcore (prywatne posiadłości premiera są uznawane za obiekty rządowe), zapraszając na nie młode i piękne dziewczyny różnej narodowości. Obdarzał je klejnotami mniejszej lub większej wartości, wybierając najczęściej ozdoby w formie motyli, a także dawał im różne sumy pieniędzy. Po kolacji, na której Berlusconi czasami śpiewał i prawił komplementy swoim wybrankom, wszyscy przechodzili do sali będącej skrzyżowaniem prive i dyskoteki, gdzie paliło się nastrojowe czerwone światło i znajdowała się rura do lap dance. Tu odbywał się rytuał zwany „bunga-bunga". Dziewczyny rozbierały się, tańczyły prawie nagie, eksponując piersi (najczęściej po interwencji chirurgicznej), często udając stosunki lesbijskie i przymilając się do gospodarza domu. W garderobach w prive, znajdowały się seksowne stroje pielęgniarek i policjantek, wktóre przebierały się eskort, gdyż Berlusconi uwielbiał gry erotyczne, podczas których go badano lub aresztowano. Później premier wybierał sobie jedną lub dwie, które zostawały na noc i szły z nim na górę do sypialni. Jak wynika z podsłuchów i zeznań — eskort rywalizowały ze sobą, aby zostać faworytką wieczoru. Jedna z prostytutek — Nadia Macre, która przyznaje się oficjalnie do swojego zawodu, opowiedziała, że pewnego razu Berlusconi odbył stosunek seksualny z przynajmniej pięcioma dziewczynami. Niezły rekord jak na 75-letniego pana. Fakt wydaje się „fizycznie" nieprawdopodobny i eskort nie jest wiarygodna także co do innych faktów. Organizacją haremu premiera zajmował się Emilio Fede - jeden z dyrektorów telewizji Berlusconiego (który wybierał dziewczyny na konkursach piękności i na próbach w TV) oraz Lele Mora — znany agent show biznesu, zamieszany już w podobne afery.
Premier gościł niektóre wybranki w apartamentach w wybudowanym przez siebie luksusowym osiedlu mieszkaniowym Milano 2. Pieniądze na czynsz, sprzątaczkę oraz zakupy wypłacał kasjer Spinelli, oczywiście autoryzowany przez szefa. Apartamenty goszczące „pupy Berluski" znajdowały się przy via Olgettina, którą media przechrzciły już na via Orgettina — Ulicę Orgietki.
Nad wszystkim czuwała higienistka Nicole Minetti, która w ramach pracy radnej lomardzkiego samorządu, organizowała dziewczyny, opłacała ich rachunki, rozwiązywała nieprzyjemne sytuacje wynikające z rywalizacji wybranek w haremie i sama brała czynny udział w „bunga-bunga".
Nicole Minetti, Lele Mora i Emilio Fede są oskarżeni o stręczycielstwo. W aferę jest zamieszanych 10 dziewczyn.
Seks z nieletnimi i łóżko Putina
Choć to rząd Berlusconiego zaostrzył niedawno ustawę o prostytucji i Silvio Berlusconi padł niejako ofiarą samego siebie, to nierząd we własnym domu nie jest jeszcze wykroczeniem we Włoszech. Premierowi Włoch zarzuca się jednak seks z nieletnią prostytutką marokańską Karimą Mahroug, za co grozi kara od 6 do 12 lat więzienia. Choć Ruby, która niedawno osiągnęła pełnoletniość, zaprzecza publicznie, że miała stosunki seksualne z Panem B. i jej opowieści o relacjach z premierem są niejasne, to jednak prokuratorzy są przekonani na podstawie lokalizacji jej telefonu, że nieletnia była w rezydencji Berlusconiego w 2010 r. przynajmniej 6 razy, pozostając także na noc: 14 lutego w Walentynki, 4-5 kwietnia w Wielkanoc, 24- 25 i 26 kwietnia, 1 maja. Co ciekawe, w nocy z 24 na 25 kwietnia w prywatnej rezydencji Berlusconiego spał także premier Rosji Władimir Putin. Panowie podpisywali jakiś kontrakt energetyczny — do końca nie wiadomo, czy pół-prywatnie, czy pół-państwowo. Być może właśnie takie okazje miała na myśli dyplomacja amerykańska donosząc do Waszyngtonu o „dzikich nocach" premiera Włoch i zażyłej przyjaźni z premierem Rosji, w dokumentach opublikowanych przez WikiLeaks.
Prokuratorzy włoscy muszą jednak jeszcze udowodnić prostytucję z nieletnią, pod warunkiem oczywiście, że premier stanie kiedyś przed sądem. Jak na razie jednak, choć nie chroni go już żadna tarcza ustawowa i pierwsze przesłuchanie było wyznaczone w weekend 21-23 stycznia, adwokaci Berlusconiego zdecydowali, że nie pojawi się on na nim, kwestionując kompetencje terytorialne mediolańskiego trybunału. Chcą aby premier był sądzony przez komisję sejmową. Czy jednak „bunga-bunga" to afera państwowa? Jak widać włoskiemu sułtanowi nie ma czego zazdrościć w obecnej sytuacji, zwłaszcza, że zdaje się, iż Ruby za milczenie zażądała 5 milionów euro, a z rejestru finansowego, jaki policja znalazła w jej domu wynika, że otrzymała 4,5 miliony. Mowa jest srebrem, a milczenie złotem...
To nie pierwsza wpadka premiera Włoch z nastolatką i z prostytutkami. W 2009 r., Berlusconi był podejrzewany o romans z siedemnastoletnią neapolitanką Letizią Noemi — historia, która stała się jedną z przyczyn rozwodu z żoną Veronicą Lario. Nieletnią premierowi przedstawił Emilio Fede. Już wtedy była żona alarmowała, że lider Ludu Wolności obsadził listy wyborcze subretkami. „Mój mąż jest chory", „Nie mogę żyć z mężczyzną, który bywa z nieletnimi" — tak Lario tłumaczyła w komunikacie dla agencji prasowej ANSA swoją decyzję o rozwodzie, dodając: „Ktoś napisał, że wszystko to służy rozrywce imperatora. Podzielam to zdanie. To, o czym czytamy w gazetach jest gnojem. Wszystko w imię władzy. Dziewice, które oddają się smokowi, aby zdobyć sukces i rozgłos. I nie wiadomo dlaczego — cały kraj pozwala na wszystko imperatorowi i wszystko mu wybacza..."
Już w 2008 r. wybuchł jeden skandal dotyczący rekrutacji prostytutek dla premiera, na imprezki w jego rezydencjach w rzymskim Pałacu Grazioli i w willi Certosa na Sardynii. Bohaterką była wtedy Patrizia D'Addario — eskort z Apulii, która opowiedziała o ekscesach seksualnych w wielkim matrymonialnym łożu, jakie Putin podarował Berlusconiemu i które stoi w jego sypialni w willi na Sardynii. Teraz prostytutka z Apulii ma zamiar rozpocząć karierę polityczną.
Jest także trzecia niepełnoletnia, oprócz Noemi i Ruby, którą włoska prokuratura wskazuje wśród wybranek imperatora. To brazylijska prostytutka Iris Berardi, która uczestniczyła w „bunga- bunga" organizowanych w willi premiera.
Kto jest bez grzechu niech pierwszy rzuci kamień...
Z poprzednich skandali seksualnych udało się wywinąć włoskiemu sułtanowi, ale jak widać Berlusconi jest niereformowalny. Silvio nie ma zamiaru podać się do dymisji i atakuje jak zwykle sędziów włoskich, twierdząc, że „czerwone togi" chcą dokonać zamachu stanu. Przekonuje Włochów, że to kolejny skandal medialny, który rozdmuchała wroga prasa i telewizja, i jak zwykle udaje świętego...
Pod koniec ubiegłego roku, premier przetrwał poważny kryzys parlamentarny kupując zaufanie kilku posłów. Pomiędzy jednym a drugim „bunga-bunga" znalazł też czas na obiad z watykańskim sekretarzem stanu kard. Tarcisio Bertone. Cel był prosty: w przypadku przedterminowych wyborów, oderwać katolików Cassiniego od laickiej prawicy Finiego i pomóc wygrać Berlusconiemu. Jednak w sprawie „Ruby-gate" zarówno Watykan, sam papież, a także Konferencja Episkopatu Włoch skrytykowały mocno włoskiego premiera, przypominając obowiązki wynikające z włoskiej konstytucji: „kto pełni funkcje publiczne musi prowadzić godne życie". Umberto Bossi — lider Ligi Północnej odpowiedział najwyższym głowom Kościoła: „Łatwo im mówić..." — co miało znaczyć „kto jest bez grzechu, niech pierwszy rzuci kamień" i przypomnieć, że Watykan powinien zająć się swoimi aferami pedofilskimi.
Najnowszy skandal seksualny premiera Włoch obiegł media całego świata. Zagraniczna prasa dziwiła się jednak nie Berlusconiemu, lecz Włochom... Popularność Berlusconiego nie spada i utrzymuje się na poziomie 31%. Więc jeśli odbyłyby się przedterminowe wybory lider Ludu Wolności pewnie je znowu wygra... Czemu się jednak dziwić, skoro w machistowskim włoskim społeczeństwie nadal panuje przekonanie, że "lepiej robić bunga-bunga niż być pedałem" — jak to ujął trafnie jeden z prawicowych polityków Maurizio Gasparri. Większość młodych dziewczyn wolałaby „bunga-bunga" z premierem, niż miesiąc ciężkiej pracy. Większość rodziców nie miałaby nic przeciwko temu, aby ich córka (nawet niepełnoletnia) była narzeczoną imperatora...
Cały kraj pozwala na wszystko imperatorowi i wszystko mu wybacza... Dlaczego? Bo Berlusconi skorumpował Włochów!
Szkoda, że Paolo Guzzanti przejrzał na oczy tak późno, ale nie można mu odmówić ostrości widzenia — to jest „kurwokracja" i nie da się tego nazwać inaczej...
Agnieszka Zakrzewicz

Knebel po włosku


Od 1994 r. – czyli od momentu, w którym włoski premier Silvio Berlusconi rozpoczął karierę polityczną – Włochy stały się krajem permanentnego i nierozwiązywalnego konfliktu interesów, który odbija się na mediach. Rodzina Berlusconich jest właścicielem stacji telewizyjnej Mediaset mającej trzy kanały, wydawnictwa Mondadori oraz wielu gazet, które albo posiada, albo kontroluje wydawnictwo (np. Il Giornale, il Foglio, Panorama, Chi, Oggi, Focus, Cosmopolitan – łącznie 40 czasopism). Po objęciu przez Silvia Berlusconiego funkcji premiera – pod jego wpływ dostała się także włoska telewizja publiczna. Od lat premier wywiera presje na przychylnych mu dziennikarzy, obsadza Radę Krajową TV i redakcje dzienników swoimi ludźmi oraz walczy z niewygodnymi dziennikarzami, domagając się publicznie ich zwolnienia. Fenomen włoski jest godny omówienia, aby przyjrzeć się temu jak „miękka dyktatura“ – używając określenia Indro Montanelliego – zdobyła i konsoliduje władzę dzięki mediom.

Edykt bułgarski

zwany także „dyktatem z Sofii“, jest nazwą używaną w debacie politycznej Włoch, odnoszącą się do wystąpienia premiera Silvia Berusconiego z dnia 18 kwietnia 2002 r., podczas wizyty oficjalnej w stolicy Bułgarii. W czasie konferencji prasowej, Berlusconi oskarżył trzech dziennikarzy włoskich, którzy krytykowali jego politykę, o „posługiwanie się telewizją w sposób przestępczy“. Byli to Enzo Biagi, Michele Santoro i Daniele Luttazzi.
„Ten Biagi i ten… jak on się nazywa? Santoro… I ten trzeci Luttazzi – posługują się telewizją publiczną, utrzymywaną z pieniędzy nas wszystkich, w sposób przestępczy. Myślę że jest obowiązkiem nowego zarządu, aby coś takiego nie miało miejsca“ – tak brzmiały słowa Berlusconiego.
Wystąpienie nowego premiera zostało zinterpretowane przez opozycję oraz szeroką rzeszę społeczeństwa włoskiego jako wyrażenie osobistej antypatii oraz woli politycznej, aby te trzy osoby w telewizji nie pracowały. Trzech dziennikarzy zostało szybko usuniętych z RAI.

Enzo Biagi

wraz z Indro Montanellim jest uważany za nestora dziennikarstwa włoskiego. Urodzony w 1920 r., Enzo Biagi poświęcił mediom swoje życie. Został uznany za najpopularniejszego włoskiego dziennikarza XX wieku, piastował funkcję dyrektora wielu gazet, był autorem licznych książek i programów telewizyjnych. Pracował w RAI od 1961 r. Jego największym sukcesem stał się program „Fakt“, transmitowany od 1995 r. zaraz po wieczornym dzienniku telewizyjnym jedynki i mający najwyższą oglądalność.
Tuż przed majowymi wyborami w 2001 r., kiedy ważyły się losy powrotu Berlusconiego do władzy, znany toskański komik Roberto Benigni, w wywiadzie udzielonym Biagiemu w programie „Fakt“ skomentował ironicznie konflikt interesów magnata oraz „Umowę notarialną z Włochami“, którą przyszły premier podpisał w innym programie telewizyjnym „Drzwi w drzwi“. Nieco wcześniej - w marcu tego samego roku, Indro Montanelli podczas jednego ze swoich ostatnich wywiadów udzielonych przed śmiercią powiedział w programie Biagiego, że Berlusconi to wirus, który zaatakuje i zniszczy Włochy, i że jego rządy będą „miękką dyktaturą“ opartą na korupcji.
Po „edykcie bułgarskim“, nowy zarząd włoskiej telewizji państwowej nominowany z woli prawicowej partii Berlusconiego, która wygrała wybory, zdjął z anteny program „Fakt“. Biagi odszedł z telewizji w grudniu 2002 r. Kontynuował swoją pracę dziennikarską w gazetach „Corriere della sera”, „L’Espresso”, „La Repubblica” i innych mediach nie należących do rodziny Berlusconich. Spotkało go jeszcze kilka przykrości za krytykę premiera. Nestor włoskiego dziennikarstwa wrócił do telewizji dopiero po 5 latach, kiedy w 2006 r, wybory wygrała lewica. W jednym z pierwszych odcinków swojego nowego programu przeprowadził wywiad z Roberto Saviano – autorem „Gomorry“, na temat powiązań mafii z polityką. Niestety powrót na antenę trwał krótko – Biagi zmarł w wieku 87 lat w listopadzie 2007 r.

Daniele Luttazzi

rozpoczynając karierę telewizyjną był uważany za jednego z największych współczesnych satyryków włoskich. Jego program satyryczno-polityczny „Satyrykon“ cieszył się ogromnym powodzeniem i bił rekordy oglądalności, aż do odcinka, w którym to Luttazzi zaprosił do studia „niewygodnego dziennikarza” Marco Travaglio, aby porozmawiać o jego nowej książce „Zapach pieniędzy“, ujawniającej prawdziwe kulisy kariery finansowej Silvia Berlusconiego. Podczas programu, włoska opinia publiczna usłyszała po raz pierwszy to, co było sednem książki – a mianowicie historię o stajennym Berlusconiego – Vittorio Mangano, będącym członkiem mafii i o jego powiązaniach z Marcello Dell'Utrim – prawą ręką Berlusconiego.
Po „edykcie bułgarskim“ Luttazzi został oddalony z telewizji – oficjalnie jednak z innego powodu. Jego głównym grzechem miało być to, że powąchał na wizji majtki znanej aktorki Anny Falchi oraz symulował, że robi kupę.
 Przez wiele lat satyryk występował tylko w teatrze oraz realizował własne produkcje DVD rozprowadzane w drugim obiegu. Luttazzi wrócił do telewizji w 2007 r. z programem „Dekameron“. Niestety jego ostry język nie wytrzymał konfrontacji z telewizyjną poprawnością polityczną. W jednym z odcinków „Dekamerona“ powiedział: „że aby znieść wizję okropności wojny w Iraku, zamyka oczy i wyobraża sobie w jednej wannie Berlusconiego z Ferrarą (dyrektor prawicowego dziennika „Il Foglio” – przyp. aut.), którym sika na głowę Dell'Utri (senator i wspólnik Berlusconiego, skazany w pierwszej instancji za powiązania z mafią – przyp. aut) oraz sra w gardło Previtiemu (adwokat Berlusconiego skazany za korupcję)”. No cóż – należy zachować granice dobrego smaku, zwłaszcza na wizji..
Luttazzi pożegnał się z telewizją na zawsze. Swoim dowcipem wspomaga włoską lewicową prasę drugiego obiegu oraz media internetowe. Pisze dla nowo powstałej włoskiej gazety lewicowej „Il Fatto Quotidiano” (Fakt codzienny) http://www.ilfattoquotidiano.it/ oraz  wspiera popularny blog „Chiarelettere” (Jasne litery) http://www.chiarelettere.it/ założony przez Travaglia, Gomeza, Corriasa (także nowe prestiżowe wydawnictwo włoskie). 25 marca 2010 r. Luttazzi brał udział w przedsięwzięciu medialnym „RAI przez jedną noc“ zorganizowanym przez dziennikarzy włoskich jako protest przeciwko kneblowaniu mediów.
W swoim monologu Luttazzi przyrównał relację między Włochami a premierem Silvio Berlusconim do stosunku analnego i zakończył „edyktem bułgarskim“: „Ten Minzolini (dyrektor włoskiej jedynki – przyp. aut) i ten… jak on się nazywa? Masi (dyrektor RAI – przyp. aut)… I ten trzeci Berlusconi – posługują się telewizją publiczną, utrzymywaną z pieniędzy nas wszystkich, w sposób przestępczy“.

Michele Santoro

zaczął swoją karierę telewizyjną już jako człowiek lewicy, związany w młodości z włoską Partią Komunistyczną. W 1987 r. rozpoczął pracę dla trzeciego kanału telewizji publicznej od autorskiego programu „Samarcanda“, który odniósł olbrzymi sukces. Realizował kolejne programy „Czerwone i czarne“, „Na żywo“. Popularność Santoro była tak wielka, że w 1996 r. przeszedł do telewizji Berlusconiego – Mediaset, gdzie prowadził nowy program autorski „Moby Dick“. Niestety już wtedy zaczęły się pierwsze konflikty pomiędzy dziennikarzem chcącym zachować niezależność i magnatem telewizyjnym chcącym rządzić Włochami. W 1999 Santoro wrócił do telewizji publicznej z programem „Cyrk“, a w rok później rozpoczął nową serię „Zielony promień“. Wtedy na dobre zaczęły się problemy z Berusconim. Powodem był jeden z odcinków w marcu 2001 r., w którym Santoro mówił o książce Marco Travaglio i o powiązaniach Marcella Dell’Utrirgo z mafią. Prawicowa partia Forza Italia sześciokrotnie wystąpiła do zarządu telewizji publicznej o ukaranie dziennikarza i zamknięcie programu telewizyjnego. Santoro został zwolniony. Kandydował do Parlamentu Europejskiego i został wybrany na europarlamentarzystę. W 2005 r. zwrócił się do Sądu Pracy i  wytoczył proces telewizji o niezasadne zwolnienie z pracy, który wygrał. Sąd skazał telewizję publiczną na wypłacenie dziennikarzowi odszkodowania w wysokości 1.400.000 euro i przywrócenie go na wizję. Santoro wrócił do telewizji w 2006 r., po wyborach wygranych przez Romano Prodiego i rozpoczął nowy program „Rok Zero“. Stałymi współpracownikami dziennikarza są Marco Travaglio – autor wielu książek ujawniających afery aktualnego premiera, Vauro – znany rysownik o bardzo cierpkim dowcipie, Sandro Ruotolo – dziennikarz z Neapolu zajmujący się od lat problemami mafii.

Powrót Berlusconiego i nowe presje

Po upadku rządu Prodiego i przyśpieszonych wyborach w kwietniu 2008 r., w których Berlusconi zwycięża po raz trzeci, zaczynają się nowe presje na zarząd telewizji publicznej, aby zamknąć program. Michele Santoro otrzymuje etykietkę „dziennikarza niewygodnego“, który jest stronniczy. Wydaje się, że tematy jego programów przeszkadzają już wszystkim. Jeden z kontrowersyjnych odcinków „Roku Zero” był poświęcony emigrantom przetrzymywanym w obozach przejściowych, jak w więzieniu. W innym odcinku Santoro pokazał manifestacje organizowane przez włoskiego komika Beppe Grillo – pod wymownym skrótem V-Day (Vafanculo Day – czyli dzień, w którym politykom mówi się spierdalać!). W jeszcze innym - w styczniu 2009 r., podczas zaostrzenia się konfliktu izraelsko-palestyńskiego Santoro pokazał wojnę na Bliskim Wschodzie od strony ofiar palestyńskich, co wywołało protest ambasadora Izraela we Włoszech.
W marcu 2010 r. prokuratura w Trani otworzyła dochodzenie dotyczące podsłuchów rozmów telefonicznych pomiędzy premierem Silvio Berlusconim i dyrektorem RAI 1 - Augusto Minzolinim, podczas których szef rządu włoskiego domagał się zamknięcia programu „Rok Zero” i usunięcia niewygodnych dziennikarzy z telewizji.
Michele Santoro już dwa razy otrzymał listy z pociskami w środku – raz w czerwcu 2009 r. koperta była adresowana bezpośrednio na jego nazwisko, drugi raz na początku maja 2010 r. jego nazwisko znalazło się wśród osób (głównie prokuratorów Antymafii), którym grożono w liście skierowanym do redakcji dziennika „La Repubblica”.
20 maja 2010 r., po odcinku programu „Rok Zero” dotyczącego skandalu pedofilii w Kościele, podczas którego wypowiadały się publicznie ofiary księży pedofilii we Włoszech i na Malcie – Michele Santoro oznajmił, że odchodzi z telewizji, gdyż jest zbyt zmęczony ciągłą walką na barykadzie. Berlusconiemu pomimo wielu wieloletnich prób nie udało się jednak do końca zakneblować opozycji. Choć media niszowe nie mają i nie mogą mieć takiego wpływu na opinię publiczną jak program polityczny w telewizji – to jedność daje siłę. W ostatnim czasie powstała we Włoszech duża liczba mediów niezależnych (blogi, portale, serwisy społecznościowe), które konkurują z prasą drukowaną, a nawet z telewizją. Media te tworzą sieć przez którą wyraża się włoska opozycja w stosunku nie tylko do partii rządzącej i jej premiera, ale także do „dyktatury medialnej“ jaka panuje we Włoszech.

RAI przez jedną noc

czyli „raiperunanotte“ to tytuł jednorazowego programu wymyślonego przez Michele Santoro i zrealizowanego przez Krajową Federację Dziennikarzy Włoskich, który był fenomenalnym eksperymentem medialnym w skali Włoch, a także w skali światowej. Po wprowadzeniu cenzury prewentywnej przed wyborami regionalnymi we Włoszech, w kwietniu br. (Rada Nadzorcza Telewizji Włoskiej zawiesiła przez miesiąc wszystkie programy telewizyjne poświęcone polityce, tracąc na tym 7 mln euro) – dziennikarze włoscy postanowili obejść telewizję i partie, aby własnymi siłami stworzyć program telewizyjny, który po raz pierwszy nie będzie transmitowany przez kanały tradycyjne, lecz z wykorzystaniem Internetu oraz telewizji lokalnych i przy wsparciu serwisów społecznościowych.
W hali PalaDoza w Bolonii zostało odtworzone studio telewizyjne programu „Rok Zero”. Bilety na 5700 miejsc sprzedano w cenie symbolicznej po 2,5 euro. Przed halą i na wielu placach miejskich Włoch stanęły duże ekrany. Program powstał dzięki 50 tys. odbiorców RAI, którzy pokryli koszty produkcji. Dzięki telewizjom lokalnym oraz SKY TG24 (należącej do Ruperta Murdocha), Current Tv (należącej do All Gora), Rai News 24, Tv-Rete 7, YouDem Tv (telewizja włoskiej Partii Demokratycznej) – program cenzurowany przez telewizję publiczną obejrzało ponad 1 mln widzów. Blisko 300 tys. osób obejrzało go na żywo przez Internet, także dzięki portalom dzienników „La Repubblica” i „Corriere della sera”. Oglądalność osiągała od 15 do 35 procent shere.  Fragmenty programu były pokazywane przez wiele telewizji świata – w tym przez CNN i BBC. Szacuje się, że pod względem oglądalności program osiągnął piąte miejsce w historii mediów światowych i uplasował się na pierwszym miejscu w Europie. Dziś Santoro prowadzi swój program autorski „Servizio Pubblico” (Serwis Publiczny) na kanale La7 – w telewizji prywatnej, do której przeszła większość „niewygodnych” włoskich dziennikarzy. Program narodził się właśnie z tego eksperymentu medialnego.


Fakt codzienny

od 23 września 2009 r. wychodzi we Włoszech nowy dziennik lewicowy „Il Fatto Quoidiano”. Pojawienie się gazety na rynku było poprzedzone długim okresem przygotowań i prób w Internecie. Dziennik narodził się w zasadzie z blogu osobistego Marco Travaglio „Przed faktem“ oraz z blogu „Chce wysiąść“. Wybór nazwy gazety to odwołanie się do najlepszej tradycji dziennikarstwa włoskiego i pokłon w kierunku Enzo Biagiego oraz jego autorskiego programu „Fakt“, podczas gdy logo gazety – dziecko z megafonem – zostało zainspirowane logiem dziennika „Voce“ (Głos), założonego przez Indro Montanelliego, którego Travaglio był uczniem i współpracownikiem. Od lutego 2010 r. gazeta ma także niedzielny dodatek satyryczny „Misfatti“. Redaktorem naczelnym jest Antonio Padellaro – były wieloletni szef lewicowego dziennika „L’Unità”. Walter Veltroni, który na krótko został liderem włoskiej Partii Demokratycznej, inspirując się Barakiem Obamą dokonał wielu zmian, które później okazały się nieszczęśliwe dla włoskiej lewicy, prowadząc ją do klęski wyborczej.  W ramach demokratyzacji partii i przesuwaniu ciężaru politycznego z lewej ku centrum – Veltroni zmienił dyrektora dziennika „L’Unità” powierzając to stanowisko kobiecie Concettcie De Gregorio. Wielu dziennikarzy odeszło wtedy z historycznej lewicowej gazety włoskiej i stworzyło wspólnie „Il Fatto Quotidiano“.

Agnieszka Zakrzewicz

Pomarańczowa rewolucja po włosku


Berlusconiemu udało się wreszcie wskrzesić komunistów. Premier tak długo straszył Włochów „Czerwonymi Brygadami”, które zagnieździły się w mediolańskiej prokuraturze, że wreszcie na placu przed katedrą w Mediolanie załopotały czerwone flagi z podobizną Che Guevary. „Wyzwoliliśmy Neapol i zdobyliśmy Mediolan! Następny cel to pałac Chigi!”, krzyczał euforycznie na Piazza Duomo Nichi Vendola, gubernator prowincji Apulia, lider partii Lewica, Ekologia, Wolność, były postkomunista i zdeklarowany gej z kolczykiem w uchu. Pod względem politycznym wybory samorządowe we Włoszech to spektakularna klęska rządzącej centroprawicy i samego Silvia Berlusconiego, który przekształcił je w swój plebiscyt.



Wiatr z lewej strony


W rzeczywistości w Mediolanie i Neapolu dominował nie kolor czerwony, lecz pomarańczowy – użyty jako symbol wyborczy przez nowych burmistrzów, którzy wygrali drugą turę wyborów samorządowych, odbywającą się 29 i 30 maja br. Place zapełniły się pomarańczowymi czapeczkami i podkoszulkami, niczym na Ukrainie w 2004 r. Adwokat Giuliano Pisapia, były postkomunista, kandydat partii Lewica, Ekologia, Wolność, konkurował w Mediolanie z dotychczasową prawicową burmistrz Letizią Moratti z Ludu Wolności, a były prokurator Luigi de Magistris z partii Włochy Wartości kierowanej przez Antonia Di Pietro walczył z biznesmenem Giannim Lettierim z partii Berlusconiego. Pierwsza tura wyborów odbywała się dwa tygodnie wcześniej.
Lewica ma teraz 29 burmistrzów i prezydentów prowincji, a prawica tylko 12. W większości dużych miast: Mediolanie, Neapolu, Turynie, Bolonii, Cagliari, Trieście, a także w mniejszych: Novarze, Pordenone, Crotone, Grosseto, Rimini są władze centrolewicowe. Berlusconi ma „komunistów” nie tylko w gminie Arcore, gdzie znajduje się jego willa, lecz także na Sardynii, gdzie ma olbrzymią rezydencję letnią. Tu rządzi teraz Massimo Zedda – najmłodszy, 35-letni burmistrz, także z partii Lewica, Ekologia, Wolność. W Turynie już w pierwszej turze wyborów wygrał Piero Fassino – były przewodniczący Demokratów Lewicy i minister w rządzie Romana Prodiego. W wyborach administracyjnych dobrze wypadł też Fioletowy Lud – założony przez włoskiego komika Beppe Grilla antypolityczny ruch społeczny, który zdobył wiele miejsc w samorządach lokalnych, wystawiając swoich kandydatów niezależnych.
Choć w drugiej turze frekwencja spadła z 72% do 60%, wybory te oznaczają, że Włosi dojrzewają do politycznej zmiany. „Wiatr zaczyna wiać z lewej strony”, twierdzą komentatorzy polityczni. Także w szeregach centroprawicy, zwartych do tej pory wokół premiera, słychać po raz pierwszy głosy niezadowolenia i krytyki. Czuć atmosferę id marcowych, choć nie wiadomo jeszcze, kto wystąpi w roli Brutusa. Włosi są znani z tego, że potrafią szybko wskakiwać na wóz zwycięzcy i jeszcze szybciej z niego zeskakiwać, gdy w powietrzu zaczyna się unosić swąd porażki.


Czerwone Brygady i Cyganopolis


Od zawsze we wszystkich wyborach Silvio Berlusconi jest na pierwszym miejscu list wyborczych, przekształcając w ten sposób rywalizację polityczną w plebiscyt wyrażający poparcie dla jednostki. Tak było i tym razem – choć Letizia Moratti miała walczyć o drugą kadencję prezydentury Mediolanu, kampania wyborcza toczyła się wokół procesów sądowych Berlusconiego, a nie realnych problemów włoskiej stolicy biznesu i mody. Na murach miasta pojawiły się plakaty „Czerwone Brygady, wynocha z prokuratury!”, a premier urządzał wiece polityczne po każdym wyjściu z sali sądowej, sprowadzając na tę okazję klakierów ze swojej partii.
Mediolańczykom nie przypadła do gustu kampania centroprawicy – krzykliwa, oparta na atakach na sędziów, którzy sądzą premiera, a przede wszystkim pełna chwytów poniżej pasa. W konfrontacji telewizyjnej Moratti powiedziała na kilka minut przed końcem programu, że Pisapia jest złodziejem samochodów, gdyż w młodości ukradł auto, które posłużyło do porwania i pobicia. Przeciwnik oskarżył ją o zniesławienie, nie podał jej ręki, a wypowiedź skomentował: „Mediolan nie zasługuje na prezydenta, który upada tak nisko”. Ocena wyborców w pierwszej turze była jasna – 48,04% głosów otrzymał Pisapia, 41,58% – Moratti.
Pierwsza przegrana nie zmieniła taktyki centroprawicy, choć pani burmistrz przypomniała sobie, że musi mówić więcej o swoim programie dla miasta. Do ataku przystąpiła także ksenofobiczna Liga Północna, której ludzie Berlusconiego zarzucali zbyt małe zaangażowanie w poparcie kandydatki Ludu Wolności. W całym mieście zawisły plakaty „Mediolan będzie Cyganopolis z Pisapią”, przekonujące, że wybór na burmistrza kandydata centrolewicy oznacza więcej obozów cygańskich i budowę największego meczetu w Europie. Pojawiło się też kilku fałszywych Cyganów urządzających prowokacje i podszywających się pod sztab centrolewicy. Przegrana była więc szokiem dla centroprawicy, zwłaszcza tak wysoka – Giuliano Pisapia otrzymał 55% głosów.
„Czy ty się nigdy nie śmiejesz?”, premier Włoch w lokalu wyborczym, w którym głosował, zapytał dziewczynę z komisji, która przywitała go chłodno. „Uśmiecham się tylko do przyjaciół i do tych, których cenię!”. Po ogłoszeniu wyników zdjęcie uśmiechniętej Cecylii świętującej na placu zwycięstwo lewicy stało się hitem na Facebooku.


Lewica z burżuazyjną twarzą


Kim jest niepozorny mediolański adwokat, który wygrał z Berlusconim w jego rodzinnym mieście, i kto na niego głosował? Giuliano Pisapia był obrońcą Abdullaha Öcalana, reprezentował rodzinę Carla Giulianiego – antyglobalisty zabitego podczas G8 w Genui w 2001 r. Bronił zawsze lewicowych działaczy politycznych i związkowców. Przede wszystkim jednak był adwokatem Carla De Benedettiego – biznesmena, który procesuje się z Berlusconim o wydawnictwo Mondadori. To Pisapia w 2007 r. zażądał od Berlusconiego odszkodowania w wysokości 1 mld euro, o którym włoski sąd ma zadecydować w najbliższym czasie.
60-letni adwokat rozpoczął działalność polityczną prawie 40 lat temu w partii ekstremalnej lewicy Demokracja Proletariacka i był posłem Odrodzenia Komunistycznego. Podczas kryzysu parlamentarnego w 1998 r. wbrew własnej partii głosował za udzieleniem wotum zaufania rządowi Prodiego. W 2010 r. dzięki poparciu Lewicy, Ekologii, Wolności wygrał lewicowe prawybory na kandydata na burmistrza Mediolanu, wyprzedzając reprezentanta Partii Demokratycznej.
Pomimo próby prawicy przedstawienia Pisapii jako komunistycznego ekstremisty na adwokata głosowali przede wszystkim intelektualiści, mediolańska klasa średnia i młodzież. Obrońca Öcalana może i jest politycznym radykałem, ale zawsze pozostanie synem burżuazji, który waży słowa i jest realistą, choć nie boi się prowokacyjnych gestów. Nic więc dziwnego, że nowemu burmistrzowi nie przypadło do gustu przemówienie jego sponsora politycznego, gubernatora Apulii, który świętując zwycięstwo na placu przed katedrą, mówił o zdobyciu Mediolanu oraz proponował braterski uścisk z Cyganami i muzułmanami.
Nichi Vendola jest niepoprawnym utopistą, wierzącym w braterską miłość pomiędzy ludźmi i narodami. W wieku 14 lat zapisał się do Federacji Młodych Komunistów działającej przy Włoskiej Partii Komunistycznej, później był parlamentarzystą Odrodzenia Komunistycznego. Zaangażował się w działalność Stowarzyszenia Włoskich Lesbijek i Gejów „Arcigay” oraz stowarzyszenia LILA (Włoskiej Ligi Walki z AIDS). W 2005 r. został kandydatem na urząd gubernatora regionu Apulia z ramienia opozycyjnego centrolewicowego bloku Unia, stworzonego przez Romana Prodiego. Tak jak Pisapia wygrał prawybory. Centrowe ugrupowania Unii krytykowały jego kandydaturę, wskazując, że komunista i homoseksualista nie będzie w stanie wygrać w konserwatywnym i religijnym regionie. A jednak udało mu się, a w 2010 r. uzyskał reelekcję. Również w 2010 r. powstała Lewica, Ekologia, Wolność, która wyłoniła się z koalicji pozaparlamentarnych ugrupowań komunistycznych, socjalistycznych i zielonych (Ruch na rzecz Lewicy, Zjednoczenie Lewicy, Demokratyczna Lewica, Federacja Zielonych, Partia Socjalistyczna). Choć Vendola, który został liderem nowego podmiotu politycznego, w jego tworzeniu zastosował taktykę Prodiego, w rzeczywistości Lewica, Ekologia, Wolność powstała jako opozycja do centrolewicowej Partii Demokratycznej, która idzie bardziej w stronę centrum niż w lewo.
Jak widać na przykładzie Apulii i Mediolanu, wyborcy nagrodzili strategię Vendoli, który jest wyrafinowanym politykiem i wielkim oratorem. Homoseksualista z korzeniami komunistycznymi nie ukrywa, że chętnie kandydowałby na premiera Włoch. To byłoby możliwe, gdyby włoska centrolewica ogłosiła demokratyczne prawybory. Kto wie, czy na zasadzie całkowitej opozycji do Berlusconiego lewicowi wyborcy nie postawiliby na premiera z kolczykiem w uchu.


Tort w kształcie mózgu


Trochę trudno zrozumieć entuzjastyczne zapewnienie Vendoli, że Neapol został wyzwolony – bo jeżeli został wyzwolony, to właśnie od centrolewicy, która rządziła miastem i prowincją przez 10 lat (Rosa Russo Iervolino – burmistrz Neapolu w latach 2001-2011, Antonio Bassolino – gubernator Kampanii w latach 2000-2010) – zwłaszcza że Vendola w pierwszej turze poparł kandydata Partii Demokratycznej. Neapolitańczycy, którzy mają już dość zarówno poprzednich rządów, jak i obietnic Berlusconiego, używającego przed wyborami żołnierzy jako śmieciarzy, tym razem postawili na Luigiego de Magistrisa – człowieka Antonia Di Pietra z partii Włochy Wartości. W pierwszej turze wygrał on z kandydatem Partii Demokratycznej Mariem Morconem i konkurował o fotel burmistrza z Giannim Lettierim z Ludu Wolności. De Magistris, były prokurator, który prowadził we Włoszech niewygodne dochodzenia dotyczące korupcji politycznej, zrezygnował z kariery prokuratorskiej w 2009 r., po uzyskaniu mandatu do Parlamentu Europejskiego.
Również w Neapolu kampania przedwyborcza była ostra. De Magistris zarzucał Lettieriemu, że jego sponsorem politycznym jest Nicola Cosentino – były koordynator Ludu Wolności kandydujący w ubiegłym roku na gubernatora Kampanii i oskarżony o kontakty z kamorrą. W odwecie Carlo Giovanardi, podsekretarz rządu Berlusconiego do spraw rodziny, zaatakował byłego prokuratora, mówiąc, że będzie faworyzował gejów i transseksualistów. „Jeżeli ktoś zagłosuje na pana de Magistrisa, niech po powrocie do domu spojrzy w lustro i powie sobie: jestem mężczyzną lub kobietą bez mózgu”, zalecił w programie telewizyjnym „Drzwi w drzwi” premier Włoch, kierując epitet bezmózgowcy pod adresem neapolitańczyków.
Ci zaś odpłacili mu z nawiązką – w drugiej turze wyborcy centroprawicowi nie poszli głosować, a centrolewicowi oddali na Luigiego de Magistrisa 65,3% głosów. 75-letnia mieszkanka Neapolu, Teresa Paola Cremona di Vailate, złożyła skargę sądową na Berlusconiego za obrazę osobistą. „Radzę Berlusconiemu bardziej szanować Neapol i dziękuję mu za reklamę przedwyborczą, jaką mi zrobił. Za to wyślę mu tort w kształcie mózgu”, powiedział nowy burmistrz Neapolu.
„To jest podwójne zwycięstwo – po pierwsze, nad prawicą, po drugie, jest to zwycięstwo nowej centrolewicy – koalicji, która zjednoczyła się wokół Pisapii w Mediolanie, aby później powtórzyć sukces w drugiej turze w Neapolu – komentował Antonio Di Pietro, dla którego ta wygrana była osobistym sukcesem. – To ja namówiłem de Magistrisa, aby zrzucił togę i zajął się polityką, i teraz, kiedy został burmistrzem Neapolu, czuję się jak ojciec, którego syn osiągnął dojrzałość”.
De Magistrisa czeka trudne zadanie – zrobić porządek w Neapolu, radząc sobie zarówno ze śmieciami, jak i z kamorrą. „Ciekawe, jak to zrobi? Pewnie będzie wywoził śmieci traktorem Antonia Di Pietra”, żartował popularny komik Maurizio Crozza.


Kto się boi Che Guevary?


Nie tylko Berlusconi przegrał z „komunistami” – przegrał z nimi także Pier Luigi Bersani, lider Partii Demokratycznej, choć wraz z Romanem Prodim świętował zwycięstwo centrolewicy w wyborach samorządowych na placu przed Panteonem w Rzymie. „Zobaczyliśmy wreszcie, że można wygrywać. Zainwestujemy ten kapitał w budowę przyszłego rządu. Berlusconi powinien podać się do dymisji”, mówił. Mimo że włoski premier nadal ma większość w parlamencie – jak wynika z sondaży, centrolewica po raz pierwszy od czterech lat ma większość polityczną w kraju. Gdyby upadł rząd i doszłoby do wcześniejszych wyborów, Partia Demokratyczna uzyskałaby 10 punktów przewagi nad koalicją centroprawicową Ludu Wolności i Ligi Północnej, wchodząc w koalicję zarówno z Lewicą, Ekologią, Wolnością Vendoli oraz Włochami Wartości Di Pietra, jak i z katolickimi centrystami z „trzeciego bieguna”. Problem polega jednak na tym, że postchadecy nie chcą być w jednej koalicji z postkomunistami, a niestety są języczkiem u wagi. Bersani został więc przyparty do muru – z jednej strony szantażuje go Pier Ferdinando Casini, który już od 2008 r. jest w opozycji do Berlusconiego, z drugiej Di Pietro i Vendola, którzy tak naprawdę są ojcami sukcesu wyborczego lewicy. Aktualnemu liderowi Partii Demokratycznej brakuje charyzmy Prodiego, aby stworzyć nową Unię i zjednoczyć wszystkich opozycjonistów berluskonizmu. Gian Franco Fini, który doprowadził do rozłamu w partii Lud Wolności, też nie ma zamiaru układać się z lewicą w imię wyższych celów, bo to oznaczałoby jego polityczny koniec.
Mimo przegranej w wyborach samorządowych włoski premier Silvio Berlusconi nie musi więc jeszcze przymierzać się do trumny. O tym, że jednak jest poważnie zaniepokojony, najlepiej świadczy jego kolejna gafa na szczycie G8 we Francji, gdy podszedł do Baracka Obamy, poklepał go po ramieniu i powiedział: „W moim kraju panuje dyktatura komunistycznych sędziów, którzy chcą mnie pozbawić władzy!”. Jak żartowali niektórzy, może liczył na to, że Obama wyśle mu jednostkę komandosów, która zrobi desant na prokuraturę w Mediolanie. Drugim sygnałem obaw jest fakt, że rządzący do tej pory niepodzielnie własną partią przedsiębiorstwem Berlusconi utworzył wreszcie stanowisko jej sekretarza i obsadził je dotychczasowym ministrem sprawiedliwości Angelinem Alfanem, uznawanym za jego delfina. W berluscońskiej partii zapanowała też moda na „prawybory”, którymi centroprawica zmęczona kultem jednostki zaraziła się od centrolewicy.
To dopiero początek włoskiej pomarańczowej rewolucji. W odbywającym się referendum, dotyczącym energii nuklearnej i prywatyzacji wody, trzeci punkt dotyczy bezpośrednio procesów Berlusconiego, a raczej jego nieobecności w sali sądowej z powodu obowiązków instytucjonalnych. Gdyby udało się osiągnąć w nim odpowiednio wysoką frekwencję, byłoby to kolejne zwycięstwo lewicy, a także poważny problem dla premiera sądzonego w Mediolanie. Niestety od 1995 r. tylko jedna czwarta obywateli korzysta z przywileju demokracji bezpośredniej i głosuje w referendach.

Agnieszka Zakrzewicz
Tygodnik Przegląd - 24/2011.


Dlaczego Watykan popiera Berlusconiego?


prawa cywilnego katolickiej moralności wystarczyły, by hierarchowie puścili w niepamięć skandale premiera

Wolność oznacza możliwość wychowywania własnych dzieci zgodnie z własną wolą – a to znaczy nie być zmuszanym do posyłania ich do szkoły państwowej, gdzie uczą nauczyciele mający idee odmienne od tych, jakie mają rodzice – powiedział premier Włoch Silvio Berlusconi 26 lutego 2011 r. na kongresie ruchu Chrześcijan Reformatorów w Rzymie. Był bardzo bezpośredni w zapewnieniach skierowanych nie tyle do uczestników kongresu, ile do Watykanu: – Dopóki ja będę rządził, związki cywilne nie zostaną uznane i nie będzie adopcji dla rodzin jednoosobowych. Dodał także – Zaprosiłbym was wszystkich na bunga bunga, ale rozczarowalibyście się!

Pozory gniewu

Krótko trwał rozwód Silvia Berlusconiego z hierarchią kościelną. Jak na prawdziwy mariaż przystało – wystarczyły objawy skruchy, obietnice i odpowiednie prezenty, aby grzechy zostały odpuszczone. Można było się tego spodziewać. Watykan zawsze popierał mniejszych lub większych dyktatorów, a oni zawsze zabiegali o jego względy. W tego typu związkach chodzi przecież nie o miłość, lecz o interesy...
– Stolica Apostolska śledzi z uwagą i ogromnym zaniepokojeniem to, co się dzieje we Włoszech – mówił zaledwie kilka tygodni temu, kiedy wybuchł nowy skandal seksualny premiera, watykański sekretarz stanu kard. Tarcisio Bertone. – Niech społeczeństwo włoskie i instytucje publiczne odnajdą swoją duszę! – apelował sam papież Benedykt XVI. Interweniował też kard. Angelo Bagnasco, przewodniczący Konferencji Episkopatu Włoch, dając do zrozumienia, że kredyt Berlusconiego już się wyczerpał. Watykański dziennik „L’Osservatore Romano” opublikował w całości komunikat prezydenta Republiki Włoskiej Giorgia Napolitana, który wyrażał zażenowanie zaistniałą sytuacją. Katolickie tygodniki „Avvenire” i „Famiglia Cristiana” posunęły się znacznie dalej i oprócz artykułów krytycznych wobec premiera zamieściły także głosy katolickich czytelników, którzy byli zbulwersowani skandalami Berlusconiego i domagali się jego dymisji.
Przez chwilę wydawało się, że Watykan i włoska hierarchia kościelna naprawdę odwróciły się od grzesznego premiera i przeniosą poparcie polityczne na trzeci biegun – czyli nową koalicję centroprawicową – umiarkowaną i katolicką. Trzeci biegun powstał we Włoszech zaledwie kilka miesięcy temu, gdy Gianfranco Fini odszedł z Ludu Wolności i stworzył własną partię Przyszłość i Wolność dla Włoch, która weszła w koalicję z Unią na rzecz Centrum, partią Piera Ferdinanda Casiniego, oraz z Sojuszem dla Włoch Francesca Rutellego. To właśnie Pier Ferdinando Casini powinien być boskim pomazańcem, gdyż jest jedynym naturalnym spadkobiercą włoskiej Partii Chrześcijańsko-Demokratycznej, która z błogosławieństwem Watykanu rządziła Włochami przez niemal pół wieku. Tak się jednak nie stało. Berlusconi szybko wrócił do łask. Umberto Bossi, lider Ligi Północnej, przypomniał, że papież powinien się zająć skandalami pedofilskimi w Kościele, a ambasadorowie Ludu Wolności użyli bardziej przekonujących argumentów – rząd włoski mógłby nie dotrzymać obietnic, które złożył.

Nowe traktaty laterańskie

Traktaty laterańskie zostały zawarte 11 lutego 1929 r. Ich nazwa pochodzi od bazyliki na Lateranie, gdzie je podpisano. Stolicę Apostolską reprezentował wówczas sekretarz stanu kard. Pietro Gasparri. W imieniu Włoch podpis składał premier Benito Mussolini. Dzięki traktatom państwo Watykan uzyskało niepodległość. Powierzchnię Watykanu określono na 44 ha, a papieża uznano za osobę świętą. Mussolini, zdający sobie sprawę z władzy i autorytetu papieża Piusa XI, postanowił nawiązać z nim porozumienie, by przez jego przychylność zwiększyć poparcie wśród społeczeństwa. Traktaty laterańskie składały się z trzech dokumentów: traktatu niepodległości, konkordatu i konwencji finansowej. Przewidywały zniesienie podatków i opłat celnych obowiązujących Watykan oraz odszkodowanie w wysokości blisko 2 mld lirów za szkody finansowe, jakie papież poniósł po upadku Państwa Kościelnego. Państwo włoskie przyjęło kościelne normy dotyczące ślubów i rozwodów oraz zwolniło księży z odbywania służby wojskowej. Katolicyzm został uznany za religię państwową, co znalazło odzwierciedlenie przede wszystkim w systemie szkolnictwa, gdyż wprowadzono religię do szkół.
W tym roku 82. rocznica traktatów laterańskich była obchodzona mniej hucznie, ale miała równie duży ciężar dla Włoch. Niewskazane było, aby watykański sekretarz stanu afiszował się z grzesznym premierem Włoch, dlatego spotkanie odbyło się niemal w tajemnicy 18 lutego 2011 r., w ambasadzie włoskiej przy Stolicy Apostolskiej (Villa Borromeo), i poprzedzało uroczystości oficjalne z udziałem prezydenta, ministrów i kardynałów. Trwało krótko, bo kard. Bertone był bardzo rzeczowy – poprosił Silvia Berlusconiego, aby ustawa o testamencie biologicznym, która zabrania przerywania życia w stanie wegetatywnym (przypadek Eluany Englaro), została przegłosowana przez włoski parlament jak najszybciej. A także: aby państwo włoskie, które dokonuje cięć finansowych w każdej dziedzinie – łącznie z kulturą i służbą zdrowia – przekazało olbrzymie dofinansowanie prywatnym szkołom katolickim, aby natychmiast został rozwiązany spór pomiędzy Rzymskim Uniwersytetem Katolickim, kliniką Gemelli i regionem Lacjum, dotyczący dofinansowań, aby we Włoszech nie pozwalano singlom adoptować dzieci, niezależnie od tego, że kilka dni wcześniej Sąd Kasacyjny ustalił, iż jest to zgodne z włoskim prawem, wreszcie aby Włochy przeciwstawiały się wszystkim próbom usunięcia symboli religijnych z miejsc publicznych (zarówno w przypadku procesu Lautsi v. Italia w Strasburgu, jak i w przypadku procesu sędziego Luigiego Tostiego, w którym wyrok wkrótce zapadnie we Włoszech).

Interesy ponad wszystko

To nie było pierwsze spotkanie pomiędzy premierem Włoch i sekretarzem stanu Stolicy Apostolskiej w ostatnim czasie. Zaledwie 10 grudnia 2010 r., w momencie największego kryzysu parlamentarnego, gdy wydawało się, że rząd Berlusconiego upadnie, w przepięknej rzymskiej Willi Boromeusza doszło do spotkania na wspólnym obiedzie połowy włoskich ministrów (Letta, Bonaiuti, Frattini, Tremonti, Alfano, Bondi, Fazio, Fitto, Romani, Gelmini) i dziewięciu nowo nominowanych włoskich kardynałów. Znany z hojności Silvio Berlusconi podarował każdemu kardynałowi drogocenny krzyż, aby nosił go na piersi, a w przemówieniu wspomniał o tym, że dzięki osobistej przyjaźni z Władimirem Putinem stara się, aby papież Benedykt XVI pojechał do Moskwy. Choć skandal seksualny, który zaprowadził szefa włoskiego rządu przed sąd za korzystanie z usług nieletniej prostytutki Ruby, jeszcze wtedy nie wybuchł, Berlusconi miał już na sumieniu aferę z prostytutkami, które przyjmował w swoich pałacach i willach, oraz podejrzenie o relację seksualną z nieletnią Letizią, która doprowadziła go do rozwodu z drugą żoną.
Kard. Bertonemu, który przewodniczył delegacji watykańskiej, wcale to nie przeszkadzało. Obiad przebiegł w niezwykle przyjaznej atmosferze i choć Watykan oficjalnie nigdy nie wtrąca się do polityki włoskiej – przesłanie było jasne. Gdyby premier został zdymisjonowany przez parlament i miałyby się odbyć wybory, Watykan poprze go oficjalnie jako swojego kandydata. Pozornie spokojny Berlusconi już wtedy przygotowywał się do kampanii przedwyborczej – ofiarował watykańskiemu sekretarzowi stanu 60 mln euro pochodzących z podatku 8/1000, który Włosi płacą na cele religijne, przeznaczając fundusze na renowację kościołów, zakonów, pałaców i inne potrzeby kościelne.
Trudno odmawiać takiemu sprzymierzeńcowi, nawet jeżeli ciężko grzeszy. Z drugiej strony, Watykan nie bardzo ma w czym wybierać – nie postawi na włoską chadecję, bo Casini – katolik z krwi i kości – jest liderem zbyt słabym, nie poprze Finiego, bo to nie tylko rozwodnik żyjący w konkubinacie, ale i lider, który ma zamiar budować włoską prawicę europejską – czyli laicką. Z włoską lewicą na pewno się nie sprzymierzy, gdyż tu od jakiegoś czasu pierwsze skrzypce gra Nichi Vendola, gubernator gej z Apulii, a nawet gdyby lewica wystawiła jako kandydatkę stuprocentową katoliczkę Rosy Bindi, to i tak nie będzie można jej ufać. Rosy jest z tych katolików, którzy co niedzielę idą na mszę, ale nie mają nic przeciwko homoseksualizmowi. Jedynie Berlusconi jest gwarantem moralności watykańskiej.

Moralność – rzecz względna

„Jak było do przewidzenia, Berlusconi uregulował zobowiązania wobec hierarchii katolickiej w zamian za przymknięcie oczu na nieustające łamanie zasad moralności publicznej i prywatnej. Kto miał nadzieję, że oburzenie manifestowane przez prasę katolicką, przez niektórych kardynałów, a przede wszystkim przez większość włoskich katolików w stosunku do prywatnych i publicznych zachowań Berlusconiego osłabi poparcie hierarchii, mylił się. Dwóch aktorów w tej grze – Berlusconi i hierarchia katolicka – jest do siebie podobnych, jeżeli chodzi o stopień cynizmu politycznego”, pisała Chiara Saraceno w dzienniku „La Repubblica” (27.02.2011), komentując wystąpienie premiera na kongresie Chrześcijan Reformatorów.
Moralność ma we Włoszech podwójne znaczenie, zwłaszcza ta katolicka. To nic, że premier staje przed sądem za korzystanie z usług nieletniej prostytutki – ważne, że propaguje jedynie słuszne wartości chrześcijańskie, takie jak rodzina heteroseksualna nastawiona na prokreację.
Dlaczego hierarchia katolicka od lat preferuje Berlusconiego i wybrała go na uprzywilejowanego interlokutora, nawet gdy Włochami rządził Romano Prodi – katolicki profesor, który przestrzegał dosłownie każdego z dziesięciu przykazań? W przeszłości przecież Kościół napiętnował otwarcie tych, którzy „wywołują publiczne zgorszenie” – zarówno rozwodników, jak i prostytutki. Jak tłumaczył Antonio Gibelli na łamach dziennika „Corriere della Sera” (30.01.2011), aby to zrozumieć, trzeba się cofnąć w czasie i zastanowić nad specyfiką Włoch, przytłoczonych zawsze ciężarem Watykanu. Po zakończeniu wojny, przegranej przez Mussoliniego, który przywrócił suwerenność państwa kościelnego, hierarchia katolicka nie chciała interweniować bezpośrednio w politykę kraju. Manipulowała społeczeństwem, kryjąc się za tarczą z krzyżem – symbolem włoskiej Demokracji Chrześcijańskiej, która od 1942 do 1994 r. zawsze wchodziła w skład koalicji rządzącej krajem. Nie było to trudne – biorąc pod uwagę widmo komunizmu, które nieustannie wisiało nad Włochami w okresie zimnej wojny. Dlatego tak długo udawało się opóźniać modernizację kraju, utrzymując restrykcyjną ustawę aborcyjną i zakaz rozwodów (ustawa o rozwodzie została przyjęta dopiero w 1970 r., a referendum dotyczące ustawy aborcyjnej odbyło się dopiero w 1981 r.). Po zniknięciu włoskiej chadecji, zamieszanej w skandale korupcyjne pierwszej republiki, Watykan stracił zaufanego partnera i rozpoczął własną grę polityczną, zawierając pakty ze wszystkimi, którzy objęli rządy. Berlusconi oferował najwięcej – o wiele więcej niż Prodi – i rządził o wiele dłużej. Oto dlaczego hierarchia postawiła i nadal stawia na Berlusconiego, który w zamian za poparcie wyborcze dał Kościołowi olbrzymie przywileje ekonomiczne i oddał mu całkowitą kontrolę nad moralnością społeczną, oczywiście zgodną z kanonami watykańskimi. Zniesienie podatku od nieruchomości kościelnych, dofinansowanie dla prywatnych szkół i szpitali katolickich, przywileje dla nauczycieli religii opłacanych przez państwo, pieniądze podatników na renowację budynków kościelnych, a ponadto: uniemożliwienie obywatelom włoskim zawierania związków partnerskich, uniemożliwienie adopcji singlom, brak ustawy o dyskryminacji na tle seksualnym, która chroniłaby homoseksualistów przed przemocą, brak ustawy o testamencie biologicznym zezwalającej na świadomą eutanazję, utrudnienie dostępu do środków antykoncepcyjnych oraz uniemożliwianie na wszelkie sposoby aborcji
(np. poprzez propagowanie wolności sumienia lekarzy, mogących odmówić wykonania zabiegu, albo przez ograniczenie dostępu do pigułki wczesnoporonnej i pigułki aborcyjnej RU 486), ograniczenie edukacji seksualnej, ograniczenie stosowania metody in vitro... To wszystko jest ceną, jaką włoskie społeczeństwo płaci za poparcie Watykanu dla Berlusconiego.

Giełda odpustowa

Jak w czasach Szymona Maga powraca świętokupstwo i otwiera się giełda odpustowa. „Kościół Ratzingera, Bertonego i Bagnasca wraca do symonii i odbiera swoją należność, powróciliśmy do czasów, gdy sprzedawano odpuszczenie grzechów – czyli do średniowiecza”, pisał Paolo Flores D'Arcais w magazynie „MicroMega”.
„Istnieje możliwość nastawienia rządu na realizację niepodważalnych celów katolickich: życia, rodziny, wolności w wyborze szkół prywatnych. Niemoralność rządzącego nie niszczy dobrobytu i wolności całego narodu, natomiast ataki na świętość życia i rodziny dewastują życie społeczne. Moralność polityka jest oceniana pozytywnie, jeżeli angażuje się on w czynienie wspólnego dobra – czyli gwarantowanie dobrobytu społeczeństwu i pełnej wolności Kościołowi katolickiemu”, mówił bp Luigi Negri, jeden z najważniejszych eksponentów Konferencji Episkopatu Włoch, w wywiadzie dla dziennika „La Stampa”.
Silvio Berlusconi, który odkupił swoje winy, płacąc sowicie, może nawet przyjmować komunię świętą. Jak tłumaczył abp Rino Fisichella, Berlusconi po drugim rozwodzie powrócił na łono Koścoła. Jego pierwszy ślub był kościelny, drugi natomiast stwarzał problemy, bo był cywilny. Zgodnie z nauką Kościoła premier jako rozwodnik powtórnie ożeniony nie mógł uczestniczyć w sakramencie Eucharystii. Teraz jako rozwodnik, który korzysta z usług prostytutek, także nieletnich, może przyjmować spokojnie „ciało Chrystusa” – wystarczy, że się wyspowiada.
„Jak to możliwe, że w XXI w. 75-letni mężczyzna płacący za seks młodym kobietom, które mogłyby być jego córkami, ma prawo dyktować mi moralność i ograniczać moją wolność osobistą oraz szczęście, zabraniając mi zawarcia związku partnerskiego z osobą, którą kocham, i adoptowania dzieci – tylko dlatego, że jestem gejem? Kto jest bardziej zdeprawowany – on czy ja?”, pisał na forum internetowym pewien włoski obywatel.

Agnieszka Zakrzewicz, Tygodnik Przegląd - 13/2011



Cena poparcia Watykanu dla Berlusconiego
  • zniesienie podatku od nieruchomości kościelnych,
  • dofinansowanie prywatnych szkół i szpitali katolickich,
  • przywileje dla nauczycieli religii opłacanych przez państwo,
  • państwowe środki na renowację budynków kościelnych, a także
  • uniemożliwienie zawierania związków partnerskich,
  • uniemożliwienie adopcji singlom,
  • brak ustawy o dyskryminacji na tle seksualnym,
  • uniemożliwianie aborcji,
  • utrudnianie dostępu do środków antykoncepcyjnych,
  • ograniczenie dostępu do pigułki wczesnoporonnej i pigułki aborcyjnej RU 486,
  • ograniczenie edukacji seksualnej,
  • ograniczenie stosowania metody in vitro
  • brak ustawy o testamencie biologicznym, zezwalającej na świadomą eutanazję,
  • blokowanie procesów dotyczących usunięcia symboli religijnych z miejsc publicznych lub wprowadzenia innych symboli obok krzyża (menora lub 112. sura Koranu).