Visualizzazione post con etichetta Craxi. Mostra tutti i post
Visualizzazione post con etichetta Craxi. Mostra tutti i post

sabato 1 febbraio 2014

Postberluskonizm. Czy Włosi zostaną w samych majtkach?


Nie przejmując się zimnem i konwencjami, 4 stycznia 2014 roku, dość pokaźny tłum kobiet w samej bieliźnie ustawił się przed sklepem Desigual, na centralnej ulicy Rzymu - Via del Corso. Pierwsze sto osób, otrzymało ubrania gratisowo, reszta rzuciła się na obniżki. Nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego, skoro modowa firma zorganizowała podobne promocje w innych miastach świata: Nowy York, Tokio, Barcelona, Londyn, Berlin, Paryż, gdyby nie fakt, że event oddaje najlepiej aktualną ekonomiczną kondycję Włochów.

"Recesja we Włoszech skończyła się, ale jej efekty będą trwać jeszcze długo. Włochy w przyszłych miesiącach będą kroczyć po linie, ryzykując nadal upadek w przepaść. Będą w sytuacji, która przypomina bardziej niż etap post-kryzysowy, okres powojenny." - do takich konkluzji, w raporcie podsumowującym sześć lat kryzysu i opublikowanym w styczniu br., doszła Confindustria (Powszechna Konfederacja Przemysłu Włoskiego) – włoska organizacja pracodawców i przemysłowców działająca od 1910 roku i zrzeszająca 149 tysięcy przedsiębiorców, zatrudniających około 5,5 miliona pracowników.
Szkody jakie w słonecznej Italii przyniosła Wielka Recesja - trwająca od 2007 roku i zdaniem wielu ekonomistów oraz politologów gorsza od Wielkiego Kryzysu Gospodarczego z 1929-33 roku - można przyrównać jedynie do wojny.
W porównaniu z sytuacją sprzed sześciu lat włoskie PKB zmalało o 9,1%, a PKB per capita o 11,5% - czyli Włosi stali się ubożsi o 2.900 euro na głowę, wracając do stanu zamożności z 1996. Produkcja przemysłowa spadła o 24,6%, do poziomu z 1986. Przeciętna włoska rodzina wydaje mniej na podstawowe potrzeby o 5.037 euro, co równa się z zaniechaniem konsumpcji przez 7 tygodni w roku. Bezrobotnych jest już 7,3 miliona - dwa razy więcej niż 6 lat temu. 53% młodych ludzi pracuje na umowach śmieciowych, a 39% w ogóle nie ma pracy. Podwoiła się również liczba ubogich, których jest dziś aż 4,8 milionów.
W październiku 2013 roku, Włochy pobiły absolutny rekord negatywny państwowego długu publicznego - 2.085 miliardów euro i przewiduje się, że w pierwszym semestrze 2014 roku wzrośnie on do 130,8% PKB (o 7% więcej niż w tym samym okresie w 2012). Bez wątpienia w tym roku włoski rząd będzie miał trudności z utrzymaniem progu deficytowego na poziomie 2,9%, zgodnie z wymogami Komisji Europejskiej i Europejskiego Banku Centralnego.
Jak podał dziennik Wall Street Italia w okresie pomiędzy 2008 a 2012 we Włoszech upadło 9 tysięcy przedsiębiorstw liczących ponad 50 lat aktywności. Oznacza to, że jedna na cztery z historycznych firm musiała zakończyć działalność i zwolnić pracowników. Zgodnie z nową klasyfikacją Światowego Forum Ekonomicznego (World Economic Forum – szwajcarska fundacja non-profit znana z organizacji corocznej konferencji w Davos), Italia straciła konkurencyjność i spadła w tej dziedzinie na 49 pozycję na ich liście.
Włosi wpadli również w depresję. Zgodnie z ubiegłorocznym Raportem ONZ dotyczącym szczęśliwości na świecie - mieszkańcy pięknej Italii spadli na 45 mjejsce wśród obywateli zadowolonych z jakości swojego życia. Mimo wszystko jednak nadal wyprzedzają bardziej nieszczęśliwych Polaków, zajmujących 54 pozycję w oenzetowskiej klasyfikacji.

Ofiary kryzysu

Dziś Włochy to kraj gospodarczo zniszczony, tak jakby przeżył on wojnę. I choć pozornie nie widać setek, czy tysięcy zabitych w skutek działań militarnych - ofiar w ludziach nie brakuje. Samobójstwa popełniane z powodu bankructwa lub utraty pracy to najsmutniejsza statystyka, która obrazuje najlepiej rozmiary włoskiego kryzysu podczas Wielkiej Recesji.
Według badań prowadzonych przez Link Lab - laboratorium społeczno-ekonomiczne “Link Campus University”, w 2012 roku z powodów finansowych odebrało sobie życie 98 osób. Liczba ta wzrosła w 2013. Do października ub.r. (ostatni raport Link Lab), popełniło samobójstwo 119 osób i blisko połowa z nich to drobni przedsiębiorcy, którzy zbankrutowali lub nie mogli wyjść z długów. Szczególnie czarnym miesiącem był ubiegły marzec, gdy zabiło się 16 włoskich biznesmenów - w niektórych przypadkach nawet dwie osoby tego samego dnia. Okres ten przypadał na kolejny moment utraty stabilizacji politycznej Włoch - po upadku rządu Mario Montiego (grudzień 2012), który wprowadził rygorystyczną politykę oszczędnościową, jaka w zasadzie zdławiła włoską gospodarkę i przed utworzeniem rządu szerokiej koalicji kierowanego przez Enrica Lette (29 kwietnia 2013).
Głównym sposobem odbierania sobie życia z powodów finansowych jest powieszenie się - bardzo symboliczne w swojej wymowie. Niektórzy włoscy przedsiębiorcy strzelili sobie w głowę, jeszcze inni posunęli się do gestów tak rozpaczliwych, jak samopodpalenie. Większość przypadków odnotowano na północy kraju, w regionach wysoko uprzemysłowionych, które były do tej pory utożsamiane z dobrobytem i bogactwem.
We Włoszech rośnie również niepokojąco liczba osób, które decydują się na popełnienie samobójstwa po utracie pracy. Problem ten dotyka zwłaszcza ludzi pomiędzy 35-45 rokiem życia, którzy w tak trudnej sytuacji gospodarczej nie widzą już dla siebie przyszłości i boją się, że nie znajdą nowego zajęcia.
Tylko w pierwszym semestrze 2013 roku bankructwo ogłosiło 6.500 małych spółek i niestety biznes włoski upada w tym rytmie - ponad 1000 firm zamyka się co miesiąc.

Włochy zszarzały

Czy kryzys we Włoszech widać gołym okiem? Dla przeciętnego turysty być może słoneczna Italia jest zawsze piękna. Baczniejszy obserwator dostrzeże pewne symptomy degeneracji ekonomiczno-społecznej. Choć jeszcze dwa lata temu Silvio Berlusconi - jako premier - pytał się: "Gdzie ten kryzys? Skoro w każdą niedzielę restauracje są pełne, po luksusowe samochody trzeba stać w kolejce i trudno znaleźć miejsce w samolocie, bo Włosi bez przerwy jeżdżą na zagraniczne wakacje", w rzeczywistości coś namacalnie się zmieniło. Włochy zszarzały, posmutniały. Mieszkańcy pięknej Italii ubierają się skromniej, często sięgając po odzież używaną kupowaną na straganach i zaglądając do markowych sklepów tylko po rozpoczęciu obniżek. Luksus i marka w tym kraju jest zawsze w cenie - trudno się więc dziwić, że Włoszki są gotowe rozebrać się do majtek i stać na zimnie po ubrania Desigualu.
Zmieniły się także nawyki żywieniowe Włochów - od 2009 roku częściej kupują oni żywność w discountach, zastępując produkty markowe tymi tańszymi. W okresie Wielkiej Recesji aż o 22% spadła w Italii konsumpcja mięsa. Włosi kupują o 10% mniej produktów uważanych za podstawę diety śródziemnomorskiej: oliwa, ryby, warzywa, sery, owoce. Spadło spożycie napojów, w tym oczywiście wina i innych trunków alkoholowych, choć rodacy Berlusconiego nigdy w nich specjalnie nie gustowali. Nie dojadają i oszczędzają na jedzeniu zwłaszcza najbiedniejsi i ludzie starzy.
Jednego oczywiście "zjadacze makaronu" nie mogą sobie odmówić - niedzielnego, rodzinnego obiadu w restauracji. Ale i tu przyzwyczajenia zmodyfikował cienki portfel. Włosi wybierają tańsze restauracje, nawet "Chińczyka" i ograniczyli ilość jedzenia. Pod tym względem może kryzys wyjdzie im na zdrowie. Zresztą kuchnia włoska narodziła się z biedy - nic nie kosztuje mniej od pizzy i talerza spaghetti z sosem pomidorowym. Włosi potrafili jednak sprzedać swoje tanie przysmaki po wysokiej cenie na całym świecie.
Kolejny symptom degeneracji ekonomiczno-społecznej to degradacja historycznych centrów miejskich. Nawet w miastach turystycznych takich jak Rzym czy Florencja widać ogłoszenia "Sprzedam", "Wynajmę" wiszące na zasuniętych żaluzjach sklepów i na drzwiach wejściowych do kamienic. Ludzie chcą sprzedać mieszkania w centrum, by wyprowadzić się na peryferie lub pod miasto, gdzie życie jest tańsze. Ale i w wielu mniejszych miastach i małych miasteczkach, problem wyludnienia staje się coraz bardziej poważny, bo Włosi zaczęli masowo emigrować za granicę.
W coraz bardziej zaniedbanych centrach historycznych, na pięknych placach i na schodach zabytkowych kościołów oraz budowli, koczuje coraz więcej bezdomnych. I nie są to tylko polscy pijaczkowie, czy rumuńscy Cyganie. Wśród kloszardów żyjących na włoskich ulicach jest coraz więcej Włochów - starych i młodych.
Kryzys we Włoszech odczuwają również Polacy żyjący i pracujący tutaj. Opiekunkom zajmującym się starszymi i chorymi coraz trudniej jest znaleźć pracę, kiedy ją stracą. Większości Polek pracujących tu na tzw. "stałkach" (całodobowa opieka) czy sprzątających na godziny obniżono pensję. Kto chce tu jeszcze trochę popracować, akceptuje to, choć jest to już na progu opłacalności.
A Włosi? Emeryci, którzy mają zdrowie jadą przezimować do Indii, bo nie stać ich na życie we Włoszech, o wiele droższe od tego pod palmą na plaży w Goa. Młodzi wyjeżdżają do Londynu robić konkurencję na zmywaku Polakom i Bułgarom, a ci bardziej przedsiębiorczy wybierają Europę Wschodnią - bardzo chętnie właśnie Polskę - by założyć tu swój biznes. I bardzo sobie nasz kraj chwalą.

Przyczyny kryzysu

Czy aktualnej sytuacji we Włoszech jest winna tylko Wielka Recesja, która wybuchła w Stanach Zjednoczonych i niczym poważna choroba zakaźna zaraziła system ekonomiczny zjednoczonej Europy, atakując jej najsłabsze ogniwa? Nie. Państwa ekonomicznie chore były bardziej podatne na wirusy finansowe wolnego rynku niszczące ich gospodarkę. Do nich - oprócz Grecji, Hiszpanii i Portugalii, należą bez wątpienia Włochy, które w okresie powojennym, aż do 1987 roku, były piątą potęgą przemysłową świata po Stanach Zjednoczonych, Japonii, Niemczech i Francji.
Głównym problemem Italii jest kolosalny dług publiczny, który przekroczył już 2000 miliardów euro i wciąż rośnie. Dług ten rozrósł się właśnie w latach 80-tych ubiegłego wieku, gdy uprzemysłowione Włochy przeżywały swoją "złotą epokę". W okresie Pierwszej Republiki rządzonej na przemian przez chadeków Andreottiego i socjalistów Craxiego (a czasami nawet wspólnie). To w tym okresie, olbrzymie sumy z kasy państwowej były pompowane do zaprzyjaźnionych spółek prywatnych, wracając w części do partii politycznych pod postacią łapówek i czyniąc z przemysłu włoskiego giganta na glinianych nogach, niezdolnego później sprostać wyzwaniom globalizacji. Nadmierny dodruk pieniędzy doprowadził do galopującej inflacji, a ta w końcu do załamania ekonomiczno-politycznego Pierwszej Republiki.
Włochy, będące jednym z krajów założycieli Wspólnoty Europejskiej, do Unii Europejskiej w 1993 roku weszły już z poważnym obciążeniem w postaci swojego długu publicznego i słabości systemu gospodarczego. UE stała się dla tego kraju bronią obusieczną - z jednej strony wspólna moneta i struktury ponad państwowe broniły kraj przed skutkami dzikiej globalizacji, z drugiej ograniczały interwencjonizm państwowy i zmuszały wszystkie włoskie spółki do zdrowej konkurencji na terenie UE i na arenie międzynarodowej. Italia zaczęła tracić konkurencyjność w obliczu wolnego rynku. Brak reform strukturalnych i "moralnego" systemu państwa, podczas długiej, blisko dwudziestoletniej epoki Berlusconiego doprowadziło Włochy na skraj przepaści. Kuracja wstrząsowa ograniczająca się jedynie do cięć i oszczędności, zastosowana przez profesora Mario Montiego, wepchnęła kraj w niemal śmiertelną recesję. Dziś, za rządów Enrico Letty, wydaje się, że Italia z niej wychodzi. Nowy premier - choć daje zewnętrzne poczucie stabilności politycznej swojego państwa - nadal grzeszy całkowitą inercją, jeśli chodzi o reformy strukturalne.

Wszystkiemu winne euro?

"Od euro się umiera" - od lat powtarzał Włochom amerykański ekonomista i strateg Edward Luttwak, aż w końcu uwierzyli... W 2013 roku po raz pierwszy liczba obywateli przekonanych o tym, że ich kraj postąpił źle wchodząc do Strefy Euro i że powinien ją opuścić - zbliżyła się do 50%. Jeszcze w 2011 roku 80% Włochów było przekonanych o pozytywnym wpływie nowej monety na ich ekonomię, dziś aż 71% z nich uważa, że przez euro zbiednieli. Trudno się temu dziwić skoro gdy 1 stycznia 2002 roku, wspólna moneta europejska zastąpiła włoskie liry, co sprytniejsi Włosi zamiast zastosować oficjalny przelicznik (1,936 lirów = 1 euro) zastąpili 1000 lirów przez 1 euro, podwajając ceny niektórych produktów i usług oraz wzbogacając się kosztem innych współobywateli. Było to możliwe dzięki brakowi odpowiednich mechanizmów kontroli ze strony ówczesnego rządu.
Włochy nie były przygotowane do wejścia do Eurostrefy, a przynajmniej nie od razu.  Stąd pokusa, aby ją teraz opuścić, wrócić do własnej monety, odzyskać "suwerenność" bankową, dodrukowywać potrzebne pieniądze nie bacząc na inflację jak w starych dobrych czasach.
Jak wynika z pewnych niedyskrecji i spekulacji dziennikarskich już w 2011 roku premier Silvio Berlusconi, bez konsultacji z nikim, podjął tajne pertraktacje z innymi członkami Unii Europejskiej, aby umożliwić Włochom wyjście z Eurostrefy. Jak twierdzi włoska prawica - właśnie z tego powodu został zmuszony do dymisji, także pod wpływem polityki zagranicznej i zastąpiony przez "eurowiernego" Montiego. Dziś magnat telewizyjny,  - który pomimo definitywnego wyroku nie został jeszcze skazany na areszt domowy lub prace społeczne - nadal uprawia politykę, przyodziewając się w szaty największego eurosceptyka.
Także Beppe Grillo konkuruje z Berlusconim w eurosceptyzmie. W listopadzie ubiegłego roku, otwierając kampanię przedwyborczą Ruchu 5 Gwiazd do Parlamentu Europejskiego, przedstawił swój polityczny plan: opuszczenie Eurostrefy, powrót do lirów i stworzenie koalicji państw południowej Europy przeciwko dyktatowi niemieckiemu, zniesienie Fiscal compact, ustanowienie obligacji Eurobond i przyzwolenie na deficyt wyższy niż 3%. Grillo chce też ogłosić referendum, w którym Włosi wypowiedzą się czy są za, czy przeciw euro.
Dla zdrowo myślących Włochów wspólny, antyeuropejski front Berlusconiego i Grillo jest nowym horrorem. Także Europa przestrzega Włochy przed pochopną zmianą monety. Taki krok zdewaluowałby nowe liry przynajmniej o 40% w stosunku do euro, podnosząc jeszcze bardziej zadłużenie zarówno publiczne, jak i prywatne. Włoska klasa średnia zostałaby praktycznie zmieciona, stając się europejską biedotą. Obywatele żyjący dziś na skraju ubóstwa popadliby w nędzę. Tylko bogaci, którzy zabezpieczyli już gotówkę w walucie, w rajach podatkowych mogliby się wzbogacić w tej sytuacji i spać spokojnie. Reszta Włochów zostałaby w samych majtkach.

Agnieszka Zakrzewicz z Rzymu

Berluskonizm

„Przyszliśmy tu bronić honoru Włoch“ – mówił Umberto Eco 5 lutego 2011 r., podczas manifestacji antyberluskońskiej w pałacyku sportu w Mediolanie, przerywany gromkimi oklaskami – „Przyszliśmy powiedzieć światu, że nie jesteśmy narodem sutenerów, że nie wszyscy, gdyby mieli pieniądze, robiliby to samo, że nie każdy włoski ojciec powiedziałby do córki „idź z nim, to na pewno skorzystasz“. (…) Jeszcze do niedawna, kiedy jeździłem zagranicę, moi koledzy poklepywali mnie pobłażliwie po plecach – teraz pytają, dlaczego Włosi nie reagują?“
Choć włoscy intelektualiści i ludzie kultury protestują - niestety ani kryzysy gospodarcze, ani rozpad koalicji politycznych, ani gafy międzynarodowe, ani procesy o korupcję, ani skandale seksualne nie są zdolne zniweczyć poparcia wyborczego, jakim od 17 lat darzy Berlusconiego ponad 30 prc. Włochów. Na czym polega fenomen „berluskonizmu“, który pozwala włoskiemu „sułtanowi“ rządzić już czwarty raz i najprawdopodobniej wygrać kolejne wybory…?



Berluskonizm to neologizm włoski, używany najczęściej przez dziennikarzy dla określenia systemu polityczno-społecznego stworzonego przez premiera Włoch - Silvio Berlusconiego, ale także dla określenia kultu jednostki, jaki panuje we Włoszech w stosunku do jego osoby. Termin powstał w latach 80-tych i miał bardzo pozytywną konotację – oznaczał ducha przedsiębiorczości i optymizmu, który pozwala przezwyciężyć trudności i problemy. Wraz z upływem lat, a przede wszystkim kolejnych rządów Berlusconiego, słowo „berluskonizm“ zmieniło swoje znaczenie, barwiąc się negatywnie. W przyszłości, bez wątpienia, będzie też oznaczać pewną skrajną formę liberalizmu i libertynizmu…
Dlaczego berluskonizm powstał i zakorzenił się właśnie we Włoszech? Wiele osób zajmujących się tym fenomenem przypisuje go tzw. „anomalii włoskiej“ – to znaczy – nieustającemu kryzysowi ekonomicznemu, politycznemu i społecznemu, jaki przeżywał kraj. Berlusconizm jest konsekwencją tych negatywnych faktorów, nie ich przyczyną. I nie jest niczym innym, jak tylko kontynuacją, w nowym wydaniu, innych fenomenów polityczno-społecznych, które charakteryzowały Włochy w ubiegłym stuleciu, jak faszyzm i craxizm.
Kiedy w 1994 r. Berlusconi zaczynał karierę polityczną, przedstawił się Włochom jako polityk umiarkowany, liberał, indywidualista, dla którego wolność jest naczelną wartością. Był alternatywą dla starej, skompromitowanej polityki. Zupełne „novum“ – biznesmen, który zdecydował się zarządzać państwem, jakby to była jego prywatna firma. Niemal w kilka tygodni stworzył partię Forza Italia, która zdobyła poparcie głównie dzięki reklamie w jego prywatnej telewizji. Jego styl komunikacji polegał na bezpośrednim kontakcie z wyborcami, poprzez slogany proste ale skuteczne. Euforii i popularności jaką cieszył się nowy mesjasz włoskiej polityki, nie zachwiało nawet wpisanie go do rejestru oskarżonych o korupcję – wiadomość jaką otrzymał oficjalnie podczas forum G-7 w Neapolu. Dopiero zerwanie koalicji przez Umberta Bossiego – lidera Ligi Północnej, doprowadziło do upadku pierwszego rządu. Przed drugimi wyborami w 2001 r. Berlusconi podpisał przed kamerami telewizyjnymi kontrakt z Włochami, zobowiązując się do dokonania reform. Obiecał milion nowych miejsc pracy i mniej podatków dla wszystkich, a swoją partię reklamował jako partię miłości. Po przegranych w wyborach administracyjnych w 2005 r. premier podał się do dymisji, ale już po kilku dniach stworzył trzeci rząd. W 2006 magnat telewizyjny przegrał z Romano Prodim, choć obiecał Włochom, że zniesie podatek gruntowy i za śmieci. Rządy lewicy trwały jednak tylko dwa lata i w 2008 r. Silvio B. powrócił do władzy tworząc z Gianfranco Finim jedną partię „Lud Wolności“. Przy władzy utrzymuje się do dziś, choć rozpadła się partia. Pan B. pobił rekord Giulia Andreottiego i jest najdłużej rządzącym przywódcą we współczesnej historii Włoch. Wprowadził nawet reformę konstytucjonalną, odrzuconą później przez referendum, która dawała więcej władzy Pierwszemu Ministrowi.
Berlusconi nie ukrywał nigdy swoich coraz to większych apetytów politycznych – czyli tego, że marzy mu się prezydentura Republiki Włoskiej, pod warunkiem, że do tej pory zostanie zmieniona Konstytucja i umocni się rola prezydenta. Zresztą włoski Napoleon nie ma innego wyjścia – musi rządzić, bo gdyby przestał zaczęłyby się procesy i mógłby skończyć w więzieniu.

Mussolini, Craxi, Berlusconi

Jednym z pierwszych, który użył terminu berlusconizm w szerszym znaczeniu był historyk i politolog Marco Revelli. Jego zdaniem termin odnosi się nie tylko do polityki, ale przede wszystkim do fenomenu społecznego wielkiego poparcia dla Berlusconiego. Revelli, także jako pierwszy, porównał fenomen berluskonizmu z faszyzmem, mówiąc o powtarzającej się biografii narodu. Jego zdaniem zarówno Mussolini, jak i Berlusconi są wcieleniem najgorszych cech zakorzenionych w społeczeństwie włoskim, których nie da się wyplenić.
Inaczej termin interpretują zwolennicy premiera. W 2008 r. berluskonizm był nawet przedmiotem konferencji zorganizowanej przez aktualnego ministra kultury Sandro Bondiego oraz minister szkolnictwa Mariastellę Gelmini. „Tak zwany ‚berlusconizm‘ był odpowiedzią na kryzys włoskiego systemu politycznego, który przypada na upadek Muru Berlińskiego i aferę korupcyjną „Tangentopoli“ oraz konsekwencją niemożności Partii Komunistycznej przekształcenia się w siłę polityczną reformatorską i europejską. Jest to także próba największej modernizacji struktur gospodarczych i instytucjonalnych kraju, nie na bazie ideologii, lecz systemu wartości autentycznie liberalnych i reformatorskich, które wpłynęły na całą politykę europejską.“ – mówił na konferencji Bondi.
Dla przeciwników - berluskonizm jest formą populizmu, najczęściej porównywaną z peronizmem argentyńskim. Coś w tym jest, bo choć włoski magnat telewizyjny przedstawia się jako neoliberał reprezentujący „nową prawicę“ – jego kolebką jest craxizm – czyli włoski socjalizm.
Berlusconi nigdy nie ukrywał jak wiele zawdzięcza Bettino Craxiemu. Były premier i lider partii socjalistycznej, który skończył żywot na emigracji w Tunezji wyświadczył aktualnemu premierowi wiele przysług. Craxi niezależnie od odmiennej orientacji politycznej był dla Włoch tym czym Margaret Thatcher dla Wielkiej Brytanii. Osłabił rolę klasy robotniczej, zmuszając ją do ustępstw w stosunku do właścicieli fabryk i faworyzując narodziny nowej klasy średniej, która stała się sercem społeczeństwa. Pierwsza republika we Włoszech (1946-94), zakończona skandalem korupcyjnym „Czyste ręce“ kończy także ideologiczny podział klasowy społeczeństwa i dominację klasy robotniczej. W drugiej republice – przypadającej na okres rządów Berlusconiego (od 1994 r.) – wzmacnia on rolę wiodącą nie tyle upper middle class, co lower middle class - klasy średniej niższej, która staje się jego naturalnym elektoratem. To przede wszystkim drobni biznesmeni, handlowcy, rzemieślnicy – ludzie bez wyższego wykształcenia, bez kultury, ignoranci, często młodzi karierowicze, którzy dopiero co wykluli się z plebsu, cyniczni dorobkiewicze podatni na wulgarny konsumistyczny model życia, jaki serwują telewizje magnata. Oto „berluskończycy“, których Berlusconi wybrał świadomie i ukształtował, tworząc z nich wiernych wyborców. Nigdy natomiast nie zdobył poparcia wśród inteligencji włoskiej i ludzi kultury, śledzi go zaledwie garstka intelektualistów drugoligowych, którzy zrobili karierę dzięki polityce.

Rewizjonizm historyczny

Analizując fenomen berluskonizmu we Włoszech nie można nie odnotować, że druga republika obala wszystkie wartości i mity na jakich opierała się pierwsza republika – a przede wszystkim antyfaszyzm. Za rządów Berlusconiego dokonuje się operacji rewizjonizmu historycznego w białych rękawiczkach – antyfaszyści i faszyści zostają zrównani, jako patrioci walczący po dwóch stronach barykady. Koalicjantem partii Berlusconiego Forza Italia jest oprócz Ligi Północnej także postfaszystowski Sojusz Narodowy, do rządu wchodzą politycy, którzy nie ukrywają swojej nostalgii i podziwu dla Mussoliniego. Nic więc dziwnego, że antysemickie i rasistowskie dowcipy premiera, zamiast budzić niesmak i oburzenie, przynoszą mu poklask i poparcie…
„Nie mogę powiedzieć, że czuje się ten sam klimat, jak pod koniec lat 30-tych – czuje się jednak podobny swąd“ – mówił Umberto Eco, „Tak jak faszyzm, berlusconizm jest złem, które trudno wykorzenić“ – mówił noblista Dario Fo, „To może i nie faszyzm, ale początek podobnej dyktatury“ – komentował Eugenio Scalfarii w dzienniku „La Repubblica“.
Berlusconi wymachuje flagą liberalizmu, trudno jednak w to uwierzyć, skoro liberalizm berluskoński ma jawne skłonności do bonapartyzmu i jest niezwykle podatny na wpływy klerykalizmu. Niezależnie od skandali seksualnych to Berlusconi, a nie nowa włoska chadecja jest uprzywilejowanym interlokutorem Konferencji Episkopatu Włoch i Watykanu, upatrujących w nim gwaranta polityki klerykalno-prawicowej. Dopóki Berluska będzie rządził we Włoszech, w tym kraju nie dokona się żadnych reform społecznych – takich jak: wprowadzenie związków partnerskich, liberalizacja aborcji oraz invitro czy ustawa o testamencie biologicznym.
Berluskonizm to włoska wersja światowego fenomenu zwanego „nową prawicą“, który objawił się na przełomie dwudziestego i dwudziestego pierwszego wieku, pod różnymi formami, takimi jak „bushyzm“ czy „kaczyzm“, którą cechuje neokonserwatyzm, fundamentalizm katolicki, rewizjonizm historyczny.
Nie można jednak zgodzić się ze Scalafrim, że to dyktatura – niestety jest to demokratyczna autokracja. Silvio Berlusconi został wybrany na premiera z woli narodu, uzyskując w ostatnich wyborach 47% głosów i pomimo kryzysu politycznego, nadal ma większość w Parlamencie. Żadne afery nie są zdolne podważyć poparcia wyborczego, jakim od 17 lat darzy Berlusconiego większość Włochów. Brak alternatywy politycznej ze strony lewicy oraz bark równie charyzmatycznego lidera, który mógłby zastąpić magnata telewizyjnego, powoduje, że opozycja nie potrafi się zorganizować i wygrać. Co najdziwniejsze, także wśród wierchuszki partyjnej Ludu Wolności nie ma nikogo, kto byłby delfinem wiekowego już (75-letniego) wodza i mógłby przejąć władzę. Wydaje się, że bez menadżera Berlusconiego, jego spółka partyjna rozpadnie się i zniknie ze sceny politycznej.

Komuniści i telesprzedaż

Co stanowi kapitał wyborczy Pana B.? Jest kilka elementów, które po połączeniu dały efekt. Trudno uwierzyć w to, ale jednym z głównych, cementującym berluskonian, jest nienawiść do komunistów. Zgodnie z Orwellowską receptą, Berlusconi stworzył sobie ukrytego wroga, który atakuje go ze wszystkich stron i na wszystkie możliwe sposoby. Niczym Żydzi w Polsce, tak komuniści we Włoszech knują spisek przeciwko narodowi, chcąc obalić rząd i przejąć władzę. Dziwne tylko, że komunistów we Włoszech trzeba by ze świeczką szukać… Nigdy w tym kraju Partia Komunistyczna nie objęła władzy, a jej polityczni potomkowie, którzy stworzyli koalicję z Prodim, w ostatnich wyborach zostali zdmuchnięci ze sceny politycznej przez wiatr historii niczym okruchy ze stołu. Dla Berlusconiego i berluskonian komuniści są jednak wszędzie – „czerwone togi“, czyli komunistyczni sędziowie chcą doprowadzić do przewrotu politycznego na drodze sądowej, a wspomagają ich komunistyczni dziennikarze także korespondenci zagraniczni… Silna identyfikacja przeciwnika i uproszczony schemat – ci którzy są przeciwni Berlusconiemu to komuniści, a komuniści są źli, bo jedzą dzieci - działa na wyobraźnię elektoratu z klasy średniej niższej. Nawet liberalny angielski tygodnik „The Economist“ Berlusconi przechrzcił na „The Ekomunizm“, kiedy zaczął pisać o jego procesach.
Takiego kapitału wyborczego jakim cieszy się Berlusconi nie można by zbić bez indoktrynacji politycznej, której narzędziem jest telewizja. Trzy kanały prywatne oraz prawie całkowita kontrola telewizji publicznej – to narzędzie propagandy, jakiego Berlusconiemu może pozazdrościć każdy dyktator. Już w 1993 r., zanim Władca z Arcore wszedł do polityki, znany włoski pisarz – Lorenzo Migliori napisał proroczy esej “Berlusconi to retrowirus”. “(…) żeby być zadowolonym musi sprzedawać, sprzedawać i jeszcze raz sprzedawać: to jest jego obsesja, jego zawód, jego jedyna wiara. Silvio ma armie sprzedawców, on zmienia aktorów w sprzedawców, piłkarzy w sprzedawców, dziennikarzy w sprzedawców, subretki w sprzedawczynie, mamy w sprzedawczynie, polityków w sprzedawców i sprzedawców w polityków. (…) On sprzedał siebie jako oryginał niekończącej się serii: wszyscy, którzy z nim pracują muszą być do niego podobni, muszą być jego klonami, on jest triumfującym indywidualistą i symbolem indywidualizmu, który ma jeden cel: sprzedawać wszystko i w każdej postaci, a zwłaszcza siebie samego. On jest reprezentantem uniwersalnej prostytucji” – pisał Miglioli 18 lat temu. A Jean Baudrillard, w liście otwartym do Berlusconiego, który stanowił przedmowę do wyżej cytowanej książki, dodawał: „Patrzymy na Pana od dawna, patrzymy w Pana telewizje i mówimy sobie: Jakie piękne kobiety! Jacy piękni mężczyźni! Jakie piękne ubrania! Jakie piękne domy! Jakie piękne cycki! Jakie piękne dupy! Gdzie jesteśmy? W Raju? Nie – we Włoszech! Raj jest obok nas, jest w nas! (…) Chciałem także powiedzieć Panu, drogi S.B., że użył Pan piłkę nożną, aby stać się popularnym i zrobił to Pan w sposób niemolarny…“
„Jeżeli Berlusconi upadnie, upadniemy wszyscy“ – mówiła w podsłuchanej rozmowie telefonicznej Nicole Minetti – mediolańska radna, była higienistka stomatologiczna Berlusconiego i organizatorka „bunga-bunga“ w rezydencjach premiera – aktualnie oskarżona o stręczycielstwo. To tłumaczy jasno, dlaczego wierchuszka Ludu Wolności broni swojego lidera tak zaciekle. Jeżeli skandale lub procesy zakończą wieloletnie rządy władcy z Arcore, wraz z nim wyginie cała klasa polityczna, tak jak to się stało z wiernymi Craxiego i Andreottiego po upadku pierwszej republiki.
Berlusconi stworzył skomplikowany system rządów monarchiczno-kupieckich, w którym wszystko jest powiązane i uzależnione od siebie – polityka, biznes, populizm i popularność, korupcja, władza, łapówki i seks. Wszystko można kupić – wszystko jest tylko kwestią ceny…
Wierni Berlusconiego uważają go za supermana, który śpi mało, pracuje dużo, kocha seks, jedzenie, słońce, tańczy, śpiewa, kłamie w żywe oczy i gra o wszystko. Nie boi się ryzyka. Stoi ponad prawem. To współczesny Aleksander Wielki, który rozwiązuje każdy problem tnąc węzeł szpadą.

Baby talk

Berlusconi nie jest tylko biznesmenem i doskonałym sprzedawcą – jest znakomitym show manem, który w telewizji zrobiłby zawrotną karierę. Język i sposób komunikowania Berlusconiego jest przedmiotem studiów lingwistów, semiotyków i psychologów. Właśnie psycholog i pisarz Alessandro Amadori – jeden z nielicznych autorów włoskich, którzy zajmują się psychopolityką, analizując strategię komunikacji przedwyborczej Berlusconiego w książce „Mi consenta“ – stwierdził, że używa on „baby talk“. Jest to prosty, niemal dziecinny sposób mówienia – tzw. infantylizm komunikacyjny, który ułatwia dotarcie do jak najszerszej grupy ludzi oraz zdobycie ich zaufania i poparcia wyborczego. Istnieją pewne zwroty i nawyki językowe, które charakteryzują każdą osobę oraz identyfikują ją niczym etykietka. W przypadku Berlusconiego jest to słynny zwrot „Mi consenta“ (w wolnym tłumaczeniu – „Pan/Pani pozwoli“). Wypowiadany z różnym natężeniem głosu, zdradza emocje Berlusconiego, a zwłaszcza jego irytację. To też najczęściej powtarzane zdanie przy satyrycznych imitacjach premiera, tworzonych przez Sabinę Guzzanti.
Także jeden z najwybitniejszych włoskich znawców filozofii i psychologii języka – Raffaele Simone, uważa że styl Berlusconiego to „retoryka uproszczeń“, gdzie świadomie operuje się „słownictwem niskim“, „uproszczeniami metaforycznymi“, „płaskimi dowcipami trafiającymi do osób o niezbyt wyrafinowanym poczuciu humoru i stylu“. Natomiast zdaniem profesorki filozofii Giuliny Parotto – Berlusconi używa symboliki religijnej z całą świadomością. Manipuluje elektoratem wcielając się w rolę Mesjasza, będącego jednocześnie zbawicielem i ofiarą. Najlepszym przykładem jest użycie metafory biblijnej, kiedy rozpoczynał karierę polityczną – wejście do polityki było testamentowym przebyciem pustyni.
Na czym polega wyrafinowana propaganda Berlusconiego, która jest sednem procesu “odwrotnej transkrypcji” jakiej dokonuje retrowirus berluskonizmu w genomie Włochów? Na systematycznej korupcji moralnej, która odbywa się poprzez telewizję, która uczy, że aby być trzeba mieć, żeby mieć – trzeba zaistnieć i aby zaistnieć trzeba się prostytuować w każdej postaci, także dosłownie – jak pokazują ostatnie skandale seksualne premiera. Berluskonizm to nie przestrzeganie zasad, norm i reguł jakie obowiązują w cywilizowanym społeczeństwie, to cynizm i cwaniactwo, to upodobanie do niemoralności, bezprawia, pospolitego łotrostwa. Tak jak w piłce nożnej, kibice utożsamiają się z własnym klubem, tak Włosi utożsamiają się z Berlusconim.
Problem polega na tym, że ktokolwiek chciałby w końcu pokonać Berlusconiego – musiałby przeciwstawić się berluskonizmowi – czyli prowadzić działania niepopularne, sprzeczne z interesami i naturą Włochów. Nie wiadomo co było pierwsze – Berlusconi czy berluskonizm?
Ale jeżeli nawet Berlusconi w końcu straci władzę lub umrze (co jest bardziej prawdopodobne), berluskonizm przeżyje go i przetrwa, gdyż jest to retrowirus, który zmutował DNA Włochów.

Rzym, luty 2011

© AGNIESZKA ZAKRZEWICZ, 2011
Tekst został opublikowany w Tygodniku Przegląd
----------------------------------------------------------------------
Wszystkie teksty i zdjęcia zamieszczone na tym blogu są chronione prawem autorskim.
Wszelki plagiat, przedruk lub wykorzystywanie bez zgody autora
jest wykroczeniem i roszczenia z tego tytułu będą dochodzone
na drodze sądowej.